Rynek finansowy: Banki 3.0 i pułapki rozwoju

BANK 2016/03

Problem przejścia naszej gospodarki z modelu kooperacyjno-montażowego do innowacyjnej musiał się wreszcie pojawić, bo może wyrwać Polskę z pułapki średniego rozwoju. Czy banki mogą uczestniczyć w tym procesie, będąc pod tak silną presją fiskusa? Gdzie tkwią rezerwy dalszego rozwoju sektora bankowego?

Problem przejścia naszej gospodarki z modelu kooperacyjno-montażowego do innowacyjnej musiał się wreszcie pojawić, bo może wyrwać Polskę z pułapki średniego rozwoju. Czy banki mogą uczestniczyć w tym procesie, będąc pod tak silną presją fiskusa? Gdzie tkwią rezerwy dalszego rozwoju sektora bankowego?

Antoni Wołągiewicz

Kluczem do zmian gospodarczych dla nowego rządu wydają się być odgórnie regulowane inwestycje, "ochrona interesów polskiego small businessu kosztem faworyzowanych podatkowo przez lata firm zagranicznych" oraz "odrodzenie demograficzne". Ale tych planów nie da się zrealizować bez aktywnego udziału polskich banków. A te zostały ostatnio obciążone ogromnymi kosztami (w 2015 r. były to wzrost składki na BFG, upadek kilku SKOK-ów i SK Banku, a w tym roku podatek bankowy, prezydencka ustawa o "sprawiedliwym" przewalutowaniu kredytów hipotecznych i podniesienie kapitałów własnych zgodnie z wymogami CRD IV i CRR ). Choć polski sektor bankowy przez lata przynosił spore zyski to wciąż jest mały w relacji udzielanych przez niego kredytów do PKB. W naszym kraju to 60 proc., gdy średnia dla UE (strefa euro) wynosi od 100 do 150 proc. Aktywa naszych banków są także relatywnie małe, bo np. w końcu 2014 r. wynosiły 1,5 bln zł. Polski sektor z łącznym współczynnikiem kapitałowym wynoszącym 14,7 proc. ma poziom dźwigni finansowej zaledwie 9,5, gdy w UE średnia to 17,5. Ten wskaźnik poważnie utrudni pozyskanie dodatkowych środków na rozwój gospodarki. Co gorsze, polskie banki muszą sprostać rywalom z branż internetowych, telekomunikacyjnych, coraz częściej wypierających ich z roli pośredników kredytowych lub płatniczych.

Jak zatrzymać klienta?

W najbliższych latach coraz większym problemem banków stanie się zachowanie lojalności klientów. Aby ich zatrzymać, potrzebna będzie pomoc omnikanałowości. A także wykorzystanie na większą skalę takich narzędzi, jak np. Big Data do oceny potrzeb klientów. Już dziś globalny rynek Big Data rośnie rok do roku o 30 proc., osiągnął wartość 125 mld USD. Problem z utrzymaniem lojalności klientów dotyczy głównie pokolenia Y (urodzeni w latach 1986-1996), które, nie patrząc na logo oferenta produktów lub usług finansowych, bierze pod uwagę przy wyborze głównie opinie zamieszczone w mediach społecznościowych. Według globalnego raportu "IBM C-suite Study 2014" największe nadzieje na sukces mają dziś te firmy finansowe, które są "otwarte na sugestie ze strony klientów". W przypadku polskich banków widzi tę zależność aż 51 proc. pytanych przez IBM prezesów, za tylko średni wpływ konsumentów na produkty uznaje 39 proc. ankietowanych, a wręcz za marginalny tylko 10 proc.

Ciekawie wypadają opinie dyrektorów ds. informatyki instytucji finansowych - aż 4/5 z nich planuje wprowadzenie technologii cyfrowych do front office. Dla 84 proc. pytanych przez IBM główne źródło dostępu do klienta przesunie się w kierunku cyfrowego kontaktu z bankiem via tablet i smartfon. Za główną barierę w tej cyfrowej rewolucji uznają kwestie prawne związane z bezpieczeństwem ochrony danych ich klientów. Niezależnie od tego, w opinii większości ankietowanych, już za 3-5 lat dominować będą cyfrowe relacje z klientami (83 proc.) oraz te poprzez call center (86 proc.), przy wyraźnym spadku znaczenia mediów tradycyjnych (20 proc.) i trochę mniejszych kontaktów bezpośrednich (74 proc.). Ale w każdym przypadku zwiększa się znaczenie programów lojalnościowych dla utrzymania klienta w banku. Najpopularniejszym narzędziem staje się dziś cashback oraz różnego typu zniżki rabatowe do sieci sklepów. Według danych z ankiet zgromadzonych przez mBANK, około 55 proc. klientów chce otrzymywać oferty zakupowe powiązane z ich lokalizacją wykrywaną np. przez smartfon. Ale jak słusznie zauważyli analitycy mBANK-u, choć tylko 7 proc. klientów wprost twierdzi, że nie chce ofert opartych na lokalizacji, to większość jest za takimi usługami, ale boi się, aby te dane nigdy nie trafiły poza instytucję finansową. I tu widać, jak jakakolwiek beztroska banków (np. w utylizowaniu papierowych danych o klientach), nagłośniona potem przez media, uderza bezpośrednio w ich zdolność do generowania dochodów poprzez mobility.

3.0 remedium na kłopoty?

Small business - tak w Polsce, jak i w innych krajach - jest otwarty na nowe technologie i już może skorzystać z oferty coraz potężniejszych konkurentów banków. Powstające na świecie start-upy, zakładane przez pokolenie millennials, coraz częściej rezygnują z typowego bankowego konta w oddziale, aby przez Google Wallet zapewnić przepływ gotówki. Także bez pośrednictwa banku dokonują płatności via PayPal, PayU, SkyCash, posługując się bitcoinami lub masowo korzystając z social lending z mediów społecznościowych, do sfinansowania swoich projektów. Z tego powodu tworzenie modelu banku 3.0 jest de facto reakcją obronną instytucji finansowych na pojawienie się śmiertelnie groźnych rywali. Dlatego omnikanałowość i klientocentryczność jest tym, czego oczekują młodzi przedsiębiorcy, którzy chcą mieć kontakt z bankiem 24/365 poprzez: bankomaty, wpłatomaty, call center, technologie mobilne etc. Badania pokazują, że także za parę lat określona część klientów pojawi się w tradycyjnym oddziale po poradę dotyczącą modelu inwestowania, wyboru produktu, wyraźnie preferując kontakt z tą samą osobą znaną od lat.

Klientocentryczność wymaga modernizacji samej struktury banków w kierunku tworzenia otwartej sieci opartej na tzw. jednostkach centralnych (huby) oraz na ich satelickich filiach. Muszą ją uzupełniać kioski bankowe, zautomatyzowane lub o małej liczbie zatrudnionych, które znajdując się w centrach miast, pełnią ważną rolę wizerunkową. Optymalny system obsługi klientów to taki, gdzie 50 proc. ich wolumenu przypada na kioski, 30 proc. na filie, 15 proc. na huby, a 5 proc. jest obsługiwanych w tzw. centrach regionalnych. Na podstawie badań firmy Accenture można wywnioskować, że transformacja typowego banku w system 3.0 daje, przy zachowaniu tych samych warunków makroekonomicznych, aż 10-12-proc. wzrost liczby nowych klientów, zwiększenie ich retencji o 8-10 proc. Dodatkowo przez uzyskanie efektu cross-sell’u, następuje zwiększenie sprzedaży produktów finansowych o kolejne 8-10 proc. Eksperci Deloitte’a uważają, że największe wyzwania dla polskiego sektora bankowego w kolejnych latach dotyczą trzech potencjalnych zagrożeń: marginalizacji, komodytyzacji, dyferencjacji. W przypadku tego pierwszego negatywnego scenariusza (marginalizacji) polskie banki przygniecione kosztami podatków i regulacji uznają kapitulancko wyższość swoich rywali (np. telekomów) w dziedzinie wytwarzania i dystrybucji produktów finansowych. To ryzyko rośnie przez gwałtowny rozwój social lendingu w dziedzinie pożyczania i lokowania pieniędzy. Drugi wariant: komodytyzacja oznaczać będzie utratę przez banki dotychczasowej przewagi w dystrybucji produktów, a zwłaszcza w umiejętności kontaktowania się z nowymi kategoriami klientów. W takim przypadku stają się one jedynie pośrednikami oferowanych przez siebie produktów, na co remedium może się stać poprawa sprawności operacyjnej. Trzeci wariant rozwoju banków, czyli dyferencjacja oznacza zachowanie przez banki przewagi dotyczącej wiedzy o klientach, dzięki czemu obronią swoją pozycję rynkową. Można to zrobić przez większą umiejętność banków (dzięki Big Data i analytics) skrojenia oferty pod indywidualne gusta klienta. Eksperci Deloitte’a dość pragmatycznie sugerują bankom przyjrzenie się, jak firmy z branży komunikacyjnej i handlu poradziły sobie z wieloma zagrożeniami związanymi z eksplozją e-commerce etc.

Jak nie być wiecznym średniakiem

Czy Polska wpadła w pułapkę średniego dochodu? Na to pytanie starali się znaleźć odpowiedź autorzy raportu "Kierunki 2016. Polska w pułapce średniego dochodu" - przygotowanego przez Bank DNB Polska i firmę doradczą Deloitte.

Niestety, jak wynika z raportu, nasz kraj spełniła wszystkie warunki wejścia w pułapkę średniego dochodu. W praktyce oznacza to wyhamowanie wzrostu gospodarczego i trwałe utknięcie pomiędzy krajami wysokorozwiniętymi a krajami o niskim poziomie rozwoju, które targane są cyklicznymi kryzysami finansowymi i gdzie PKB na mieszkańca nie przekracza 15 tys. USD rocznie, a w wielu przypadkach jest znacznie niższe.

- Z perspektywy 25 lat, jakie minęły od rozpoczęcia transformacji polskiej gospodarki, skumulowany wzrost gospodarczy Polski był największy wśród wszystkich krajów byłego bloku wschodniego. Jednak różnice w rozwoju są nadal znaczące, a Polska - z poziomem 40 proc. unijnej średniej PKB na mieszkańca w wyrażeniu nominalnym - plasuje się pośrodku krajów transformacji, gdzie z jednej strony Słowenia zbliżyła się już do 70 proc., a z drugiej Rumunia i Bułgaria znajdują się na poziomie 25 proc. unijnej średniej PKB na mieszkańca - mówi Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte Consulting. Zdaniem autorów raportu, problem tkwi w wyczerpywaniu się potencjału wzrostowego czynników produkcji i strukturze polskiej gospodarki.

- W sektorze przemysłowym, którego udział w tworzeniu wartości dodanej w Polsce jest zbliżony procentowo do Niemiec, polski pracownik wytwarza 19 tys. euro, a niemiecki 64 tys. euro rocznie, czyli przeszło trzy razy więcej i takie są też różnice w płacach netto. Gdy Polak zarabia rocznie średnio 7 tys. euro, to Niemiec już niemal 27 tys. euro. Wzrost w krajach rozwiniętych nie bierze się przy tym z pracy cięższej, ale mądrzejszej, co oznacza korzystanie z lepszych technologii i technik produkcji w celu wytwarzania większej wartości dodanej na pracownika - bez zwiększania zasobów pracy i kapitału, które z natury są ograniczone - mówi Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Banku Polska.

W tym kontekście kluczowe staje się więc pytanie, czy Polska ma szansę wydostać się z pułapki średniego dochodu w perspektywie jednego pokolenia. Według autorów raportu, potrzebne są do tego odpowiednie zasoby pracy, kapitału i umiejętne ich wykorzystywanie - co wpłynie na poprawę efektywności wielu nieefektywnych dziś sektorów gospodarki, a co za tym idzie - szybszy wzrost gospodarczy.

Problemy z demografią i kapitałem

Ale chyba największym wyzwaniem dla banków jest demografia. Dla przykładu w 2050 r. udział osób w grupie wiekowej 65+ powiększy się do poziomu 15 proc. W efekcie istnieje ryzyko powstania ogromnego deficytu na rynku pracy. Zdaniem autorów raportu, brakujących zasobów siły roboczej należy szukać zarówno w kraju, jak i za granicą. Podobnie sytuacja wygląda, jeśli chodzi o zasoby kapitału. Przy realistycznych założeniach dotyczących możliwości podążania przez Polskę ścieżką podobną do Hiszpanii (i osiągnięcia poziomu konwergencji 75 proc. PKB Niemiec na mieszkańca około 2050 r.), średnie realne tempo wzrostu PKB musi wynieść w Polsce 2,4 proc., co implikuje średnią stopę inwestycji w polskiej gospodarce na poziomie około 22 proc. Przy średniej stopie oszczędności w latach 1995-2015 na poziomie 18 proc. oznaczałoby to lukę inwestycji i oszczędności na poziomie 4 proc. PKB rocznie. Jest to wciąż wysoki deficyt kapitału, który może zachwiać równowagę makroekonomiczną Polski. Sytuacja wymaga więc zwiększenia oszczędności po stronie sektora publicznego i prywatnego. - Wzrost oszczędności krajowych można osiągać po stronie sektora rządowego, jak i prywatnego. W pierwszym przypadku oznacza to konieczność permanentnego zmniejszania deficytu sektora publicznego. Cięcie o 1 proc. PKB dałoby rocznie 15 mld zł oszczędności - jest to dokładnie tyle, ile przyniosłaby redukcja zatrudnienia w administracji centralnej i lokalnej łącznie o ok. 150 tys. pracowników - mówi Rafał Antczak. - W przypadku sektora prywatnego należałoby oczekiwać wzrostu średniej stopy oszczędności o 2 proc. PKB. Dla firm oznacza to konieczność zwiększenia zysków o około 1/3 z obecnego poziomu - w wyniku ekspansji na rynki krajów UE i przejmowania zachodnich firm, z których część produkcji byłaby przenoszona do Polski, a pozyskiwana technologia pozwalałaby podnosić efektywność i produktywność. Część polskich firm już prowadzi taką politykę, chodzi więc o to, aby trend ten wzmocnić i podtrzymać w długim okresie - podkreśla Artur Tomaszewski.

Polska gospodarka wpadła w pułapkę średniego dochodu, na co wskazują dane makroekonomiczne i zachowanie TFP

  • Zasoby pracy nie muszą być barierą dla rozwoju Polski, jeśli zostaną wykorzystane wszystkie rezerwy krajowe i będzie prowadzona rozsądna polityki imigracyjna, zwłaszcza wobec obywateli Ukrainy.
  • Zasoby kapitału krajowego są problemem dla rozwoju, który można rozwiązać poprzez oszczędności w sektorze publicznym i wzrost zysku i oszczędności w sektorze prywatnym - tego pierwszego nie próbowaliśmy, ale to drugie miało już miejsce.
  • Dychotomia w produktywności na poziomie sektorów gospodarki i jest to największy problem dla rozwoju Polski.
  • Kluczem do podniesienia ogólnej dynamiki TFP w gospodarce i wyrwania się Polski z pułapki średniego dochodu jest usunięcie dychotomii w produktywności na poziomie sektorów. Tak właśnie postępowały kraje, którym to się udało.

Źródło: "Kierunki 2016. Polska w pułapce średniego dochodu" - raport przygotowany przez Bank DNB Polska i firmę doradczą Deloitte

 


Opracowanie na podstawie raportu "Wyzwania bankowości detalicznej" pod red. Zbigniewa Jagiełły, Europejski Kongres Finansowy grudzień 2015 oraz "Kierunki 2016. Polska w pułapce średniego dochodu" - przygotowanego przez Bank DNB Polska i firmę doradczą Deloitte

 

Udostpnij artyku: