Rynek finansowy: Za zaniechania płaci się wysoką cenę

BANK 2013/12

Z José Ángelem Gurrią, sekretarzem generalnym Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) rozmawia Andrzej Geber.

Z José Ángelem Gurrią, sekretarzem generalnym Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) rozmawia Andrzej Geber.

W czasie kryzysu ekonomicznego rządy robią wszystko, by pobudzić gospodarkę, zapewnić konkurencyjność, walczyć z bezrobociem; zabiegają także o przywrócenie zaufania obywateli do swych poczynań. Równocześnie stoją jednak przed takimi wyzwaniami, jak globalizacja, rosnące ubóstwo i szybkie starzenie się społeczeństwa. Istnieje zdaniem Pana jakieś remedium na opanowanie tej skomplikowanej sytuacji.t

– Jedno, co wiem na pewno, to to, że nie ma ani jednego magicznego słowa, ani też jednego lekarstwa na uzdrowienie sytuacji. Minęło sześć lat od rozpoczęcia kryzysu, a wciąż jesteśmy w nim pogrążeni, choć – co warto zauważyć – perspektywy gospodarcze są nieco lepsze. Kryzys ukazał silne i wzajemnie powiązane ze sobą zjawiska decydujące o zaburzeniu równowagi w gospodarce światowej. Nadmierne zadłużanie się, zbyt nisko oszacowane ryzyko doprowadziły do powstania bańki na rynkach finansowych i rynku nieruchomości. Jej pęknięcie bezpośrednio wpłynęło na załamanie się bilansów instytucji finansowych. W krajach zadłużonych doszło do sztucznego wyśrubowania cen na rynku aktywów. Późniejsze trudności finansowe i recesja spowodowały olbrzymie deficyty fiskalne i zwiększenie zadłużenia publicznego. Rosnące bezrobocie oraz słaby system finansowy stały się dodatkowym obciążeniem dla rządów.

Pomimo tak skomplikowanej sytuacji rządzący przy tworzeniu warunków dla długotrwałego wzrostu nie powinni rezygnować z kosztownych dla budżetu świadczeń. Równocześnie muszą jednak forsować reformy wzmacniające stabilność systemu finansowego. Są już efekty podejmowanych działań. W naszym okresowym sprawozdaniu informowaliśmy o nieznacznym ożywieniu rozwiniętych gospodarek – Ameryki Północnej, Japonii i Wielkiej Brytanii. Strefa euro wychodzi z recesji, choć produkcja w wielu krajach jest nadal spowolniona. Na uzdrowienie sytuacji ma także wpływ sytuacja polityczna. Napięcia z zatwierdzeniem budżetu w Stanach Zjednoczonych, niepewność polityczna we Włoszech nie tworzą sprzyjającego klimatu. Jesteśmy jeszcze daleko od uleczenia społecznych skutków kryzysu.

Jakie są więc obecnie największe wyzwania. Na co rządzący powinni, Pana zdaniem, zwrócić szczególną uwagę?

– Największym wyzwaniem, przed jakim stajemy, jest niewątpliwie bezrobocie, bowiem nierówne i słabe ożywienie gospodarcze nie przyczynia się do wzrostu zatrudnienia. W krajach OECD średnia stopa bezrobocia wynosi około 8 proc., co odpowiada 48 mln bezrobotnych, czyli o 15 mln więcej niż przed kryzysem. Bezrobocie wśród młodych, głównie niestety słabo wykwalifikowanych osób, osiągnęło w wielu krajach dramatyczny poziom: 60 proc. w Grecji, 55 proc. w Hiszpanii, 40 proc. we Włoszech i w Portugalii. Dziś oprócz niskiego wzrostu gospodarczego i wysokiego bezrobocia odnotowujemy pogłębiające się nierówności społeczne. W krajach OECD średni dochód 10 proc. najbogatszej części populacji jest około dziewięciokrotnie wyższy od dochodu najbiedniejszych. 25 lat temu ta proporcja wynosiła 7:1, dzisiaj 9:1, a to oznacza wzrost o 30 proc. Nawet w krajach tradycyjnie egalitarnych i najbogatszych, jak Niemcy, Dania czy Szwecja, różnica między dochodami bogatych i biednych stale rośnie: w latach 80. ub. wieku było to 5:1, dziś jest to nawet 7:1.

Dysproporcje te, których w żadnym wypadku nie powinniśmy bagatelizować, pozostają stosunkowo niewielkie, jeśli porównamy sytuację innych państw. W moim rodzinnym Meksyku, podobnie jak w Chile, różnice te wynoszą 27:1, w Brazylii 50:1. A w RPA wynik jest trzycyfrowy! Należy pamiętać, że wspomniane nierówności to nie wyłącznie kwestia dochodów, to także kwestie związane ze zdrowiem i edukacją. Wiemy, że osoby o słabych dochodach żyją krócej, są mniej aktywne politycznie, a ich dzieci osiągają gorsze wyniki w nauce. Oznacza to, że wciąż nie udało się nam przełamać negatywnej tendencji. Jakakolwiek tendencja do zmian, jest jednym z ważniejszych wskaźników oceny efektywności naszych wysiłków. Błędne jest przy tym twierdzenie, że wymuszone przez kryzys oszczędności budżetowe nie pozwalają na skuteczną ochronę najbardziej zagrożonych społecznie grup. Wydatki na kreowanie nowych miejsc pracy, innowacyjność, przekwalifikowywanie osób nie mogących znaleźć zatrudnienia – to najlepsze inwestycje. Za zaniechania trzeba będzie zapłacić znacznie wyższą cenę, także społeczną.

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: