Rynek finansowy: Zawsze wierzyłam w Europę

BANK 2011/10

O sytuacji gospodarczej po wyborach do Sejmu i o poszukiwaniu przez Unię Europejską dróg wyjścia z kryzysu z prof. Anną Zielińską-Głębocką, członkiem Rady Polityki Pieniężnej, rozmawia Grzegorz Brudziński

O sytuacji gospodarczej po wyborach do Sejmu i o poszukiwaniu przez Unię Europejską dróg wyjścia z kryzysu z prof. Anną Zielińską-Głębocką, członkiem Rady Polityki Pieniężnej, rozmawia Grzegorz Brudziński

Spowolnienie gospodarcze w przyszłym roku to sprawa przesądzona?

– Myślę, że tak. Choć to, co nas czeka w Polsce, nazwałabym obniżeniem dynamiki wzrostu gospodarczego. Jestem przekonana, że powinniśmy się w 2012 r. rozwijać w tempie co najmniej 3 proc. PKB. Wydaje mi się, że dynamika powinna kształtować się w przedziale 3,5-3,7 proc. PKB. Przy czym najwięcej szans mamy na to, że gospodarka pozostanie bliżej dolnej granicy tego przedziału. To nie powinien być w sumie zły rok, ponieważ wciąż powinna ona rosnąć za sprawą inwestycji związanych z Euro 2012. Prócz tego dane z połowy obecnego roku pokazują, że ruszyły inwestycje prywatne. Tu nie powinno być dla nas niespodzianki, jeśli się spojrzy na stopień wykorzystania zdolności produkcyjnych w gospodarce. To są właśnie te czynniki, które będą napędzać koniunkturę. Oczywiście na tle prognoz sprzed kilku miesięcy, gdy mówiono o dynamice rzędu 4,5 proc. PKB jest to odbierane jako spowolnienie. Proszę jednak nie zapominać, jak niekorzystnie zmieniła się sytuacja u naszych głównych partnerów handlowych. Bardziej niż przyszły rok martwi mnie sytuacja za dwa lata, gdy dynamika PKB może się obniżyć do 3 proc.

Inflacja także będzie spadać?

– Na taki scenariusz wskazują zgodnie prognozy Komisji Europejskiej oraz projekcje Instytutu Ekonomicznego NBP. Pytaniem jest natomiast, czy będzie to bardzo silne obniżenie wskaźnika cen, czy powolne wygaszanie inflacji z kwartału na kwartał. Jestem przekonana, że do połowy 2012 r. inflacja będzie relatywnie wysoka, czyli będzie się kształtować powyżej celu inflacyjnego NBP. Przypomnę tylko, że cel to 2,5 proc. Nawet jeśli jej wskaźnik zejdzie do górnego pasma, czyli do 3,5 proc., to i tak będzie to odbierane przez nas jako sygnał o utrzymującej się presji inflacyjnej.

Proszę jednak nie łączyć tego stanu rzeczy z zapowiedzią uruchomienia narzędzi polityki pieniężnej. Bo co innego jest obserwowanie stopniowego słabnięcia presji inflacyjnej, a co innego sięganie po jej kluczowe narzędzia, jakimi są zmiany stóp procentowych. Podsumowując, choć presja inflacyjna nadal się utrzymuje, to nie wydaje się niezbędna zmiana stóp procentowych. Taka jest moja ocena na obecną chwilę.

A efekty drugiej rundy, czyli to, co teoria ekonomii określa jako spiralę cen i płac?

– Rada zawsze obserwuje z uwagą rynek pracy. Czy presja inflacyjna nie będzie pociągała za sobą właśnie nacisków na wzrost płac. To jest bardzo silnie zakorzenione w naszej świadomości. Jeśli jednak spojrzymy wstecz, to na szczęście tego zagrożenia nie widać. Sytuacja na rynku pracy jest dość dobra i stabilna. To przebija zarówno w danych GUS-u o stopie bezrobocia, jak i w badaniach aktywności zawodowej ludności. Przed wyborami rząd sygnalizował, że rozważa wycofanie się z aktywnych instrumentów wspierania rynku pracy. Jest to o tyle zrozumiałe, że są to instrumenty dość kosztowne dla budżetu, a ich efekty ekonomiczne są mocno ograniczone. Jednak to kwestia otwarta, ponieważ do aktywizacji rząd może powrócić, jeśli sytuacja na rynku pracy na nowo zacznie się pogarszać.

I nie zmieniło tego otwarcie w maju niemieckiego rynku pracy?

– Efekty tego otwarcia były wyraźnie słabsze, niż się tego spodziewano na początku roku. Na jego niewielki wpływ na nasz rynek wskazują także badania wspomnianego wcześniej Instytutu Ekonomicznego NBP. W dużej części jest to zjawisko, które dotyczy osób pracujących wcześniej w Niemczech, tyle że nielegalnie lub objętych porozumieniami międzyrządowymi. Otwarcie rynków pracy w Austrii, w Niemczech czy Szwajcarii nie przyśpieszyło zatem dynamiki wzrostu płac. Płace wprawdzie stale rosną, ale nie w takiej skali, aby to było zagrożeniem dla polityki pieniężnej w Polsce. Pozytywnym aspektem jest to, że wzrost wynagrodzeń jest jednym z filarów wzrostu gospodarczego.

Po wyborach za to przychodzi czas na dyskusję o skali redukcji polskiego deficytu budżetowego i na reakcję agencji ratingowych.

– Prognozy, które przygotowało w programie konwergencji i zaktualizowało w obecnym roku Ministerstwo Finansów są moim zdaniem zbyt optymistyczne, jeśli chodzi o założenia. Ja nie spodziewam się, aby w roku 2013 udało się spełnić rygory traktatu z Maastricht, czyli zejść z deficytem poniżej 3 proc. PKB. Inna sprawa, że jak patrzę teraz na pozostałe kraje Unii Europejskiej, to nie spodziewam się także, aby grono krajów, którym to się uda było zbyt liczne.

Oczywiście pozostaje stanowisko agencji ratingowych, które jednak znają dokumenty rządowe od dawna i mimo zgłaszanych zastrzeżeń uznają je za wiarygodne. To widać w wycenie ubezpieczenia ryzyka kredytowego, czyli w notowaniach Credit Default Swaps. CDS-y dla Polski pozostawały w drugiej połowie roku relatywnie stabilne, mimo burzy, którą widzieliśmy na rynkach finansowych. Myślę, że jest to scenariusz bazowy dla naszego kraju do końca roku, gdyż Polska zrealizowała swoje główne potrzeby pożyczkowe. Nowy rok to oczywiście nowy budżet, ale tu największe ryzyko widzę w postaci zaklasyfikowania Polski do jednej grupy wraz z krajami PIIGS lub państwami zaliczanymi do emerging markets. Bo zbyt często widzimy odpowiedzialność zbiorową na rynkach finansowych.

Od wyniku wyborów i siły zaplecza politycznego nowego rządu zależy jednak najwięcej.

– To prawda. Jeśli mówimy o redukcji deficytu budżetowego, to nie unikniemy dyskusji o cięciach deficytu strukturalnego, na który składają się często wydatki o charakterze socjalnym. Przed wyborami słyszeliśmy za to o regule wydatkowej, której słabością jest to, że w niewielkim tylko stopniu dotyka deficytu strukturalnego, choć wpływa w sporej części na poziom wydatków dyskrecjonalnych. Problem polega na tym, że zmniejszając poziom wydatków dyskrecjonalnych, nie obniżymy w znaczącym stopniu deficytu budżetowego i dlatego niezbędne jest cięcie deficytu strukturalnego. To jest niestety trudne do przeprowadzenia, ponieważ wymaga przegłosowania odpowiednich ustaw w Sejmie i tu znów wracamy do wyników wyborów.

Poza wszystkim to są bardzo trudne decyzje i niech przykładem tu będą losy zawetowanej ustawy o redukcji zatrudnienia w administracji o 10 proc. Jako były członek Rady Służby Cywilnej rozumiem stanowisko pana prezydenta i muszę przyznać, że w tym gronie mieliśmy wątpliwości co do zasadności automatycznych cięć w każdym z resortów. Trzeba być jednak realistą – gdyby skalę redukcji pozostawić tylko ich ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: