Rynek finansowy: Zwycięstwo niepisanej umowy

BANK 2012/05

Od czasów porozumienia o systemie finansowym z Bretton Woods w waszyngtońskiej siedzibie Banku Światowego zawsze zasiadał prezes wyznaczony przez prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nigdzie nie zapisano tej prawidłowości, ale tak jak na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego zawsze staje Europejczyk, tak od dziesiątków lat BŚ rządzą Amerykanie. Ta niepisana umowa została teoretycznie zmieniona przez postanowienia państw G20, ale wszystko zostało po staremu, tyle że pierwszy raz z dodatkiem psychodramy.

Od czasów porozumienia o systemie finansowym z Bretton Woods w waszyngtońskiej siedzibie Banku Światowego zawsze zasiadał prezes wyznaczony przez prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nigdzie nie zapisano tej prawidłowości, ale tak jak na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego zawsze staje Europejczyk, tak od dziesiątków lat BŚ rządzą Amerykanie. Ta niepisana umowa została teoretycznie zmieniona przez postanowienia państw G20, ale wszystko zostało po staremu, tyle że pierwszy raz z dodatkiem psychodramy.

Jerzy Szygiel

Do tej pory był spokój: 25 członków rady nadzorczej zatwierdzało wybór jedynego kandydata, dokonany przez administrację amerykańską. Szefowie Banku Światowego symbolizowali prezydentury, jak dwaj ostatni – Paul Wolfowitz (musiał odejść po oskarżeniach o nepotyzm) i Robert Zoellick – namaszczeni przez George’a Busha. G20 postanowiło to zmienić i w marcu, pierwszy raz w swojej historii, Bank Światowy zgodził się rozpatrywać kandydatury trzech osób według kryterium zasług, a nie pochodzenia. Nie zmieniono jednak procedury samego wyboru rady – dokonuje się on jak dawniej przez konsensus, a nie głosowanie.

Jest różnica: Bush mianował ważne figury swojego rządu, a Obama jakby wyciągnął królika z kapelusza. Związany z Pentagonem Wolfowitz należał do ścisłego kręgu ideologicznego prezydenta, a Zoellick, niegdyś w dyrekcji Goldman Sachs, był jego osobistym doradcą. Natomiast kiedy prezydent Obama ogłosił nazwisko swego wybrańca, nikt nie wiedział, kim on właściwie jest. Stawiano na sekretarz stanu Hillary Clinton, na Susan Rice, ambasador Stanów w ONZ, lub Lawrence’a Summersa, byłego sekretarza skarbu. Wybrany Jim Yong Kim był z początku znany jedynie z filmu na YouTube, na którym rapował wraz ze swymi studentami.

Tymczasem urodzony w Seulu, 53-letni dziś Amerykanin, ma za sobą bogatą karierę: po studiach medycznych i antropologicznych dał dowody dobrego zarządzania w czasie kryzysu epidemiologicznego na Haiti. Koszty leczenia gruźlicy – w Stanach to 15-20 tys. dolarów na osobę – ściągnął do 150-200 dolarów, a mimo to opanował epidemię. Został doradcą dyrektora generalnego Światowej Organizacji Zdrowia i dyrektorem działu walki z HIV/AIDS, kontynuując karierę uniwersytecką. Trzy lata temu wybrano go na rektora prestiżowego uniwersytetu Dartmouth College, gdzie popadł w konflikt z organizacjami studenckimi – odmówił ujawnienia wszystkich pozycji budżetowych ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: