Rynek pracy: stopa bezrobocia może istotnie hamować wzrost PKB

Rynek pracy

Młoda kobieta zatrudniona przez pracodawcę
Fot. stock.adobe.com/Alexander Raths

Stopa bezrobocia rejestrowanego według GUS spadła w maju do poziomu 6,1 proc., podczas gdy jeszcze pięć lat temu wynosiła ponad 13 proc. Przez dwie i pół dekady po transformacji gospodarczej przyzwyczailiśmy się do wysokiej stopy bezrobocia i tym samym rynku pracodawcy. Zatrudniający mogli wybierać między kandydatami, co przez długi czas ograniczało wzrost płac, ale także usztywniało wiele stosunków pracy. W ostatnich trzech latach sytuacja na rynku uległa istotnej zmianie.

Stopa bezrobocia rejestrowanego według GUS spadła w maju do poziomu 6,1 proc., podczas gdy jeszcze pięć lat temu wynosiła ponad 13 proc.

Wyzwania demograficzne

Na początek należy sobie uświadomić, że to, co dzieje się na rynku pracy jest wypadkową wielu zmiennych. Obserwowana obecnie niezwykle korzystna sytuacja dla pracowników nie wynika tylko z dobrej koniunktury, choć niewątpliwie również ona sprzyja powstawaniu nowych miejsc pracy. W ostatnich latach mamy do czynienia z odchodzeniem z rynku pracy powojennego wyżu demograficznego. Równocześnie bardzo niski wskaźnik dzietności (1,32 wg EUROSTAT) powoduje, że daleko nam do poziomu zastępowalności pokoleń i tym samym do naturalnego uzupełniania rzeszy pracujących przez młodych wchodzących na rynek pracy. Dodatkowo, swoje reperkusje ma obniżony wiek emerytalny – w 2017 r. w wyniku jego obowiązywania na emerytury przeszło o ponad 300 tys. osób więcej niż w poprzednim roku.

Demografia a wzrost gospodarczy

Wieloletni już spadek liczby urodzeń – zapoczątkowany w latach osiemdziesiątych – powoduje, że w wiek rozrodczy wchodzą coraz mniej liczne roczniki, które dodatkowo mają relatywnie mniej dzieci niż wcześniejsze pokolenie. Polska jest w tak trudnym momencie rozwoju demograficznego, że nawet wzrost współczynnika dzietności, do poziomu gwarantującego prostą zastępowalność pokoleń (2,1-2,15), nie umożliwi odwrócenia tych procesów w krótkim czasie. Starzenie populacji znajdzie odzwierciedlenie w zmianach struktury ludności według funkcjonalnych grup wieku, z czego najistotniejsze, z punktu widzenia wzrostu gospodarczego, będą zmniejszenie potencjalnych zasobów pracy, (czyli osób w wieku produkcyjnym) oraz wzrost liczby ludności w wieku emerytalnym.

Produktywność, jako drugi komponent wzrostu

PKB – jako jeden z podstawowych mierników efektów pracy społeczeństwa w danym kraju – jest zależny nie tylko od zasobów pracy, ale także ich jakości. To nic innego jak średnia wydajność odnosząca się wprost do produktywności. Iloraz tych dwóch czynników (zasobów pracy i produktywności) determinuje wielkość produktu krajowego brutto. Im szybszy wzrost obu czynników w określonym czasie, tym szybszy wzrost PKB. W sytuacji, kiedy czynniki te pozostają w stagnacji, lub co gorsza maleją (niekorzystny trend demograficzny), wzrost gospodarczy nie jest możliwy. Co więcej, w skrajnie niesprzyjających warunkach gospodarka może nawet się kurczyć, (co oznaczałoby spadek PKB).

Niestety w Polsce wciąż średni poziom produktywności odstaje od poziomu notowanego w państwach najbardziej rozwiniętych. Luka produktywności mierzona jest wydajnością pracy, ale poza zdolnościami pracowników jest ona również zależna od takich czynników jak: nakłady kapitału, poziom techniczny czy korzyści skali. Rozmiar tej luki między Polską a średnią unijną to prawie 40 proc. Z kolei względem Niemiec czy USA – ponad 50 proc.

Wyzwanie czy szansa?

O tym, że jest ciężko mówią sami przedsiębiorcy. Brak rąk do pracy ogranicza bezpośrednio możliwości rozwoju firm. Nie możemy spodziewać się, że inwestycje będą realizowane zgodnie z planami, bo zwyczajnie nie ma ich kto przeprowadzić. Prognozy dotyczące otwierania nowych placówek, oddziałów są odkładane, bo nawet w mniejszych miastach brakuje pracowników. To jest ten element równania odnoszący się do ilościowych zasobów pracy. Czy jest jakaś pozytywna strona tego zjawiska?

Obserwowane zmiany w stosowanych technologiach wpływają na modyfikacje procesów produkcyjnych, które w coraz większym stopniu polegają na automatyzacji i robotyzacji. W efekcie wykorzystanie prostej (i taniej) pracy w procesach produkcyjnych traci stopniowo na znaczeniu. Może to uwalniać siłę roboczą, umożliwiając jej przepływ do sektorów, w których technologie będą miały mniejsze znaczenie (np. usługi). I tutaj dochodzimy do aspektów jakościowych oraz wpływania na produktywność pracy. Młodzi na rynku pracy już to rozumieją. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym na Milenialsach (2018 Deloitte Millennial Survey), niemal połowa respondentów twierdzi, że trendy związane z Przemysłem 4.0 odciążą ich pracę z nudnych czynności i pozwolą się skupić na bardziej kreatywnych zadaniach.

Praca domowa do odrobienia

Bez wątpienia sporo też jest do nadrobienia u samych pracodawców. Nie wszyscy menedżerowie rozumieją tę zmianę i nie potrafią się jeszcze do niej dostosować. Wyniki badania Deloitte Millennial Survey wskazują, że młodzi na rynku pracy są bardziej świadomi tych zmian. Nie chcą się wiązać sztywno z pracodawcą i szukają takiego miejsca pracy, które będzie im odpowiadało. Choć wynagrodzenie nadal pozostaje kluczowym kryterium wyboru pracodawcy (81 proc. respondentów w Polsce), to warto zauważyć, że na drugim miejscu jest kultura organizacyjna (56 proc. respondentów w Polsce).

Dwóch na trzech respondentów, którzy ocenili swoje miejsce pracy, jako sprzyjające różnorodności, deklaruje, że są gotowi pozostać ponad 5 lat w obecnym miejscu. Dla porównania, taką samą chęć wyraził tylko jeden na trzech milenialsów, którzy postrzegali swojego pracodawcę, jako niedbającego o różnorodność. Biorąc pod uwagę ograniczoną podaż pracy, warto zatem lepiej poznać swoich potencjalnych pracowników i próbować stwarzać im warunki dla nich korzystne. Może to wpłynąć na powodzenie planów rozwojowych firmy, a w dalszym czasie na przyczynianie się do wzrostu PKB, mimo ogromnych wyzwań demograficznych, których jesteśmy świadkami.

Źródło: Julia Patorska, Deloitte

Udostępnij artykuł: