Rynek się odwraca

Komentarze ekspertów

Po obniżce stóp WIBOR spadł, ale kontrakty na stopę procentową wzrosły. To zły układ dla papierów o stałym oprocentowaniu.

WIBOR trzy- i sześciomiesięczny spadł do 1,65 pkt proc. i zakładając, że Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopę referencyjną NBP na poziomie 1,5 proc., dalszego ruchu nie należy się spodziewać. Przy zakotwiczonych stopach procentowych, WIBOR tradycyjnie odstawał od stopy referencyjnej na 15-20 pkt bazowych. Oczywiście, ten ostatni akord w cyklu obniżek stóp przełoży się z czasem (do pół roku) na oprocentowanie zmiennokuponowych papierów na Catalyst. Ale nie musi przekładać się na wzrost popularności obligacji o stałym oprocentowaniu, ponieważ zaraz po cięciu i deklaracji Marka Belki, prezesa NBP, o tym, że była to ostatnia obniżka w cyklu, notowania kontraktów na stopę procentową poszły w górę. Rynek terminowy zakłada najwyraźniej, że ostatnia obniżka może tylko przyspieszyć odwrócenie cyklu.

Rynek nie popadł ze skrajności w skrajność. Kontrakt na pięcioletnią stopę wzrósł z 1,85 do 2,0 proc., dziesięcioletni kontrakt z 2,0 do 2,3 proc. Pierwsza ze zmian jest ważniejsza, ponieważ rynek dziesięcioletnich obligacji korporacyjnych o stałej stopie procentowej w Polsce nie istnieje. Ale już pięcioletnich owszem. Do środy trwają zapisy na pięcioletnie papiery GNB oprocentowane na 4 proc. Póki pięcioletni IRS wyceniany był na 1,85 proc., marża oferowana przez bank ponad IRS wynosiła 2,15 pkt proc. Ale teraz spadła do 2 pkt proc. – czyli o 7 proc. – co automatycznie obniża atrakcyjność oferty.

Rynek terminowy nie musi mieć racji. Jest pewną wskazówką. Układ czynników zmienia się na korzyść papierów zmiennokuponowych, pojawiają się perspektywy przyspieszenia wzrostu gospodarczego, rynek pracy jest w lepszej kondycji. Ale trudno określić na jak długo, a jeszcze trudniej postawić pieniądze na którykolwiek scenariusz. Można zaryzykować tezę – po raz kolejny – że na przesiadkę na obligacje stałokuponowe jest już za późno, ale rok temu taka teza wydawała się równie racjonalna co dziś, a mimo to okazała się chybiona.

Poza rynkiem stopy procentowej na Catalyst wpływały też czynniki o bardziej lokalnym charakterze. PCZ i Leasing-Experts, widząc spadające notowania obligacji, postanowiły pomóc inwestorom w zamykaniu pozycji i zapowiedziały skup własnych obligacji z rynku. Deklaracje odniosły skutek widoczny we wzroście notowań nawet o 5 pkt proc. (ale wciąż poniżej nominału).

Napłynęły informacje o rozpoczęciu publicznej emisji Benedictus Memes. Oferta o tyle wyjątkowa, że jest to bodaj pierwsza emisja publiczna, w której w roli oferującego występuje emitent, a nie dom maklerski, co może być inspiracją także dla innych podmiotów. Jest także wyjątkowa ze względu na rozmiar – maksymalną wartość emisji ustalono na 400 tys. zł, zaś dojdzie ona do skutku po opłaceniu papierów wartych 100 tys. zł.

W piątek e-Kancelaria poinformowała natomiast o złożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości układowej, proponując redukcję zobowiązań o 75 proc. oraz zamianę pozostałych długów na akcje. Jest to kolejny cios w detaliczną część rynku (e-Kancelaria lokowała papiery głównie wśród inwestorów indywidualnych). Z drugiej strony, jest to jednak standard postępowania odmienny od znanych w przypadku innych firm, których władze po problemach z wykupem obligacji, najczęściej po prostu znikały wraz z resztką dobytku. Tytułowy zwrot rynku może być odnoszony także do tej sytuacji – być może po wielu niechlubnych defaultach, których symbolem jest sprawa Uboat-Line, dochodzi do przesilenia, także jeśli chodzi o jakość obecnych na Catalyst emitentów.

Emil Szweda
Obligacje.pl

Udostępnij artykuł: