Rynki finansowe z ulgą odnotowały powstanie rządu we Włoszech

Artykuły / Wydarzenia

Moneta euro na tle flagi Włoch
Fot. stock.adobe.com/W. D. Summers

Rząd przełomu, czy pierwszy populistyczny rząd w Zachodniej Europie? Marek Lehnert opisuje kluczowych ministrów nowego włoskiego rządu

#GiovanniTria, minister finansów Włoch: Żadna siła polityczna nie chce, aby Włochy wyszły ze strefy #Euro #Włochy @BorsaItalianaIT

Nowy włoski rząd, sformowany w czwartek i zaprzysiężony od razu w Dniu Dziecka (którego Włosi nie obchodzą, była to natomiast dla nich wigilia Święta Republiki 2 czerwca, co uznano za opatrznościowy zbieg okoliczności…), pozostaje dla tutejszej opinii publicznej nadal swoistym dziwolągiem.

Jak podkreślają media, to pierwszy populistyczny rząd na całym Zachodzie, a w bardziej wnikliwych analizach zwraca się uwagę, że jest on próbą pogodzenia diabła z wodą święconą: grająca pierwsze skrzypce w koalicji. Liga, niegdyś separatystyczna, nadal na pewno szowinistyczna, reprezentująca interesy zamożnej północy kraju, i skoncentrowany bardziej na ubogim i oczekującej pomocy od państwa południu Ruch 5 Gwiazd przed wyborami 4 marca skakały sobie do oczu, odsądzając się wzajemnie od czci i wiary, o czym z przekąsem przypomniał prezydent Sergio Mattarella po utrąceniu ich pierwszej próby stworzenia wspólnego rządu.

Jednoznacznie żadna partia nie wygrała tych wyborów i nie uzyskała zdecydowanej większości. Ruch otrzymał najwięcej głosów, bo 32 procent, ale koalicja centroprawicy pod wodzą byłego premiera Silvio Berlusconiego, zdobyła ich w sumie o pięć procent więcej (sama Liga tylko siedemnaście). Obie formacje ogłosiły więc swoje zwycięstwo i upomniały się o władzę.

Rozpędzimy dawne elity

Tygodniami trwało ustalanie wspólnego programu, a następnie składu gabinetu, nazwanego śmiało „rządem przełomu”. Obaj koalicjanci bez obrazy przyjęli określenie ich jako populistów i na potwierdzenie tej opinii zapowiedzieli, że rozpędzą dawne elity i establishment. W skład zaprzysiężonego w piątek gabinetu nie weszli jednak przedstawiciele środowisk od dziesięcioleci czekających na dojście do władzy, lecz nieposiadający żadnego politycznego doświadczenia przedstawiciele Ruchu 5 Gwiazd, wypróbowani towarzysze partyjni przywódcy Ligi, która rządziła już kiedyś razem z Berlusconim oraz spora grupka wykładowców akademickich, będących na usługach któregoś z tych dwóch koalicjantów, a więc nie do końca stroniących od polityki.

Może być podwyżka VAT?

W tym właśnie gronie są najbardziej kontrowersyjne postacie, jak profesor Paolo Savona, zdecydowany przeciwnik UE oraz wspólnej europejskiej waluty, na którego obecność w poprzednio zaproponowanym mu gabinecie w charakterze ministra finansów nie chciał się zgodzić szef państwa (i 82-letni profesor objął w końcu resort spraw europejskich) czy Giovanni Tria, ekonomista z jednego z rzymskich uniwersytetów, który nie zdementował dotąd głosów, że byłby za podniesieniem podatku VAT, bo skądś trzeba będzie wziąć pieniądze na prowadzenie lansowanego przez Ligę podatku liniowego.

Rynki odetchnęły

Zaraz po objęciu urzędu Tria oświadczył, że „żadna siła polityczna nie chce, by Włochy wyszły ze strefy euro”. Obawy, że może do tego dojść, były najprawdopodobniej głównym powodem, dla którego po upadku hipotezy rządu populistów i pojawieniu się widma nowych wyborów – w ubiegły wtorek – na mediolańskiej giełdzie z dymem poszło ponad siedemnaście miliardów euro, a spread, czyli różnica pomiędzy rentownością obligacji niemieckich (Bund) i włoskich (BTP), przekroczył granicę trzystu punktów, dochodząc w pewnym momencie do 320. Gdy następnego dnia powróciły głosy, że jednak rząd Ruchu 5 Gwiazd i Ligi powstanie, sytuacja się znormalizowała, a jego oficjalne już narodziny rynki finansowe powitały z nieukrywaną radością.

Giełda w Mediolanie odnotowała skok w górę o 1,49%.  A  oprocentowanie obligacji dziesięcioletnich wyniosło już tylko 2,77%. Z tej strony więc Włochom w najbliższym czasie nic nie grozi.

Kochamy Kreml

Warto zauważyć, że niewiele mówi się o stosunku rządu do innych krajów. Poza dość ogólnikowymi uwagami, jakie wysuwa opozycja, że pod rządami populistów Rzymowi bliżej teraz będzie do Budapesztu, aniżeli do Brukseli, świadomie lub nie, zapomina się o więcej niż sympatii, jaką darzy Ligę od dawna Marine Le Pen, jak i o kontaktach, jakie obaj koalicjanci utrzymują nie od dziś z Kremlem.

Głośno mówił o tym w piątek  w telewizji były gubernator Toskanii Enrico Rossi, nieprzypadkowo dawny komunista, który przyznał, że jest tym poważnie zaniepokojony. Czytany przez specjalistów i oglądany pod światło program nowego włoskiego rządu, zawarty w ogłoszonym pod długich mękach tzw. kontrakcie, oceniony został pod kątem spraw europejskich, przemilczano natomiast zawarty w nim postulat, aby natychmiast cofnąć sankcje nałożone na Rosję po aneksji Krymu…

Mogąc w czasie piątkowych uroczystości w Kwirynale – po zaprzysiężeniu odbył się tam koncert i przyjęcie z okazji narodowego święta – przyjrzeć się bliżej przedstawicielom nowej władzy, komentatorzy podzielili się z opinią publiczną niektórymi spostrzeżeniami.

Zauważono więc, że wicepremier i minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini miał na przegubie gumową bransoletkę z napisem AC Milan, którego jest kibicem. Przypomniano, że nowa minister obrony, pani Elisabetta Trenta, jest kapitanem w stanie spoczynku włoskich sił zbrojnych, a jej mąż, pułkownik, odpowiada za zakupy w tym resorcie, niebawem więc będzie aktualna sprawa konfliktu interesów.

Ktoś wytknął ministrowi oświaty Marco Bussettiemu, że jest nauczycielem WF, a minister zdrowia Giulii Grillo (nie jest krewną komika założyciela ruchu), że występowała ostatnio jako przeciwnik obowiązkowych szczepień dzieci i młodzieży.

W związku z zapowiedzianym na początek przyszłego tygodnia głosowaniem nad wotum zaufania dla nowego rządu przypomina się, że o ile w izbie deputowanych dysponuje on (teoretycznie) bezpieczną większością 31 głosów, o tyle w senacie jego przewaga wynosi tylko sześć głosów, potrzebne więc będą zabiegi o jej szybkie powiększenie. „Rząd przełomu” nie weźmie na pewno przykładu z Silvio Berlusconiego, który w 2006 roku przekupił kilku senatorów centrolewicy, by doprowadzić do upadku gabinetu Romano Prodiego.