Są pieniądze dla samorządów na budownictwo czynszowe

Inwestycje / Nieruchomości

Marek Wielgo
Fot.aleBank.pl

Na ile spec-ustawa mieszkaniowa zwiększy podaż gruntów na cele budownictwa mieszkaniowego i kto będzie klientem deweloperów, jeśli wzrosną stopy procentowe – mówił podczas Kongresu Finansowania Nieruchomości Mieszkaniowych Marek Wielgo, Redaktor Naczelny Infonajem.pl, w rozmowie z portalem aleBank.pl.

#Marek Wielgo: W budżecie jest 500 mln zł na wsparcie budownictwa czynszowego, w 2020 roku też prawdopodobnie będzie taka kwota #InwestycjeSamorządowe #BudownictwoCzynszowe #WsparcieBudownictwa @KZN_GOV_PL @Grupa_PFR

Maciej Małek: Podczas dyskusji na Kongresie wskazał Pan na szereg uwarunkowań, które determinują realia rynku mieszkaniowego. Czy samorządy robią w tym obszarze dostatecznie wiele? A jeżeli nie – to co powinno się zmienić?

Marek Wielgo: Z całą pewnością, decyzje mieszkaniowe nie są na liście priorytetów gmin. Przede wszystkim inwestują one w infrastrukturę, w drogi, kanalizację, wodociągi. Natomiast wciąż bardzo niewiele gmin, nawet tych najbogatszych, buduje mieszkania. Co widać zresztą w statystykach GUS.

Do tej pory można to było uzasadniać tym, że w pewnym sensie gminy nie mogły liczyć na wsparcie państwa. W poprzednich latach, po 2000 roku na wspieranie gmin w budowie mieszkań czynszowych przeznaczano w budżecie 20 – 30, do 100 mln zł rocznie. Podczas gdy na wspieranie własności, dopłaty do kredytów, ulgi podatkowe szły miliardy.

W ostatnich czterech latach to się diametralnie zmieniło. Natomiast cały wysiłek państwa poszedł w kierunku wspierania budowy mieszkań dla gorzej sytuowanych Polaków.

Czyli np. na wspieranie gmin budujących mieszkania czynszowe dla tych najuboższych. W tym roku w budżecie jest przeznaczonych na ten cel 500 mln złotych, i w budżecie 2020 roku też prawdopodobnie będzie to identyczna kwota. A w następnych latach te wydatki mają wzrosnąć nawet do 1 mld złotych.

To są ogromne pieniądze, byle tylko gminy chciały z nich korzystać. Bo dopłaty sięgają nawet 60%.

Oczywiście gminy mogą też wykorzystywać dopłaty na remont istniejących zasobów. Bo w wielu miastach, szczególnie tych największych aglomeracjach, są tysiące pustostanów.

Także są pieniądze na wspieranie budownictwa czynszowego w gminach i mam nadzieję, że będą one chciały po te pieniądze sięgnąć.

I że będą chciały również korzystać z programu Społecznego Budownictwa Czynszowego, na który Bank Gospodarstwa Krajowego ma dużą pulę pieniędzy. Są to kredyty udzielane na 30 lat, a oprocentowanie wynosi zaledwie 1,7%.

W tym roku TBS-y mogą skorzystać z grantu, który sięga nawet 20% inwestycji. Mogą nawet zrezygnować z partycypacji najemców.

Te gminy, które w ogóle nie mają pieniędzy, ale mają grunty, mogą skorzystać z tzw.  rynkowej części programu Mieszkanie+. Czyli w ramach inwestycji PFR Nieruchomości, który finansuje te inwestycje.

Skoro warunki dla mieszkalnictwa obiektywnie uległy poprawie, jeśli chodzi o ład regulacyjny, to na pytanie „własność czy wynajem” może nie należy udzielać odpowiedzi zero − jedynkowej, tylko szukać różnych rozwiązań, w zależności od potrzeb i możliwości?

− Badania SGH wykazały, że Polacy, w Polsce preferują własność. To nie ulega wątpliwości. Najem jest traktowany jako coś tymczasowego. Ale 1/3 badanych deklaruje, że byłaby skłonna najmować mieszkania, a nie kupować, pod warunkiem, że ten najem zapewni stabilizację, i może nieco atrakcyjniejsze czynsze, niż te które są obecnie na rynku.

Czytaj także: Kredyt na mieszkanie: w Niemczech: 50 tys. euro na 1,06 proc. – i mało chętnych

Ludzie boją się najmu głównie dlatego, że nie mają poczucia stabilizacji. Po roku np. może przyjść właściciel i powiedzieć: przepraszam bardzo, ale musicie Państwo opuścić mieszkanie, bo córka wróciła z Londynu. Najem instytucjonalny daje poczucie bezpieczeństwa.

Coraz większym problemem będzie uzyskanie kredytu na zakup mieszkania, bo jedną kwestią jest wymagany wkład własny, minimum 10%, a drugą rosnące ceny mieszkań. Dla młodych ludzi, konieczność pożyczenia w banku 300 – 400 tys. zł może wydać się abstrakcyjna.

Czy w kontekście rosnących cen perspektywa wizji bańki na rynku mieszkaniowym oddala się czy jest realna?

− Ja nie uważam, że mamy do czynienia z bańką na rynku mieszkaniowym. Te ceny, jak kiedyś powiedział Kazimierz Kirejczyk z REAS, w poprzednim boomie mieszkaniowym deweloperzy podnosili ceny, bo mogli. A teraz podnoszą ceny, bo muszą.

Rosną koszty budowy i ceny gruntów, i w związku z tym drożeją mieszkania. Ale przynajmniej jeszcze do niedawna nie drożały one w tempie przewyższającym wzrost płac. I ten wskaźnik dostępności mieszkań, który publikuje AMRON − nawet się poprawiał.

W ostatnich miesiącach co prawda obniżył się, ponieważ płace już nie nadążają za wzrostem cen mieszkań, ale mam nadzieję, że rozwiązaniem, które zahamuje te ceny będzie zwiększanie podaży gruntów. I przyspieszenie procedur budowlanych.

W tym kierunku idzie tzw. spec-ustawa mieszkaniowa, która miała umożliwić wykorzystanie gruntów, tych dzisiaj nie do wykorzystania. To grunty poprzemysłowe albo takie, dla których plan zagospodarowania przestrzennego jest sprzeczny z aktualnymi potrzebami społecznymi.

To jest też kwestia, żeby te grunty rolne, które są w miastach, mogły być wykorzystane pod budownictwo mieszkaniowe. I to się dzieje, ale to nie jest proces z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc. To musi potrwać.

Ale mam nadzieję, że podaż gruntów wzrośnie, dzięki czemu deweloperzy będą mogli szybciej reagować na duży popyt mieszkaniowy.

Jednak ten popyt też będzie się zmieniał. Być może kiedy np. wzrosną stopy procentowe, kupujących mieszkania, indywidualnych nabywców będzie mniej, natomiast klientami firm deweloperskich staną się fundusze, które będą inwestowały w mieszkania na wynajem. I to nie będzie jedno, dwa czy pięć mieszkań.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: