Silniejsze wejście chińskiego smoka na polski rynek

Finanse i gospodarka

0001

Gospodarka Chin, mimo iż nie rozwija się tak szybko jak przed kilkoma czy kilkunastoma laty wciąż może pochwalić się imponującym (jak na europejskie standardy) wzrostem rzędu 6-7 proc. rocznie. To mniej niż kiedyś, ale większość analityków i ekonomistów zachodnich nie zna dzisiejszych realiów Państwa Środka i nie wie, że całkiem inna jest obecna baza tego kraju, przez co jego rozwój nie może być już tak dynamiczny jak dawniej.

Niższy wzrost oznacza także niższy chiński eksport, między innymi dlatego, że rośnie zbyt na rynku wewnętrznym. Ale są wyjątki, Polska na przykład coraz chętniej kupuje chińskie towary. W 2014 r. wartość chińskiego eksportu do Polski wzrosła o ponad 20 proc. r/r a Chiny stały drugim najważniejszym partnerem w imporcie, wyprzedzając Rosję. W 2015 r. wzrost był równie znaczący i wyniósł 15,9 proc. r/r., a w I kwartale tego roku jego dynamika wyniosła 10 proc. r/r., co nie oddaje jeszcze wyniku całorocznego, gdyż największa część importu z Chin przypada w naszym kraju w okolicach Gwiazdki.

Eksperci firmy Akcenta, instytucji płatniczej rozliczającej transakcje eksporterów i importerów, szacują, że początek obecnego roku zapowiada utrzymanie dwucyfrowej dynamiki wzrostu importu z Chin w 2016 r., a coraz większa obecność chińskich towarów w Polsce to wynik m. in. inwestycji Państwa Środka w Nowy Jedwabny Szlak oraz wzmożonych kontaktów pomiędzy firmami polskimi i chińskimi, nawiązywanych w ramach targów, misji, spotkań i konferencji.

Organizatorzy zaczynających się jutro w podwarszawskim Nadarzynie targów China Homelife Show mówią, że aby dowiedzieć się, jaka jest obecnie struktura polskiego importu z Chin wystarczy przeanalizować listę wystawców najbliższego wydarzenia dla polsko-chińskiego biznesu. I wymieniają przedstawicieli branż: tekstylnej i odzieżowej, sprzętu elektronicznego (domowego, kuchennego i  łazienkowego), mebli, oświetlenia, akcesoriów i wyposażenia wnętrz. Będą też oferty dla producentów wyrobów z tworzyw sztucznych, rolnictwa, przetwórstwa spożywczego i pakowania, branży budowlanej czy nowej energii (wykorzystujących m.in. urządzenia transmisyjne, wiatrowe, wysokiego i niskiego napięcia, kable, akcesoria, LED). – To oczywiście tylko wierzchołek “chińskiej góry lodowej”. Wiele, nawet produkowanych w Polsce towarów, składa się przecież z chińskich części. Chiny wyspecjalizowały się w dostawie praktycznie wszystkich najpotrzebniejszych produktów zarówno dla zwykłego konsumenta, jak i dla zakładów produkcyjnych. Rzecz w tym, aby za sprowadzone towary importerzy nie przepłacali – ocenia Radosław Jarema, szef Akcenty w Polsce.

Niewątpliwe na polski import z Chin bardzo duży wpływ ma kurs amerykańskiego dolara, co przekłada się na wartość chińskiego juana. Jarema dodaje, że mocny dolar i słaby złoty, to niekorzystne połączenie dla polskich firm, które rozliczają się z chińskimi partnerami w amerykańskiej walucie, bo bezpośrednio w juanie płaci jeszcze niewiele polskich przedsiębiorstw, ale tu właśnie istnieje duże pole do wypracowania oszczędności, które mogą sięgać nawet 5-10 proc. Po to m.in. w Polsce otwierają się chińskie banki-giganty, takie jak Bank of China czy ICBC.

Tymczasem chińska waluta sporo zyskiwała w ostatnich latach, dzięki czemu dodano ją niedawno do koszyka walut rezerwowych, a Chiński Bank Centralny zmierza do jej stopniowego urynkowienia i rozliczeń w niej, dzięki czemu RMB mógłby realnie konkurować z najważniejszymi obecnie walutami świata.

Sama Polska mogłaby na tym zyskać, jako, że leży na trasie Nowego Jedwabnego Szlaku, co pozwala na znacznie szybszy transport chińskich towarów drogą kolejową. Umożliwia go połączenie Łodzi z miastem Chengdu (stolica prowincji Syczuan).

160607.chinski.smok.01

Leszek Sadkowski

Udostępnij artykuł: