Silny złoty to słaby argument za cięciem stóp

Komentarze ekspertów

0041

W trakcie poniedziałkowego handlu na rynkach bazowych nie dało się zaobserwować większej zmienności. Tak w przypadku rynku amerykańskiego, jak i niemieckiego zmiany w skali dnia nie przekroczyły 3 pb. Inwestorzy względnie łagodnie reagowali na plotki na temat toczących się z Grecją negocjacji. Nawet ogłoszona w niedzielę przez Fitch informacja o obniżeniu ratingu Grecji do "CCC" nie była w stanie zbić rentowności Bunda o więcej niż 3 pb. Wydarzenie to zostało dość prędko "przełknięte" przez rynek, bowiem na koniec dnia rentowności niemiecki Bundów powróciły do poziomu 0,21%, czyli piątkowego zamknięcia. Inne informacje z Europy, takie jak - zgodne z oczekiwaniami - wstępne dane o inflacji w Niemczech HICP -0,5% r/r czy lepsze od oczekiwań dane o nastrojach w biznesie zostały całkowicie zignorowane. Również publikacje danych o dochodach i wydatkach konsumentów za oceanem nie zrobiły wrażenie na inwestorach.  Amerykańskie obligacje w ciągu dnia zmieniały swoje wyceny w niewielkim stopniu i zakończyły dzień na poziomach zbliżonych do piątkowego zamknięcia.

Krajowy rynek również nie wykazywał się w poniedziałek zbyt dużą zmiennością. Rentowności papierów skarbowych wahały się w niewielkim zakresie zniżając się na koniec dnia o 2-3 pb. w relacji do piątkowego zamknięcia w segmencie 5Y-10Y. Krótki koniec pozostał na poziomach z piątku. W przypadku stawek FRA mieliśmy do czynienie z niewielkim wzrostem stawek na całej krzywej. Tym samym rynek całkowicie zignorował wypowiedź A. Bratkowskiego z RPP. Stwierdził on, że obecnie nie widzi miejsca dla obniżek stóp, ze względu na dobrą koniunkturę. Zdaniem Bratkowskiego samo umocnienie złotego to za słaby argument za redukcjami stóp, zaś tym co mogło by go skłonić do głosowania za łagodzeniem polityki byłoby istotne pogorszenie koniunktury.

MF sprzedało w poniedziałek 12-letnie euroobligacje z rentownością 1,022% (35 pb. powyżej stopy swap i najniżej w historii). Wartość emisji wyniosła 1 mld EUR, zaś popyt 1,7 mld. Kupon ustalono na 0,875%. Według MF „udział banków centralnych i funduszy zarządzających środkami publicznymi był na najwyższym poziomie dla obligacji długoterminowych i wyniósł 22 proc.. Udział w emisji funduszy inwestycyjnych ukształtował się na poziomie 44 proc., funduszy emerytalnych i firm ubezpieczeniowych – 21 proc., a banków 13 proc.”

We wtorek nie spodziewamy się większych zmian na rynku krajowej stopy procentowej. Tak dane o sprzedaży detalicznej z Niemiec, jak i wstępne informacje o inflacji w Eurostrefie nie powinny wpłynąć na wyceny polskich skarbówek. Nieznacznie negatywny wpływ może mieć publikacja danych o nastrojach konsumentów w USA Conference Board, która może zaskoczyć pozytywnie. Skala zaskoczenia nie będzie jednak duża, co powinno oznaczać tylko niewielką przecenę amerykańskich, a w konsekwencji i polskich obligacji.

W dalszym ciągu uważamy, że większe znaczenie dla naszych papierów skarbowych ma to co dzieje na rynku stopy procentowej w USA. W związku z tym w perspektywie końca tygodnia spodziewamy się pozytywnego zaskoczenia danymi non-farm payrolls zza oceanu, co będzie miało negatywny wpływ na amerykański i w konsekwencji polski dług. Zważywszy jednak bardzo ostrożną ostatnio retorykę Fed nie oczekujemy by inwestorzy zaczęli dyskontować agresywny scenariusz podwyżek stóp.

Zgodnie z oczekiwaniami początek nowego tygodnia nie przyniósł istotnej zmiany nastrojów. Na rynku głównej pary walutowej euro nadal konsolidowało się w okolicach 1,08-1,09. W kraju zaś złoty po nieudanym teście oporu na 4,105 – podjętym już w zeszłym tygodniu – w poniedziałek, nieznacznie umacniał się sprowadzając kurs EURPLN ku wsparciu na 4,08.

W tym tygodniu w centrum uwagi znajdować się będą przede wszystkim dane z rynku pracy w USA, które analizowane będą w kontekście oczekiwanych działań Fed.  Jak pamiętamy mocne raporty za luty nadmierne rozbudziły oczekiwania na rozpoczęcie normalizacji polityki monetarnej Fed już w połowie tego roku, spychając euro do jego 12-rocznego minimum względem dolara na poziomie 1,05 USD. Choć raport NFP nie będzie jedyną publikacją docierającą na rynek zza oceanu, to można oczekiwać, że każda inna (również spoza Stanów Zjednoczonych) pozostawać będzie w jego cieniu, nawet jeśli przerośnie oczekiwania ekonomistów.

Tak też było z poniedziałkową publikacją wskaźnika koniunktury gospodarczej w strefie euro. Choć ESI wzrósł w marcu o 1,6 pkt w skali miesiąca do poziomu 103,9 rynek zupełnie informację tę zignorował. Podobnie było też z publikacją danych inflacyjnych z Niemiec.

Na nastroje rynkowe wpływała zaś niepewność, co do tego, czy Grecja i jej wierzyciele osiągną porozumienie, które pomoże Atenom pozyskać niezbędne fundusze, zanim w drugiej połowie kwietnia zabraknie jej środków. Rozmowy były kontynuowane przez weekend, jednak w ocenie pożyczkodawców Grecji, dopracowanie listy reform może zająć jeszcze kilka dni. Tymczasem, zniecierpliwiona brakiem postępów agencja ratingowa Fitch obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Grecji do „CCC” z „B”.

W poniedziałek po południu jeszcze opublikowano raporty dot. gospodarki amerykańskiej, w tym bazowego indeksu cen PCE – najbaczniej analizowaną przez Fed daną w kontekście przyszłej polityki monetarnej. W lutym indeks wyniósł 0,1% m/m, czyli tyle ile oczekiwał rynek. Departament Handlu podał też, że dochody osobiste Amerykanów wzrosły w lutym o 0,4% (wyżej od oczekiwań), a wydatki zwiększyły się o 0,1% m/m. Po tych informacja dolar lekko zaczął zyskiwał na wartości, wciąż jednak utrzymując notowania powyżej 1,08.

Złoty praktycznie do końca poniedziałkowej sesji europejskiej trzymał okolice 4,085. Obok wspomnianej relatywnej stabilizacji na eurodolarze, wsparciem dla naszej waluty mógł stać się też wczorajszy komentarz Andrzeja Bratkowskiego (członka RPP), z którego to wyraźnie wynikało, że umocnienie złotego nie jest argumentem za powrotem do obniżek stóp procentowych. Jedynie co mogłoby skłonić Radę do dalszego luzowania polityki monetarnej, to wyraźne osłabienie koniunktury w Unii Europejskiej wraz z jeszcze silniejszym spowolnieniem inwestycji krajowych. Tymczasem zdaniem Bratkowskiego ostatnie dane zwiększają prawdopodobieństwo utrzymania w tym roku tempa wzrostu zbliżonego do odnotowanego w 2014 roku i jego wyraźnego wzrostu w 2016 roku. Perspektywy silnego przyspieszenia wzrostu w przyszłym roku wymusiłyby stosunkowo szybkie podwyżki stóp, co wówczas mogłoby spowodować wzmocnienie polskiej waluty. Jeśli zaś silna aprecjacja złotego nastąpiłaby teraz, to jak ocenił Bratkowski, niosłaby za sobą mniejsze ryzyko, gdyż „(…) nadal jest sporo miejsca na aprecjację niezagrażającą rentowności eksportu, a poprawa koniunktury w UE będzie wspierała wzrost eksportu”.

Konrad Soszyński,
Joanna Bachert,
Biuro Strategii Rynkowych,
PKO Bank Polski

 

Udostępnij artykuł: