Skandal w Norwegii, straty kontrolowanego przez państwo koncernu równe rządowej pomocy na walkę z COVID-19

Gospodarka

Norwegia, fiordy, fot. R.Lidke

O bulwersujących norweską opinię publiczną stratach kontrolowanego przez państwo koncernu, kiedyś występującego pod nazwą Statoil, a teraz Equinor, pisze z Oslo Ewa Danela Burdon, prezes Norwesko-Polskiej Izby Handlowej.

Ewa Danela Burdon: Beztroski sposób zarządzania firmą, w której państwo jest większościowym udziałowcem, kosztowało Norwegię prawie tyle samo co cały anty #COVID19 program pomocy #TarczaAntykryzysowa

Środki przekazane przez norweski rząd na walkę z koronawirusem szacuje się, na 241 miliardów koron.  Obywatele słyszą o tym każdego dnia. Biorą się za głowy; lub kiwają nimi w bezgranicznej wdzięczności za rządową hojność. 

Ale wdzięczność to nie jest jedyne uczucie, które nam towarzyszy. Jest też lęk. Skrupulatnie podsycany przez rządzących lęk … lęk o ekonomiczną przyszłość kraju.

Pomoc dla poszkodowanych przez COVID-19 i …przepalone pieniądze

241 miliardów ma wzbudzać respekt. To duża kwota. Zdaniem rządzących, oszołamiająco duża.

Premier sugeruje wręcz, że „państwo dobrobytu” zachwieje się w swych posadach. Może nawet już się trochę kolibie…

Premier stanowczo ostrzega, że ci którzy oszukają system (dostaną pomoc, która im się nie należy) będą ścigani przez prawo…Sprzeniewierzania i kombinacje nie będą tolerowane. Bójcie się Ola i Kari!

Widmo „fiskalnych tortur” i zaciskania pasa zaczyna pojawiać się to nad tym, to nad tamtym fiordem…

„Czy to naprawdę aż tak oszałamiająca kwota te 241mld koron?”, pyta przewrotnie redaktor Erik Stephansen, znany norweski komentator polityczno-gospodarczy.

 „Hello rodacy, przestańcie dawać się tak „oszałamiać” i przytłaczać tą sumą.  To wszak tylko trochę więcej niż Helge Lund i Eldar Sætre, były i obecny szef STATOIL zaprzepaścili na niekontrolowane i źle zarządzane inwestycje Statoil w USA.”

Tych dwóch dżentelmenów ponosi odpowiedzialność – Ale czy poniosą? Jak dotąd nikt nie próbował pociągnąć ich do odpowiedzialności – za zmarnowanie przez Statoil 200 miliardów koron na nieudane przedsięwzięcie w USA.

Niewidzialna ręka państwa…w gospodarce

Przypomnijmy, iż Statoil, został w 2001 roku częściowo sprywatyzowany i wszedł na giełdy w Oslo i NY.

Państwo Norweskie jest właścicielem 67% akcji. Od 2018 r. operuje pod nazwą Equinor, której tak naprawdę żaden Norweg nie polubił… I wciąż Statoil mówią.

Statoil zainwestował trzy miliardy dolarów w eksploatację ropy i gazu łupkowego w Teksasie i Dakocie Północnej. To miała być przygoda na miarę „American Dream”.

Straty na dzień dzisiejszy to 200 miliardów norweskich koron!

Niektóre straty można oczywiście wytłumaczyć niskimi cenami ropy i zawirowaniami na amerykańskiej giełdzie. Ale, czy wszystkie… no właśnie, jest kilka, ale…

Stracone 200 mld koron

Panowie Lund i Sætre, ich beztroski sposób zarządzania firmą, w której państwo jest większościowym udziałowcem, kosztowało Norwegię prawie tyle samo co cały antykoronowy program pomocy!

Co ma COVID do Statoil? Ano ma. Nawet wirus grasujący nie jest w stanie przyćmić skandalu, który ujawnił kilka dni temu znakomity dziennik ekonomiczny Dagens Næringsliv (DN), taki norweski odpowiednik FT. Pracują tam wciąż dziennikarze, którym się chce, którzy nie tylko odtwarzają informacje, ale je tworzą poprzez proaktywne docieranie do nich.   

DN dotarł do tajnych dokumentów, które ujawniają kulisy zarządzania, przez szefów Statoil, amerykańskim marzeniem. Dagens Næringsliv poświęcił sprawie 16 stron! Lektura zapiera dech w piersiach. Opiera się na danych wewnętrznych, wywiadach z zaangażowanymi osobami, przede wszystkim zaś na niezależnych sprawozdaniach i raportach zewnętrznych audytorów i rewizorów.  

Początek amerykańskiego marzenia zaczyna się na dobre w 2012 roku, kiedy to Statoil, w wielkim „naftowym stylu”, podpisuje umowę najmu.  Na 23 piętrach o powierzchni 56 000 metrów kwadratowych, w nowiutkim drapaczu chmur, miało się dziać. Wielkie decyzje. Wielkie kontrakty. Wielkie pieniądze.

Według Houston Business Journal, suma 400,8 miliona USD, na którą opiewał kontrakt najmu, była jedną z absolutnie najwyższych tego roku w mieście Huston!  

Zarządzającym myliły się zera

300 norweskich pracowników zostało szumnie i z pompą przetransportowanych klasą biznes, do nowej 23-pietrowej siedziby w USA. Oczywiście lecieli SAS-em, który zachęcony przez Statoil wprowadził bezpośrednie połączenie lotnicze ze Stavanger, naftowej stolicy Norwegii, do Houston.

Dodajmy, że jedyną klasą na linii Stavanger-Huston była wyłącznie business class, of course…  

Poziom wynagrodzeń eksplodował. Według audytorów Statoil w szybkim tempie stał się najbardziej znaną… z rozrzutności firmą. Pracownicy mogli wystawiać i przedkładać rachunki, które chcieli i uznawali za stosowne. Statoil w Ameryce żył zgodnie z mottem „bo koszty są, jakie są”.

Statoil przepłacał, żeby zdobywać projekty, jeśli zaś okazywały się nieopłacalne i niezgodne z zakładanymi prognozami, przepłacał za exit, czyli wyjście z niekorzystnych inwestycji.  I tak rok po roku…

Oddajmy glos jednemu z audytorów: „Pierwszą rzeczą, którą zauważyliśmy było to, że firma organizowała gigantyczne przyjęcia i imprezy. Kiedyś wynajęli największy teatr w Huston i zamienili go w kasyno. Organizator imprezy wysłał do Statoil ​​rachunek na 35 000 USD za wykonaną pracę, otrzymując w zamian zapłatę w wysokości 3,5 miliona USD, czyli 100 razy więcej niż opiewała faktura”. Pomylono po prostu zera…

Wydatki były kompletnie poza kontrolą. Statoil sponsorował między innymi rodeo w Houston. Tak naprawdę nikt nie wiedział, kto był za ten pomysł odpowiedzialny wewnętrznie w firmie.

Organizatorzy przez 90 dni, bezskutecznie, poszukiwali osoby w Statoil, która by wiedziała, gdzie i do kogo należy wysłać faktury za rodeo no i … rachunek za indyka. Za to ptaszysko, w ramach chwytu reklamowego wspierającego „budowania-wizerunku” Statoil w USA, zapłacono na specjalnie zorganizowanej aukcji 700 000 koron! 

Audytorzy opowiadają także o nieznanych rachunkach, na miliardowe kwoty, które nagle i nie wiadomo skąd się pojawiły. W oddziale Statoil w Austin, w szufladach i szafkach, znaleziono mnóstwo wystawionych czeków o łącznej wartości 27 milionów dolarów.

Zapomniany czek na 1 mln dolarów

Kiedyś, na krześle w biurze u jednego z pracowników, znaleziono czek o wartości 1 miliona dolarów, który leżał (nieruszony;) przez całe wakacje.

Tu Huston… Tu Huston…chciałoby się rzec.

Czy to oznacza, że centrala w Norwegii nie miała pojęcia co się dzieje za wielką wodą, w filii jednego z najcenniejszych norweskich przedsiębiorstw, z Państwem Norweskim, jako głównym akcjonariuszem na czele?

Otóż jak wynika z informacji, do których dotarli dziennikarze DN, kilka raportów biegłego rewidenta, z tak zwaną czerwoną klasyfikacją, przekroczyło wielka wodę i dotarło nad fiordy.

Kolor czerwony oznacza, że ​​ raporty wędrują bezpośrednio do rąk Zarządu koncernu jak również do tzw. Komisji Rewizyjnej przy Radzie Nadzorczej. Obowiązkiem jest natychmiastowe i dogłębne zapoznanie się z treścią tzw. „czerwonych raportów”.

Jak widać, zostały jakoś tam przegapione. Cena przegapienia 200 miliardów NOK.

Dzisiaj, w czasach zarazy, kiedy każdy grosz ponoć się liczy (tak wszak mówi premier Norwegii),

Equinor dorzuci potężny minus do norweskiego budżetu już i tak uszczuplonego o 241 korono-wirusowych miliardów. Większość z tych strat to niewątpliwie „zasługa” byłego szefa Helge Lund, ale część amerykańskiej przygody należy przypisać Eldarowi Sætre, który przejął ster nad Statoil-em w 2014 roku.

Dla ekonomicznego amatora, z kalkulatorem kieszonkowym, kuszącym jest zadać dwa proste pytania:

Czemu Helge Lund (uznawany w Norwegii za biznesowego geniusza) nie został poproszony o wyjaśnienia?

Dlaczego obecny dyrektor generalny, Eldar Sætre, nie został wciąż poproszony na dywanik, a raczej na dywaniki, do: Ministerstwa Ropy Naftowej i Energii, Ministerstwa Finansów, Parlamentu?

Dlaczego wciąż nie został zapytany: Na Boga, jak można było do tego dopuścić?

Deficyty nie rodzą się same. Tych 200 000 miliardów nie może wziąć na swe konto również „zacny” COVID, którego, zarządzający tym światem, nie omieszkują wykorzystywać kreatywnie wedle potrzeb własnych.

Gospodyni domowa wie, co to znaczy mieć np. 2 tysiące PLN do dyspozycji. Przeliczy to na czynsz i jedzenie, no i zaraz wie, ile jej zostanie na radości z życia, no i czy cieszyć się będzie do końca miesiąca.  Jeśli idzie o miliardy, my śmiertelnicy latający tanimi liniami, nie posiadamy umiejętności wyobrażenia sobie „ile w sobie mieszczą” … czynszy i zakupów.

Czy 200 mld koron norweskich to dużo?

Wiemy, że 241 miliardów na walkę z COVID-em to dużo. Tak mówi premier.

Szefostwo Statoil próbuje zbagatelizować wysokość 200 000 mld strat w USA. To już nie jest aż tak dużo… A zatem jak dużo to jest naprawdę DUŻO, a nie tylko „trochę dużo”?

Spróbujmy przybliżyć.

Pierwszy „malwersacyjny numer”, z którym mam „bliski” związek, to legendarne przekroczenie, o 6 miliardów koron, wydatków na budowę rafinerii w Mongstad. Było to w 1987 roku, a więc na początku mojego norweskiego życia. Utkwiło mi to w pamięci, po pierwsze dlatego, że myślałam wówczas, iż w Norwegii nie ma miejsca na przekręty (przekręty były przecież specjalizacją Bloku Wschodniego;), po drugie zaś ten sam Erik Stephansen, który teraz komentuje w mediach sprawę Statoil, zrobił znakomity uliczny stand-up!

W imieniu Dagbladet (popularny dziennik, w którym wtedy pracował) stanął wraz z kolegą fotografem Jacquem Hvistendahl na głównym deptaku Oslo Karl Johans gate – takie nasze Krakowskie Przedmieście – próbując zwizualizować te 6 miliardów dodatkowo „utopione” w Mongstad.

Wyposażeni w hojny stos papierowych 100-koronowek (wydrukowanych na te sposobność przez Dagbladet), rozdawali te setki na prawo i lewo… ręce zaczynały boleć, a do wydania 6 miliardów wciąż było daleko!

„Jeśli rozdawać będziemy 100 koron, co 10 sekund, w dzień i w nocy, bez minuty przerwy; jak myślisz, jak długo przyjdzie nam stać na Karl Johan, aby pozbyć się 6 miliardów NOK?”, pytali i przechodniów, i polityków.  Ci ostatni odpowiadali w mękach.

Niektórzy sugerowali tygodnie, inni miesiące i tylko jeden polityk wyróżnił się bystrością, niejaki Kåre Willoch; „Niech zobaczę”, rzekł odchylając głowę do tyłu, zamykając i otwierając na przemian swoje nieco wyłupiaste oczy…  „Cóż, powinno to być około 15 lat, może trochę więcej”. Prawie że bingo, gdyż… „Stalibyśmy rozdając stu koronówki przez 15 lat, 10 miesięcy, 12 dni 53 minut i 20 sekund.”

Co, jeśli Helge Lund i Eldar Sætre zechcieliby zademonstrować jak „łatwo” pozbyć się 200 miliardów? Gdyby to im kazano dziś stanąć pod ekskluzywną siedzibą główną Equinor, już nie w Huston, ale na Fornebu w Oslo i zacząć rozdawać pieniądze. Wiecie? Podpowiem. Tęższe głowy niż moja już to wyliczyły. 

Stukoronowe banknoty musieliby rozdawać przygodnym przechodnim przez ponad 600 lat. 603!

To trochę… długo? Zlitujmy się i pozwólmy im rozdawać banknoty 1000 koronowe. Wówczas wystarczą im 63 lata. I będą tak stali do 2083 roku!

Będziecie mieli okazje i wy od nich 1000 NOK dostać… bo do tej pory to już na pewno Covida się pozbędziemy, granice otworzą, a Norwegowie zapomną, że kosztował ich 241 oszałamiających miliardów.

P.S. Kilka miesięcy temu tutejsza telewizja wyemitowała, moim zdaniem znakomity, norweski serial zatytułowany Exit.  Spotkał się z oburzeniem i krytyką środowisk biznesowych. Exit opisuje życie lokalnej finansjery, najbogatszych „synów” Oslo; tak zwanych ludzi top-sukcesu przez pryzmat „sex, drugs & rock and roll”. Mówiono, ach przesada. Aż tak źle być nie może. Okazuje się, że może… życie przerosło „fantazyjny” ponoć scenariusz filmu. Tu Huston…Tu Huston… Gdzie jest Oslo? Odbiór.

Ewa Danela Burdon, prezes Norwesko-Polskiej Izby Handlowej,
Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: