Słabe dane z USA bez reakcji. Zaskakująco mocny złoty

Finanse i gospodarka

Polska walut wciąż zyskuje na fali wzrostu zainteresowania obligacjami. Fala umocnienia złotego i długu dobiega jednak końca. Przed nami szereg istotnych wydarzeń. Mogą one diametralnie zmienić postrzeganie sytuacji przez krótkoterminowy, spekulacyjny kapitał, który zadomowił się na naszym rynku.

Utrzymujący się na wysokim poziomie popyt na polskie obligacje oraz przybliżająca perspektywa zwiększenia korzystnej różnicy stóp procentowych między Polską a strefą euro, przyciąga kapitał do naszego kraju. Złoty zyskał wczoraj ponownie osiągając przez moment do euro najwyższy poziom w tym roku. Ceny obligacji wzdłuż całej krzywej dochodowości pozostawały w pobliżu, bądź poprawiły 11-miesięczne maksima. Siła złotego jest dla nas zaskakująca, choć skala pozytywnych zmian na walucie w relacji do stopnia umocnienia obligacji, nie jest duża. W podobnym okresie ubiegłego roku, kiedy polskie papiery zyskały równie mocno, złoty aprecjonował bardziej. Być może dyskonto wynika z utrzymującego się napięcia związanego z konfliktem na Ukrainie. Tak czy inaczej, potencjał umocnienia obligacji w tamtym okresie wyczerpał po spadku rentowności 10-latek o ok. 25 proc. (do 3,0 proc.). Obecnie, te same papiery zyskały już 24 proc. (3,60 proc.). Następująca po tych wydarzeniach wyprzedaż wyniosła rentowności w rejon 4,70 proc., a EUR/PLN 25 groszy wyżej. Choć sytuacja jest obecnie pod wieloma względami inna, nie można wykluczyć powtórzenia podobnego schematu. Nadal podtrzymujemy stanowisko, że złoty jest w krótkim terminie przewartościowany i obecne ceny wykorzystujemy do zakupów walut.

Ujawnione w ostatnich tygodniach, wzmożone tendencje deflacyjne, za którymi stoją m.in. ostatnie silne spadki cen złota i wzrost wartości dolara, zazwyczaj, w przeszłości nie służyły polskiej walucie. A na pewno nie w dłuższym horyzoncie czasu. Obecnie nie powinno być inaczej. Kapitał, który ulokował się na naszym rynku długu w poszukiwaniu zysków ważonych ryzykiem nieco wyższych od zera, jest czysto spekulacyjny i krótkoterminowy. Lepsze dane z rynku pracy, nieoczekiwane przyspieszenie inflacji w USA albo obniżka stóp procentowych w Polsce czy inne wydarzenie zmieniające postrzeganie sytuacji dotyczącej przyszłości procesów cenowych w światowej gospodarce, spowodują odwrót od tego typu aktywów. Do głosu dojdzie strach i perspektywa całkowitego odcięcia od pieniędzy z Fed, a dalszym horyzoncie podwyżki stóp procentowych w USA.

Zrewidowane dane Departamentu Pracy o wzroście Produktu Krajowego Brutto (PKB) w Stanach Zjednoczonych w I kw. rozczarowały. Dynamika spadku PKB wyniosła więcej niż szacowano (-1,0 proc. w ujęciu zanalizowanym, an.). Mediana prognoz zakładała tempo kontrakcji o połowę niższe. Odczyt okazał się najniższy o I kw. 2011 r., kiedy zanotowano spadek o 1,3 proc. an. Był to jedyny kwartał ze spadkiem amerykańskiego PKB od silnej recesji wywołanej kryzysem na rynku kredytów sub-prime. W I kw. br. konsumpcja zwiększyła się o 3,1 proc. an. i była to jedyna składowa, która nie zawiodła oczekiwań. Kwartał wcześniej tempo wzrostu wyniosło 3,3 proc. an. Kontrybucja konsumpcji we wzrost wyniosła 2,1 pp. Słaby wynik największej gospodarki świata w okresie styczeń-marzec wynikał głównie z silnego spadku prywatnych inwestycji oraz zmniejszenia zapasów. Pierwsza ze składowych obniżyła PKB o 1,98 pp., druga o 1,62 pp. Eksport netto odjął kolejne 0,95 pp., a wydatki rządowe 0,15 pp.

Raport okazał się słaby, ale nie niesie on informacji tak dramatycznych, na jakie wskazywałaby podstawowa cyfra. Odczyt oznacza nie mniej, nie więcej niż to, że I kw. 2014 r. był dla gospodarki USA słabszy niż IV kw. 2013 r. (zawiniła sroga zima) i przy założeniu utrzymania takiej sytuacji w kolejnych trzech kwartałach, w całym roku PKB spadnie o 1,0 proc. Większość sektorów (wyjątkiem jest rynek nieruchomości) jeszcze w marcu wykazała jednak oznaki wyjścia z zimowego załamania i umocniła je w kwietniu i maju. Najważniejsze instytucje, w tym Rezerwa Federalna, podtrzymują prognozy wzrostu gospodarczego na dotychczasowym poziomie (2,5-3 proc.). Nie ma więc powodów do paniki. Tym bardziej, że I kw. to okres już dawno zamknięty, a z punktu widzenia rynków finansowych, odległa przeszłość. Kluczowe są bieżące informacje i perspektywy koniunktury w nadchodzących kilku miesiącach. Wśród tych na czoło istotności wysuwa się najnowszy raport z rynku pracy, który opublikowany zostanie w przyszły piątek.

EURPLN: Kurs spadł do linii dołków z 2014 r. Spadki zatrzymały się w okolicach 4,14. Tak wyraźne umocnienie złotego, w sytuacji systematycznie zyskującego dolara, jest zaskakujące, bowiem wychodzi poza ramy dominujących zazwyczaj korelacji. Podobnie jak to miało miejsce na przednówku ub. r. krótkoterminowy kapitał spekulacyjne szerokim strumieniem płynie na polski rynek obligacji. Taka sytuacja nie utrzyma się długo. W perspektywie 2-3 tygodni przed nami kilka istotnych wydarzeń, które mogą zmienić percepcję rynków. Podtrzymujemy scenariusz, że jeszcze w tym półroczu złoty wyraźnie straci na wartości, a obecnie kurs zanotował krótkoterminowe dołki cen.

EURUSD: Reakcja rynku na słabszy od prognoz odczyt PKB z USA była umiarkowana. Notowania przesunęły się w górę zaledwie ok. 30 pipsów. Obraz rynku pozostaje wyraźnie pro spadkowy. Okolice 1,36 mogą jednak na jakiś czas działać jako bariera wsparcia. Celem do osiągnięcia przed posiedzeniem EBC są rejony 1,35. Po posiedzeniu możliwa jest silniejsza korekta wzrostowa.

Damian Rosiński
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: