Słowa, słowa, słowa

Andrzej Lazarowicz

W czasach, których na szczęście nie poznały nasze dzieci, na każdym większym skrzyżowaniu królowało hasło: "Program partii, programem narodu". Minęły lata, a mnie zdaje się, że przeżywam deja vu. Hasło powróciło do łask. I to w tysiącu odmianach. Podszywają się pod nie i partie, i organizacje, konsorcja i firmy, wszelkiej maści kierownicy i kandydaci na nich. A inni muszą się im podporządkowywać i zgadzać z nimi.

W czasach, których na szczęście nie poznały nasze dzieci, na każdym większym skrzyżowaniu królowało hasło: "Program partii, programem narodu". Minęły lata, a mnie zdaje się, że przeżywam deja vu. Hasło powróciło do łask. I to w tysiącu odmianach. Podszywają się pod nie i partie, i organizacje, konsorcja i firmy, wszelkiej maści kierownicy i kandydaci na nich. A inni muszą się im podporządkowywać i zgadzać z nimi.

Nie ma odwołania - to oni decydują o tym, co jest sukcesem, a co porażką - nawet jeśli większość wokół ma inne zdanie. Ci z góry - zgodnym chórem powtarzają za Stanisławem Ignacym Witkiewiczem: Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!

A że nikt za darmo w mordę dostać nie lubi, namnożyło się konformistów. To nawet zrozumiałe - po co się narażać, skoro można przytaknąć. Po co się męczyć, szukając własnych poglądów, skoro można przyjąć poglądy innych. Po co głosić własne i brać od życia baty, gdy głosząc cudze, żyje się wygodniej.

Któż przejmowałby się słowami Fiodora Dostojewskiego: Zełgać po swojemu - to nieomal lepsze niż powtórzyć prawdę za kimś innym; w pierwszym wypadku jest się człowiekiem, w drugim tylko papugą.

Może dlatego tak mało dzisiaj pracy, a tak wiele słów. Rzekł Monteskiusz (Charles Louis de Secondat de Montesquieu): Ludzie, co mają mało do roboty są wielkimi gadułami: im mniej ktoś ma do myślenia, tym więcej gada. A ja powtórzę tylko za Georgem Christopherem Lichtenbergiem: Jest już bardzo źle, jeśli dziś powiedzenie czegoś fałszywego przynosi tyle zaszczytu.

Oj, rzeczywiście...

Udostępnij artykuł:

Słowa, słowa, słowa…

Maciej Małek

Szczyt G-20 boleśnie rozczarował rynki finansowe i obserwatorów sceny politycznej. Cóż bowiem obwieszczono? Przecież deklaracji, że "politycy reprezentujący największe gospodarki świata są zdecydowani podjąć wszelkie niezbędne decyzje w przyszłości", nie sposób traktować poważnie!

Szczyt G-20 boleśnie rozczarował rynki finansowe i obserwatorów sceny politycznej. Cóż bowiem obwieszczono? Przecież deklaracji, że "politycy reprezentujący największe gospodarki świata są zdecydowani podjąć wszelkie niezbędne decyzje w przyszłości", nie sposób traktować poważnie!

Nowa szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego póki co zaznacza swoją obecność w świecie finansjery zamaszystym krokiem, marsem na czole i eleganckimi kostiumami, ożywionymi przez gustowne apaszki. Co do słów, to zgodnie z tradycjami francuskiej dyplomacji znajduje właściwe. W tym przypadku Christie Lagarde ograniczyła się jedynie do stwierdzenia, że niektóre banki będą wymagały zastrzyku kapitału, by zapobiec rozszerzaniu się kryzysu.

Jakże inaczej brzmiały słowa polskiego ministra finansów Jacka Rostowskiego, który wypowiadając się w imieniu krajów Unii, wskazał, że odpowiedzią na kryzys musi być większa integracja gospodarcza. Jej fundamentem gwarantującym płynność finansową winno być porozumienie banków centralnych. To rzeczywista miara zaufania, bez którego trudno będzie uzyskać społeczną akceptację dla kolejnych, równie bolesnych co koniecznych, cięć w sferze finansów publicznych.

Udostępnij artykuł: