Słowne deklaracje to wciąż za mało

Finanse i gospodarka

Po środowej telekonferencji liderów Francji, Grecji i Niemiec, kanclerz Merkel i prezydent Sarkozy wydali wspólne oświadczenie, w którym wyrazili przekonanie, że miejsce Grecji jest w strefie euro.

Premier Papandreou zapewnił, że jego kraj spełni wszystkie narzucone zobowiązania w zamian za finansową pomoc od UE i MFW. Znów jednak nie padły żadne konkrety, ale też paść nie mogły, gdyż wszystkie strony doskonale wiedzą, co mają robić. Trzeba jak najszybciej wprowadzić w życie postanowienia ze szczytu UE z 21 lipca, kiedy przyznano Grecji drugi pakiet ratunkowy i zdecydowano o rozszerzeniu uprawnień Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej. Jednak deklaracje to jedno, a ich wprowadzenie w życie to drugie. Wczoraj komisja w austriackim parlamencie odrzuciła możliwość głosowania nad rozszerzeniem EFSF na posiedzeniu 21 września. Początkowo informacja została negatywnie odebrana przez rynek, ale chwilę późnej minister finansów Austrii zaczął zapewniać, że głosowanie na pewno się odbędzie i wniosek przejdzie, ale w późniejszym terminie.

Znaczenie Austrii (czy też Finlandii albo Słowacji) nie jest na tyle duże w Europie, aby ich ociąganie stanowiło większe zagrożenie dla ustabilizowania sytuacji w strefie euro. Problem by się pojawił dopiero, gdyby podobne komplikacje wystąpiły po stronie Niemiec i Francji, co według wczorajszych słów Merkel i Sarkozy’ego nie grozi. Opóźnienia w realizacji postanowień lipcowego szczytu to najgorsza rzecz dla strefy euro. Rynki finansowe dają do zrozumienia europejskim władzom, że oczekują od nich, aby robiły więcej, a jak na razie nowych działań nie widać, co tylko podsyca nerwowość wśród inwestorów.

Czwartkowy kalendarz makroekonomiczny jest dość bogaty. Hiszpania będzie starała się sprzedać obligacje za 4 mld euro i ważne będzie, z jakim popytem spotkają się oferowane papiery. Wtorkowa aukcja włoskich obligacji przyniosła wzrost rentowności papierów pięcioletnich do 5,6 proc. z 4,93 proc. na lipcowej aukcji, a popyt był dość ograniczony. Z danych makro czeka nas seria publikacji z USA, która przyciągnie największą uwagę. Inflacja CPI, wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, indeks NY Empire State (wszystkie o 14:30), produkcja przemysłowa (15:15) i indeks Fed z Filadelfii (16:00). We wszystkich raportach inwestorzy będą szukać oznak nadciągającej recesji w gospodarce USA, szczególnie, że wczorajsze dane o sprzedaży detalicznej (bez zmian w ujęciu miesięcznym przy oczekiwanym wzroście o 0,2 proc.) nie dały jednoznacznej odpowiedzi. Wcześniej z Europy poznamy dane o sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii (10:30) oraz raport o inflacji HICP z Eurolandu (11:00).

Polski złoty nadal pozostaje pod negatywną presją w związku niepewną sytuacją w strefie euro. Istotne odwrócenie trendu może nastąpić jedynie w przypadku, gdy z rynku znikną obawy o bankructwo Grecji. Do tego czasu ryzyko dalszego osłabiania się złotego i testów poziomu 4,40 EUR/PLN pozostaje wysokie.

Konrad Białas
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: