Spadek bezrobocia nie przyspieszy cięcia QE3

Komentarze ekspertów

Zaskakująco silna poprawa sytuacji na amerykańskim rynku pracy w kwietniu nie tylko przybliżyła do pierwszej podwyżki stóp procentowych przez Fed, ale również stała się impulsem do umocnienia dolara. Również w relacji do złotego.

Wydarzeniem piątku, całego tygodnia, ale też i jednym z wydarzeń rozpoczynającego się maja, była dzisiejsza publikacja danych o sytuacji na amerykańskim rynku pracy. Danych, które sprawiły bardzo dużą pozytywną niespodziankę.

W kwietniu nieoczekiwanie stopa bezrobocia obniżyła się do 6,3% z 6,7% miesiąc wcześniej. Bezrobocie było nie tylko niższe niż oczekiwano (6,6%), ale było też najniższe od września 2008 roku.

Równie mocno zaskoczyły dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym. W kwietniu wzrosło ono aż o 288 tys. wobec prognozowanych 210 tys. i wobec 203 tys. w marcu. To największy skok od stycznia 2012 roku. Dodatkowo średnia z trzech ostatnich miesięcy sięgnęła 237,7 tys., przekraczając psychologiczną barierę 200 tys.

Jedyne co w dzisiejszym raporcie może martwić, stanowiąc przysłowiową łyżkę dziegciu w beczce miodu, jest spadek odsetka ludzi w wieku produkcyjnym pracujących zawodowo do 62,8% z 63,2% w marcu.

Dane przesunęły oczekiwania na pierwsze podwyżki stóp procentowych w USA. Obecnie prognozuje się, że będzie to mieć miejsce w czerwcu 2015 roku, czyli o miesiąc wcześniej niż zakładano jeszcze przed publikacją tych danych.

Najniższa od 5 i pół roku stopa bezrobocia i najwyższy od ponad roku przyrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym nie powinny wpłynąć na przyspieszenie przez Fed tempa ograniczania miesięcznych zakupów obligacji. W dalszym ciągu zakładamy, że na kolejnych posiedzenia Fed będzie kontynuował ograniczanie programu QE3 po 10 mld USD. W naszej opinii takie oczekiwania potwierdzi Janet Yellen, szefowa Fed, podczas swojego najbliższego wystąpienia, jakie jest zaplanowane na środę 7 maja. Dane mogą natomiast zintensyfikować debatę nad tym, kiedy należałoby w USA zacząć podnosić stopy procentowe.

Opublikowane dziś dane stały się impulsem do umocnienia dolara, który zyskał do większości walut. W pierwszej chwili było ono dość wyraźne, jednak w miarę upływu czasu rynek walutowy zaczął wracać do punktu wyjścia, tak jakby nie wierzył w to, że dane coś zmieniają. To dość nielogiczne zachowanie. A przy tym bardzo ryzykowne. Sądzimy, że w najbliższych tygodniach takich danych wskazujących na przyspieszenie ożywienia gospodarczego po zimowym zastoju w USA będzie coraz więcej. Tym samym coraz więcej będzie też prodolarowych impulsów. Stąd też maj powinien upłynąć pod znakiem umocnienia “zielonego”.

W piątek dolar umocnił się również wobec złotego. W pewnym momencie dnia kurs USD/PLN testował poziom 3,0431 zł, czyli 2,5 grosza powyżej wczorajszego zamknięcia. Ten ruch do góry to nie tylko efekt opublikowanych dziś danych z USA. Cieniem na notowaniach polskiej waluty położyło się również pogorszenie nastrojów na rynkach globalnych, wzrost obaw związanych z sytuacją na wschodzie Ukrainy, a przede wszystkim zaskakująco słaby odczyt indeksu PMI dla polskiego przemysłu. W kwietniu indeks ten spadł do 52 pkt. z 54 pkt. miesiąc wcześniej, podczas gdy zakładano jego wzrost do 54,2 pkt. Nie obawiamy się jednak, że to zdecydowane cofnięcie zwiastuje zadyszkę w polskiej gospodarce. Raczej jest efektem dostosowania indeksu do sytuacji gospodarczej. Wcześniej był on notowany na zdecydowanie zbyt wysokich poziomach, co nie znajdowało potwierdzenia w innych danych makroekonomicznych.

W przyszłym tygodniu uwaga rynku walutowego będzie się koncentrować na wystąpieniach przedstawicieli Fed (w tym Janet Yellen). Inwestorzy będą ciekawi, czy dzisiejsze dane zmieniają ich spojrzenie na politykę monetarną. Ponadto w centrum uwagi znajdą się posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego, Banku Anglii i Rady Polityki Pieniężnej, amerykański raport nt. bilansu handlowego oraz indeksy PMI/ISM opisujące kondycję sektora usług od Chin, poprzez Europę, aż do USA. Należy również mieć na uwadze, że poniedziałek jest dniem wolnym w Wielkiej Brytanii, co przynajmniej w przypadku rodzimego rynku walutowego, będzie oznaczało zdecydowanie mniejsze obroty i zmienność.

Marcin Kiepas,
Admiral Markets

Udostępnij artykuł: