Starcze gderanie

Andrzej Lazarowicz

"Na tym polega uwiąd starczy, że człek nie mówi, jeno warczy" - nie pamiętam już, gdzie usłyszałem, czy też przeczytałem, tę maksymę. Trudno jednak z nią się nie zgodzić - dowodów na to ciągle dostarcza życie. I nie dość, że świat współczesny jest i tak wystarczająco głośny, to jeszcze co i rusz trafia się jakiś starszy (często zresztą tylko duchem) osobnik i nie dość, że w każdej sprawie musi mieć własny głos, to głos ten musi zabierać. Nawet o zdanie nie pytany.

Czasem to aż strach się do takiego odezwać, by nie wywołać niespodziewanej reakcji. Jak tu nie zgodzić się z Jackiem Urbańskim (grafikiem, malarzem, karykaturzystą, satyrykiem, dziennikarzem, fotografikiem), gdy mówi: Młodość musi się wyszumieć, starość – wygderać. Aż szkoda, że taki ktoś nie weźmie przykładu z Oscara Wilda (irlandzkiego poety, prozaika i dramatopisarza), który stwierdził: najbardziej lubię rozmawiać sam ze sobą. Oszczędzam w ten sposób czas i unikam kłótni.

Oczywiście wiem, że im bardziej dokucza wiek, tym bardziej człek drażliwym się staje. Nawet ten, który jeszcze tak niedawno i sympatycznym, i przemiłym bywał. Rację ma bowiem bystry obserwator rzeczywistości Federico Moccia (włoski reżyser, scenarzysta i pisarz), który zauważył: Kto nie szaleje w młodości, ten szaleje na starość.

Ale co tu szukać obcych wzorców, wszak już Adam Naruszewicz (osiemnastowieczny polski poeta i historyk) zapisał:

Śmiesznym się ludzki wiek obraca szykiem:

Z rana półgłówkiem jest i rozrzutnikiem,

Pysznym w południe a za dnia upadem

Kutwą łakomym i kłótliwym dziadem.

Boże, nie daj nam się tak zestarzeć…

Udostępnij artykuł: