Strefa VIP: Nie prowadzę wojny ze sobą

BANK 2014/12

Z Bogusławem Kottem wieloletnim prezesem Banku Millennium S.A., a dziś przewodniczącym jego Rady Nadzorczej, rozmawiał Piotr Wilczkowski.

Z Bogusławem Kottem wieloletnim prezesem Banku Millennium S.A., a dziś przewodniczącym jego Rady Nadzorczej, rozmawiał Piotr Wilczkowski.

Kiedy pan – absolwent Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS, wieloletni pracownik Ministerstwa Finansów, specjalista w zakresie finansowania handlu zagranicznego, współzałożyciel i współorganizator Banku Millennium, wieloletni prezes jego zarządu – odkrył, że jest artystą?

– To czy jestem artystą, to rzecz dyskusyjna. Ale faktycznie od dawna ciągnęło mnie do świata sztuki. W wieku szkolnym uczyłem się gry na skrzypcach. A ponadto – jak to już kiedyś powiedziałem – z tych 25 lat, które spędziłem w banku, przynajmniej 15 miało charakter bardzo twórczy. Zwłaszcza pierwsze lata bankowości, po roku 1989, kiedy wszyscy wszystko zaczynali od nowa, nawzajem się od siebie uczyli to była bardziej twórczość niż działalność przemysłowa.

Ale zgodzi się pan z tezą, że jako prezes banku musiał pan stworzyć pewien rodzaj wizerunku swojej osoby. Wpasować się w zwyczajowe ramy, stereotypowe pojęcie o tym, jak wygląda prezes. Ludzie w jakiś tam sposób wyobrażają sobie taką rolę i pan nie mógł zawieść ich oczekiwań.

– Każdy, kto pracuje w banku, musi uwzględniać pewne społeczne oczekiwania. Dotyczą one sposobu ubierania się, zachowania, języka. Być może dzisiaj świat stał się bardziej liberalny, bardziej tolerancyjny, ale w latach 90. było inaczej. Bankowość jest niewątpliwie takim typem działalności gospodarczej, której pracownicy muszą być obdarzani zaufaniem. Pracujący tu człowiek powinien zachowywać się tak, aby tego zaufania nie burzyć. Jest więc dość oczywiste, że prezes banku nie gra w kasynach, nie funkcjonuje jako celebryta. To są wykluczające się światy.

A czy ten sposób bycia to nie był gorset, który jakoś tam pana uwierał?

– Jeśli się na coś decyduję, podejmuję się wykonywania jakiejś pracy, to akceptuję wszystkie wynikające z tego ograniczenia. To jest oczywiste. Tak wygląda profesjonalizm i nie ma co o tym dyskutować

Odnoszę jednak wrażenie, że siedząc w tym wygodnym fotelu prezesa, rozglądał się pan za ulubionym przez siebie greckim bożkiem Kairosem, bożkiem szczęśliwego zbiegu okoliczności, szczęśliwego momentu, a równocześnie niewykorzystanej szansy.

– Tak, to prawda, lubię tego bożka. Bo przecież tak się toczy życie – w tym także życie zawodowe – że szanse pojawiają się w danym momencie, w danym miejscu. Albo ktoś je zauważy i wykorzysta, albo zbagatelizuje i koniec, minęło.

Więc jednak trochę czekał pan na spotkanie z Kairosem? Była szkoła muzyczna, było zainteresowanie plastyką. Był jazz.

– Podświadomie czekałem. Wprawdzie nigdy nie malowałem, ale interesowałem się sztukami plastycznymi. Śledziłem trendy, lubiłem wiedzieć, co się dzieje w świecie sztuki. Jazz był i jest muzyką mojego pokolenia i towarzyszy mi nadal niemal codziennie. No ale były też inne pasje, a wśród nich chyba największa – żeglarstwo.

– Bardzo lubię wodę. Nie tylko dlatego, że się urodziłem na Mazurach, prawie nad jeziorem i tam spędzałem dzieciństwo. Od lat czynnie uprawiam żeglarstwo, a woda w jakiś specjalny sposób dobrze na mnie wpływa.

A nie oszukiwał się pan trochę? Powiedział pan w jednym z wywiadów, że od momentu kiedy to Mojżesz pokazał ludziom dwie tablice i powiedział, że tam jest napisane, jak żyć, zaczęli oni pertraktować z Panem Bogiem na temat tego, co to znaczy „nie zabijaj”. A zatem jeśli ludzie dopuszczają do siebie możliwość oszukania Pana Boga, to zapewne dopuszczają też możliwość, że uda się oszukać samych siebie. Wmawiają sobie na przykład, że ich szczęście to fotel prezesa banku.

– Czasami ludzie próbują oszukać, a czasami pragną tylko ponegocjować…

A jak było w pana przypadku?

– Całą swoją aktywność związaną z bankowością traktuję jako interesujący, najbardziej twórczy i z każdego punktu widzenia bardzo ważny i ciekawy okres życia. Moje życie zawodowe i życie prywatne bardzo mocno przeplatały się ze sobą. Nie czułem w tamtym okresie jakiejś presji, zmęczenia czy nadzwyczajnego wysiłku. Nie miałem potrzeby wyjeżdżania na wakacje, bo praca sprawiała mi wielką emocjonalną przyjemność. Może teraz, z perspektywy lat, można powiedzieć, że robiłem to kosztem rodziny, ale ja byłem w to całkowicie emocjonalnie zaangażowany. Dzięki temu pracowało mi się dużo łatwiej, intensywniej i bardziej dynamicznie.

Porozmawiajmy o pana najnowszej, ale być moż...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: