Strefa VIP: Piękniejsza strona pieniądza

BANK 2018/06

Z Anną Wątróbską-Wdowiarską, rzeźbiarką, medalierem, laureatką wielu prestiżowych nagród za działalność artystyczną, rozmawiał Artur St. Rolak.

Z Anną Wątróbską-Wdowiarską, rzeźbiarką, medalierem, laureatką wielu prestiżowych nagród za działalność artystyczną, rozmawiał Artur St. Rolak.

 

Co panią najbardziej irytuje w kontaktach z bankami?

– Niespecjalnie mnie coś irytuje, bo bardzo rzadko mam kontakty z bankami. Moja aktywność ogranicza się do przelewów internetowych i monitorowania stanu rachunków. Jeżeli mogę się na coś skarżyć, to przede wszystkim na zbyt szybkie ubywanie pieniędzy z konta. Najgorsze, że to akurat nie wina banku.

Ile kart zwykle nosi pani przy sobie?

– Używam tylko jednej karty. Debetowej. Kredytowych nie lubię, bo nigdy nie wiem, kiedy i ile wydaję.

Pamięta pani swoją pierwszą kartę?

– Pamiętam tylko tyle, że miałam pierwszą kartę.

Czy zdarzyło się, że karta wystawiona przez polski bank nie chciała działać albo sprzedawca odmówił przyjęcia zapłaty takim plastikiem?

– Nie. Zdarza się natomiast, że karta zbliżeniowa nie zawsze działa jak należy.

Lubi pani płatności zbliżeniowe?

– Tak, bo im szybciej, tym lepiej.

Ile gotówki zwykle nosi pan przy sobie?

– Ja czasem nawet zapominam wziąć ze sobą trochę gotówki! I jeśli w jakimś sklepie nie ma terminala, to jest problem i muszę szukać bankomatu. Wtedy powtarzam sobie, że te sto złotych zawsze powinnam mieć przy sobie.

A ile z tej gotówki to bilon wybity według pani projektów?

– Ja projektuję monety okolicznościowe, natomiast bilon, który wszyscy używamy na co dzień, zaprojektowała moja mama, Stanisława Wątróbska-Frindt, i jej koleżanka. Mama wykonała awersy, a Ewa Tyc-Karpińska rewersy. Przez 30 lat pracy w mennicy na etacie artysty-plastyka mama zrobiła ponad 120 monet okolicznościowych i ponad 1000 medali.

Pamięta pani, ile tych pamiątkowych, bitych na specjalne okazje, wyszło z pani pracowni?

– Szczerze mówiąc, nigdy nie przyszło mi do głowy, aby je dokładnie policzyć, ale na pewno dobijam do 20.

Tylko polskie? Czy może są też takie, które krążą po świecie?

– Nie krążą, bo najczęściej są wykonane ze srebra, więc szkoda by było nosić je w portfelu i niszczyć. Na zamówienie zagranicznych banków zaprojektowałam na pewno ponad 20 monet, pewnie nawet bliżej 30.

A nagrody? Ile monet pani autorstwa zostało wyróżnionych na konkursach krajowych i międzynarodowych?

– W takich konkursach, nawet za design monet, nagrody dostają najczęściej ich emitenci, a nazwisk autorów w ogóle nie podaje się do wiadomości publicznej, więc nie o wszystkich wyróżnieniach mogę wiedzieć. Najbardziej dla mnie cenną nagrodą za projekt monety jest pierwsze miejsce w corocznym konkursie organizowanym przez mennicę japońską. Tam zresztą innym razem zdobyłam także drugą i trzecią nagrodę. Pierwsza była za monetę z portretem Krzysztofa Pendereckiego z okazji 80. urodzin kompozytora. Z tej nagrody jestem naprawdę dumna. Za czasów mojej mamy medalierstwo było dość elitarną sztuką, bardzo docenianą. Wtedy na rynku bardzo liczyło się nazwisko, a dziś – tworząc anonimowo – giniemy. Kiedy zachłysnęliśmy się komputerami, przestaliśmy doceniać artystów. Nie trzeba mieć studiów, żeby projektować i wykonać monetę, która jakościowo będzie dyskusyjna.

Na tak małym krążku nie da się przypiąć wszystkiego, co by się chciało. Naszymzadaniem jest znalezienie złotego środka. Poza tym kompozycja w tak małym kole też jest bardzo trudna, bo każdy błąd kompozycyjny – na przykład zachwianie proporcji lubzłe kadrowanie – krzyczy już z daleka. Trzecim trudnym elementem jest konieczność „utrzymania się” w technice monetarnej. Wielkość i wysokość reliefu musi być bardzo restrykcyjnie przestrzegana.

Szczególny przykład prawa Kopernika o pieniądzu gorszym wypierającym pieniądz lepszy… Która moneta sprawiła pani szczególną satysfakcję zawodową?

– Pracą z jednej strony bardzo przyjemną, a z drugiej bardzo wysoko zawieszającą poprzeczkę wymagań artystycznych, jest robienie kopii pocztu królewskiego z okresu Stanisława Augusta Poniatowskiego. Stykam się w niej z przepięknym, klasycznym reliefem, pięknie modelowanym. Aby sprostać wymaganiom, dosłownie z każdą kolejną monetą podnoszę swoje umiejętności. Żeby to była kopia, a nie jakiś pastisz.

Co jest najtrudniejsze w projektowaniu tak małych dzieł sztuki?

– Temat trzeba ująć w sposób bardzo lapidarny i symboliczny. Na tak małym krążku nie da się, jak na przykład do gazetki ściennej, przypiąć wszystkiego, co by się chciało. A często klient tego nie rozumie i wymienia listę rzeczy, które chciałby umieścić na monecie. Naszym zadaniem jest znalezienie złotego środka. Poza tym kompozycja w tak małym kole też jest bardzo trudna, bo każdy błąd kompozycyjny – na przykład zachwianie proporcji lub złe kadrowanie – krzyczy już z daleka. Trzecim trudnym elementem jest konieczność „utrzymania się” w technice monetarnej. Wielkość i wysokość reliefu musi być bardzo restrykcyjnie przestrzegana. Trzeba mieć swoje sposoby, aby uzyskać iluzję przestrzeni, swobody, powietrza.

Nominał to jedno, a realna wartość – drugie. Od czego zależy? Domyślam się, że od liczby wybitych sztuk i od kruszcu. Od czego jeszcze?

– Na przykład od tematu, być może także mody. Ostatnio kolekcjonerzy zachłysnęli się techniką komputerową i monetami wykonanymi z pominięciem modeli gipsowych. Dla nas, medalierów, to bardzo trudny okres. Próbujemy jakoś go przetrwać. Optymistyczne jest to, że na Zachodzie już się wraca do projektowania i wykonywania modeli ręcznie.

Czy kolekcjonerzy naprawdę odróżniają monety zaprojektowane komputerowo i tradycyjnymi metodami?

– Myślę, że tak. Moim zdaniem te zrobione tradycyjnie są bardziej atrakcyjne wizualnie, widać w nich rękę artysty.

Tematyka polskich monet kolekcjonerskich odwołuje się zwykle do historii. To nasza specyfika czy raczej trend ogólny?

– Nie, chociaż za granicą można zauważyć większy rozrzut tematyczny. Nie wiem, kto i na jakiej zasadzie zatwierdza tematy monet w Polsce, ale domyślam się, że część podpowiada kalendarz rocznic. W tym roku monety i medale będą krążyły wokół setnej rocznicy odzyskania niepodległości.

Interesuje się pani historią?

– Tyle, o ile praca mnie do tego zmusza. Oczywiście muszę się do niej przygotować, więc zgłębiam różne tematy historyczne.

Czy sportem także? Pytam, bo projektowała pani również medale.

– Owszem, popełniłam kiedyś medal i statuetkę dla koszykarzy. Po mojej mamie chyba przez 10 lat „ciągnęłam” temat mistrzostw Polski w lekkiej atletyce, co roku na awersie była inna konkurencja.

A sama zdobyła pani jakieś medale? Czy na tych konkursach medalierskich wręczane są tylko dyplomy?

– Na ogół są to tylko dyplomy.

Udostępnij artykuł: