Sukces przedsiębiorców – rząd wycofuje się ze zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS

Komentarze ekspertów

Grzegorz Baczewski
Fot. Konfederacja Lewiatan

Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości, stwierdziła w środę, że zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS nie będzie. Rzecznik prezydenta stwierdził zaś, że większość parlamentarna wycofała się z tego pomysłu. Wcześniej informowaliśmy, że w nowym Sejmie nie będzie większości, która mogłaby przegłosować zniesienie limitu 30-krotności. To sukces kilkudziesięciu organizacji przedsiębiorców, w tym Konfederacji Lewiatan, NSZZ „Solidarność”, którzy apelowali o utrzymanie limitu.

Młodzi, dobrze wykształceni specjaliści, będą mieli lepsze warunki zatrudnienia w Polsce #ZUS #składki @LewiatanTweets

Z wypowiedzi minister przedsiębiorczości wynika, że do utrzymania limitu 30-krotności przychyla się premier Mateusz Morawiecki.

W ubiegłym tygodniu wicepremier Jarosław Gowin poinformował, że  Porozumienie nie zagłosuje za zniesieniem limitu składek na ZUS. A bez 18 posłów tej partii Zjednoczona Prawica nie ma większości potrzebnej do uchwalenia ustawy.

Czytaj także: Zrezygnowano z likwidacji limitu 30-krotności składki ZUS. Co z przyszłorocznym budżetem?

To dobra informacja dla firm, pracowników i  gospodarki

– Cieszymy się, że rząd przychylił się do naszego apelu i odstąpił od zniesienia limitu składek na ZUS. To dobra informacja dla firm, pracowników i  gospodarki. Młodzi, dobrze wykształceni specjaliści, będą mieli lepsze warunki zatrudnienia w Polsce. Trzydziestokrotność to także skuteczny magnes przyciągający do naszego kraju inwestycje o wysokim poziomie wartości dodanej, m.in. w centra badawczo-rozwojowe, czy usługi biznesowe wysokiej wartości. Warto jednak rozmawiać o tym, co jeszcze powinniśmy zrobić, żeby zwiększyć poziom i poprawić jakość inwestycji w Polsce. Jesteśmy przygotowani i otwarci na takie rozmowy – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Ograniczenie rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe miałoby dotknąć ok. 350 tys. pracowników, głównie specjalistów i ekspertów zatrudnionych nie tylko w branżach nowych technologii, ale także w motoryzacji, medycynie, finansach, czy logistyce. Ich wynagrodzenia się zmniejszą, a koszty zatrudnienia wzrosną.

Zmniejszyłaby się  atrakcyjność tworzenia w naszym kraju miejsc pracy wysokiej jakości i dobrze wynagradzanych. Będzie nam trudniej rywalizować o takie miejsca  pracy z innymi krajami. Doprowadzi to do odpływu kapitału oraz technologii, a także wysokokwalifikowanych pracowników.

Udostępnij artykuł: