Symbol wolności

Tylko u nas

W 2014 r. na murach NIK odkryto trzy znaki Polski Walczącej pochodzące z czasów okupacji. Zaledwie 300 metrów dalej latem 1943 r. Margaret Korsak zaryzykowała życie, by poprawić niedokończoną kotwicę na murach Filtrów. Jej opowieść przypomina dziś o tych wszystkich, dla których mimo okupacji Polska nigdy się nie poddała.

Odkrycie na murach NIK-u symboli PW pochodzących z czasów okupacji było czymś wyjątkowym. Podobnych znaków zachowało się w stolicy zaledwie kilka. Są jeszcze te, które z ul. Polnej przeniesiono przed Liceum Batorego. Z kolei kotwica na pomniku Lotnika jest współczesną repliką znaku, który podczas okupacji namalował Jan Bytnar „Rudy”.

NIK położona jest niedaleko tego miejsca. Pilotowana przez AK akcja małego sabotażu – w ramach której malowano podczas okupacji znaki PW – była tu szczególnie intensywna. Najwięcej kotwic powstało właśnie na Ochocie i Mokotowie. Malowali je głównie harcerze z grupy "Wawer", którzy za cel stawiali sobie walkę z niemiecką propagandą i podtrzymanie Polaków na duchu.

Latem 1943 roku 15-letnia wówczas Margaret Korsak zaryzykowała wraz z koleżanką życie, by poprawić niedokończoną kotwicę na murach Filtrów. To zaledwie 300 metrów od dzisiejszej siedziby NIK. Symbol, który oznaczał, że miasto nigdy się nie poddało, nie mógł pozostać niedokończony.

Nie było łatwo – wspomina bohaterka. Brakowało pędzla i farby. Dziewczyny postanowiły zrobić ją z mąki, wody i barwnika do wełny, używanego przez mamę Margaret. Za pędzel malarski posłużył pędzel do golenia. Cała akcja była przemyślana i zaplanowana. Dziewczyny wykonały ją w niedzielę. Rozpierała je potem duma, nie czuły strachu. – Chyba nie zdawałyśmy sobie sprawy, co nam groziło – wspomina dziś Margaret Korsak. – Głupia sprawa, ale za coś takiego można było wtedy po prostu zginąć.

Malowanie kotwic było aktem odwagi. Wykonywano je na budynkach, które Niemcy mieli pod swoim nadzorem lub nawet takich, w których mieściły się ich kwatery. Tak było w przypadku obecnej siedziby NIK. Podczas okupacji w budynku mieścił się Urząd Gubernatora Dystryktu Warszawskiego. – Kotwice powstały więc pod nosem Niemców. Według konserwatorów wszystkie trzy malowane były pod dużą presją. Na jednym z rysunków można wręcz odczytać historię akcji. Prawdopodobnie najpierw powstała mała, niepełna kotwica. – Ktoś musiał spłoszyć harcerzy. Ci jednak wrócili, by obok namalować pełny, w dodatku dużo większy znak Polski Walczącej. – Kto to zrobił? Czy udało mu się uciec? Czy żyje? – zastanawia się dziś Margaret Korsak.

Bohaterom, których znamy z imienia i nazwiska, i tym, którzy pozostają bezimienni, kierownictwo Najwyższej Izby Kontroli oddało cześć, składając kwiaty i zapalając znicz pod symbolami PW na murach NIK.

Opowieść Margaret Korsak o akcji malowania kotwicy na murach Filtrów.

Źródło: Najwyższa Izba Kontroli

Udostępnij artykuł: