Szczepienia przeciw COVID-19 będą płatne już od przyszłego roku albo nawet wcześniej

Gospodarka

Szczepienia przeciw COVID-19 będą odpłatne od przyszłego roku, albo nawet od ostatnich miesięcy tego roku, wynika z wypowiedzi rzecznika rządu Piotra Mullera. W przypadku wzrostu zachorowań w IV fali koronawirusa obostrzenia ewentualne obostrzenia mają być wprowadzane na poziomie regionów, z zastosowanie metody tzw. suwaka.

Rzecznik rządu Piotr Muller
Fot: Krystian Maj/KPRM

Szczepienia przeciw COVID-19 będą odpłatne od przyszłego roku, albo nawet od ostatnich miesięcy tego roku, wynika z wypowiedzi rzecznika rządu Piotra Mullera. W przypadku wzrostu zachorowań w IV fali koronawirusa obostrzenia ewentualne obostrzenia mają być wprowadzane na poziomie regionów, z zastosowanie metody tzw. suwaka.

"Rozważaliśmy i cały czas rozważamy, by szczepienia na pewnym etapie były już płatne, natomiast na ten moment, do końca września deklarowaliśmy, że będą bezpłatne. Myślę, że dłużej będą bezpłatne, ale w pewnym momencie mogą pojawić się w kalendarzu szczepień jako odpłatne" - powiedział Muller w Radiu Zet.

Pytany, czy odpłatność szczepień miałaby zostać wprowadzona od przyszłego roku, Muller powiedział: "od przyszłego roku albo może trochę wcześniej, ale wszystko zależy od tego, jak będzie wyglądała epidemia".

Czytaj także: We Francji pracodawcy już sprawdzają, czy ich pracownicy są zaszczepieni przeciw Covid-19, czy ich śladem pójdą Polacy i Niemcy?

Podkreślił, że jeżeli "negatywnie miałoby to wpłynąć na skalę szczepień, to wariant, który należy zważyć".

Obostrzenia wprowadzane na poziomie regionalnym

Poinformował, że w przypadku wprowadzania ewentualnych ograniczeń w IV fali pod uwagę będzie brana także liczba hospitalizacji, a nie tylko liczba zachorowań. Obostrzenia miałyby być wprowadzane na poziomie regionalnym.

"Rozważamy regionalnie, bo sytuacja będzie zdecydowanie różna w różnych regionach kraju, będzie o tym [wprowadzaniu ograniczeń]decydował m.in. poziom zaszczepienia de facto. Ale też mamy doświadczenie z zeszłego roku, że epidemia miała ogniska w różnych częściach kraju, więc nie ma sensu zamykać zupełnie odległych regionów kraju, po to by wygasić gdzieś ognisko epidemii w innym miejscu" - powiedział Muller.

Nie ma planów wprowadzania całkowitego lockdownu

Z jego wypowiedzi wynika, że nie ma planów wprowadzania całkowitego lockdownu.

 "To jest wariant, który jest bardzo mało prawdopodobny. […] Raczej mówimy o sektorowych ograniczeniach. Chyba, że mielibyśmy do czynienia  z jakąś nową odmianą koronawirusa, odporną na szczepienia" - podkreślił.

Czytaj także: COVID-19: rząd przedłuża aktualne obostrzenia do 30 września; trzecia dawka szczepionki dla osób z zaburzoną odpornością >>>

Zapowiedział, że przy wprowadzaniu limitów wejścia m.in. do kin czy restauracji stosowana ma być metoda tzw. suwaka.

"Jeżeli będziemy wprowadzać ograniczenia, to będziemy stosować metodę suwaka, czyli jeżeli będziemy obniżali limity osób, np. do kina czy do jakiegoś [innego] miejsca, to tymi limitami nie będą objęte osoby zaszczepione. W związku z tym siłą rzeczy, jeżeli by doszło do wzrostu zachorowań, to osoby niezaszczepione będą miały dużo trudniej, bo np. limit osób do wejścia do kina czy do innego miejsca będzie na tyle niski, że część osób nie będzie mogła wejść, bo w tym limicie się nie zmieści" - zaznaczył.

Osoby zaszczepione nie będą wliczane do limitów

Natomiast osoby zaszczepione nie będą wliczane do limitu.

Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że dotychczas wykonano ponad 36,4 mln szczepień, w pełni zaszczepionych jest ponad 18,9 mln osób. Podano też, że odnotowano 183 nowe przypadki, potwierdzone pozytywnym wynikiem testów laboratoryjnych.

Źródło: ISBnews
Udostępnij artykuł: