Taxify, jeden z największych konkurentów Ubera, ma szansę stać się numerem jeden w Polsce?

Gospodarka

Aplikacja Taxify
Fot. Taxify

Taksówkarze, słysząc o Taxify, mówią: „zobaczymy jak długo dadzą radę z takimi cenami”. "Na ile nam wystarczy? Sądzę, że na tak długo, żebyśmy zostali numerem jeden w Polsce", mówi Alex Kartsel, szef Taxify Polska, w rozmowie z Przemysławem Barbrichem i Janem Osieckim.

Taksówkarze na pewno odczuli rozwój #Taxify w Polsce. A jak bardzo odczuwa go #Uber? @taxify_pl

Przemysław Barbrich i Jan Osiecki: Można przedstawić pana żartobliwie jako „ulubieńca” warszawskich taksówkarzy? Ma pan poczucie, że „uwielbiają” pana?

Alex Kartsel: Taksówkarze na pewno odczuli rozwój Taxify w Polsce. Czy mnie lubią? Niektórzy pewnie tak, bo kiedy ostatnio zamawiałem swoją usługę, to przyjechał kierowca w aucie Mytaxi. A to oznacza, że mówiąc żartobliwie, część kierowców się „nawraca” na Taxify.

 

Taksówkarze, słysząc o Taxify, mówią: „zobaczymy jak długo dadzą radę z takimi cenami”. Proponujecie klientom takie stawki, że jak ktoś podróżuje przynajmniej z jednym znajomym po Warszawie, to jazda może kosztować taniej niż bilety komunikacji miejskiej. Jak długo utrzymacie taki poziom cen?

– Ceny podstawowe są bardzo podobne do tych, które ma konkurencja. I są według wyliczeń na poziomie opłacalności. Konkurencja działa już kilka lat i im kierowców nie ubywa, co oznacza, że opłaca się tak zarabiać. Jeśli chodzi o promocje, to zawsze zaznaczamy, że są to działania reklamowe mające na celu zwiększenie naszego udziału w rynku. Na ile nam wystarczy? Sądzę, że na tak długo, żebyśmy zostali numerem jeden w Polsce.

Jak to jest, że innym opłaca się jeździć, biorąc minimum 2,40 zł za kilometr, a wam znacznie taniej?

– Podstawą tego typu aplikacji, a przede wszystkim Taxify, jest to, że stawiamy na efektywność, to znaczy kierowca ma nie tracić czasu, oczekując na klienta na postoju. Dlatego gdy zwykły taksówkarz robi jeden kurs na dwie godziny, u nas kierowca potrafi w tym samym czasie zrobić cztery albo pięć kursów.

Nie obawia się pan, że w związku z tak dynamicznym rozwojem tej części rynku dojdzie u nas do tego, co stało się na przykład na Węgrzech? Tam została zmieniona ustawa o transporcie drogowym.

– Na Węgrzech nie ma naszej konkurencji, ale my działamy i nie boimy się zmiany przepisów. W naszej ocenie zmiany, które są obecnie przygotowywane przez Ministerstwo Infrastruktury, bo jest już projekt ustawy, który trafi do parlamentu, są niezbędne. Po prostu system prawny dotyczący usług przewozowych, który obecnie obowiązuje w Polsce jest już mocno przestarzały. Oczywiście pojawia się pytanie, jakie będzie ostateczne brzmienie ustawy, bo tego nie wiemy. Trudno przewidzieć, czy zostanie zatwierdzona przez Sejm propozycja w formie przesłanej przez resort, czy też posłowie wprowadzą zmiany. Ale nie spodziewałbym się drastycznych zmian, przede wszystkim dlatego, że ta ustawa powstaje po to, żeby ułatwić dostęp do zawodu taksówkarza. I nie ma dużej różnicy, jak zostanie to określone, to znaczy, czy będą to dwie osobne licencje, czy też jedna dla wszystkich. Chodzi o to, żeby uprościć chętnym do wykonywania zawodu bądź to taksówkarza, bądź to przewoźnika – jakkolwiek nazwiemy tę formę zarabiania – dostęp do pracy. W tej chwili ustawa zakłada istnienie osobnych licencji taksówkarskich i na przewóz osób.

Cały wywiad z Alexem Kartselem, szefem Taxify Polska, we wrześniowym numerze Miesięcznika Finansowego Bank >>>

Udostępnij artykuł: