Temat numeru: Jak nowe regulacje wpłyną na rynek

BANK 2013/10

Na początku wszystko wydaje się proste. Jest ubezpieczyciel, który, walcząc o klienta, gwarantuje niemal wszystko. Jest wspomniany wyżej klient, który, widząc interesującą ofertę, bardzo poważnie myśli o jej zakupie. Jest wreszcie pośrednik, czyli bank, dla którego sprzedaż produktów ubezpieczeniowych jest istotna, zarówno z punktu widzenia finansowego, jak i biznesowego. Mogą być, wreszcie, problemy. Po czasie, kiedy okaże się, że ubezpieczyciel ze swoich obietnic się nie wywiązuje, bank zrobić z tym może niewiele, a niezadowolony klient odwraca się do jednego i drugiego plecami, bo znikąd nie dostaje pomocy. Pozostaje mu Rzecznik Ubezpieczonych, Związek Banków Polskich wraz ze swoim arbitrażem, a w ostateczności droga sądowa. Skuteczną receptą na tego typu bolączki mają być nowe, europejskie regulacje, czyli ADR i ODR

Na początku wszystko wydaje się proste. Jest ubezpieczyciel, który, walcząc o klienta, gwarantuje niemal wszystko. Jest wspomniany wyżej klient, który, widząc interesującą ofertę, bardzo poważnie myśli o jej zakupie. Jest wreszcie pośrednik, czyli bank, dla którego sprzedaż produktów ubezpieczeniowych jest istotna, zarówno z punktu widzenia finansowego, jak i biznesowego. Mogą być, wreszcie, problemy. Po czasie, kiedy okaże się, że ubezpieczyciel ze swoich obietnic się nie wywiązuje, bank zrobić z tym może niewiele, a niezadowolony klient odwraca się do jednego i drugiego plecami, bo znikąd nie dostaje pomocy. Pozostaje mu Rzecznik Ubezpieczonych, Związek Banków Polskich wraz ze swoim arbitrażem, a w ostateczności droga sądowa. Skuteczną receptą na tego typu bolączki mają być nowe, europejskie regulacje, czyli ADR i ODR

Marcin Szypszak

Dla pana Bartłomieja Strzelczaka wszystko wydawało się proste. Myślał o zakupie polisy ubezpieczeniowej. Chodziło mu o kompleksową ofertę, która spełniłaby wszystkie jego oczekiwania. M.in. pokrywałaby koszty ewentualnego leczenia w kraju i zagranicą, opieki specjalistów czy niezbędnych badań. Mężczyzna przypomniał sobie wtedy, że bank, w którym ma konto osobiste, zachęcał go niedawno do zakupu pakietu ubezpieczeniowego. Telefoniczny kontakt z konsultantem, później spotkanie z osobistym doradcą i umowa została zawarta. Pan Bartłomiej płacił co miesiąc kilkadziesiąt złotych tytułem składki. – Wszystko wyglądało w pełni profesjonalnie, nie miałem żadnych uwag ani zastrzeżeń – mówi Bartłomiej Strzelczak.

Do czasu. Upłynęły dwa lata. Traf chciał, że podczas jednego z zagranicznych wyjazdów narciarskich złamał nogę. Spotkał się z troskliwą opieką miejscowych lekarzy. Noga została opatrzona, a mężczyzna po trzech dniach opuścił szpital. Problemy zaczęły się z chwilą załatwiania transportu w drogę powrotną. Ubezpieczyciel, z którym mężczyzna skontaktował się telefonicznie, nie zgodził się na pokrycie kosztów przelotu w klasie wyższej. Niechętnie też słyszał o wydatkach związanych z taksówką czy ambulansem. Mężczyzna zrobił tak, jak sam uważał za stosowne i konieczne. Po powrocie do Warszawy przedłożył ubezpieczycielowi wszelkie rachunki związane z poniesionymi wydatkami.

Ten oczywiście odmówił ich uregulowania. Przynajmniej nie w takiej wysokości, w jakiej domagał się poszkodowany. Kilkukrotne próby negocjacji nie przyniosły skutku. Wreszcie mężczyzna wystąpił na drogę sądową. Sprawa ciągnęła się miesiącami. Sędziowie przychylili się do jego prośby, ale ubezpieczyciel nie dawał za wygraną. Odwołał się od wyroku. W drugiej instancji sąd również przyznał rację klientowi, który pieniądze dostał dopiero w dwa lata (!) od chwili wypadku. – Proszę wyobrazić sobie moje zdenerwowanie – mówi – wzięli ode mnie tyle pieniędzy, a opieki praktycznie żadnej. Mężczyzna skarży się też na formę odwołania. Próba polubownego rozwiązania konfliktu nie przyniosła skutku. Musiał skierować sprawę na drogę sądową. Dobrze, że miałem wsparcie w osobie mojego kolegi prawnika – mówi Strzelczak – gdyby nie on, ubezpieczyciel zrobiłby co chciał, a ja zostałbym z niczym. Przypadek skrajny, ale i takie, jak widać, się zdarzają. Na szczęście nie za często, ale zawsze. Zwykle takie negatywne rzucają cień na cały rynek. Rynek, który w ocenie wielu specjalistów ma przed sobą ogromne perspektywy rozwoju…

Z czym to się je?

Termin bancassurance pochodzi z Francji. Można go zdefiniować jako obszar wspólnego działania banków i firm ubezpieczeniowych. To jeden z dostępnych dziś kanałów dystrybucji różnego rodzaju polis ubezpieczeniowych. Ubezpieczyciele wykorzystują banki, ich placówki i przedstawicieli do sprzedaży swoich produktów. W niektórych przypadkach jest ten sam właściciel banku co firmy ubezpieczeniowej. W innych dystrybucja opiera się na umowie o współpracy między zainteresowanymi podmiotami. Jak zauważa Norbert Jeziolowicz, dyrektor Zespołu Bankowości Detalicznej i Rynków Finansowych Związku Banków Polskich

(…) istnieją powszechnie wykorzystywane produkty bankowe, które właściwie nie mogłyby zostać udostępnione klientom bez wykorzystania ubezpieczeń”. Chodzi przede wszystkim o kredyty hipoteczne i formę ich zabezpieczenia. Należy pamiętać, że tego typu umowy kredytowe skazują obie strony na długie lata wzajemnej współpracy. Nie wiadomo, co w tym okresie może się wydarzyć. Polisa na życie lub ubezpieczenie wartości nieruchomości stanowi ważny element w polityce ostrożnościowej banku. – Bancassurance, to bardzo istotna część rynku ubezpieczeń – mówi Marcin Łuczyński, członek zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Z naszych danych, które zbieramy co kwartał wynika, że ponad 50 proc. ubezpieczeń na życie sprzedawanych jest poprzez kanał bankowy. W ten sam sposób sprzedawane jest co dziesiąte ubezpieczenie majątkowe – dodaje. Wystarczy spojrzeć na twarde dane. Składka pozyskana przez zakłady ubezpieczeń na życie poprzez kanał BA stanowiła w pierwszych trzech kwartałach ub. r. 54,8 proc. łącznej składki, ściągniętej w tym czasie. Wyniki za ten sam okres lat 2010 i 2011 były gorsze o kilka proc. Świadczyć to może o rozwoju kanału dystrybucji. Co warte odnotowania, w tym samym okresie rosła sprzedaż produktów, które nie były powiązane z jakimkolwiek produktem bankowym. Oznacza to, że klienci, wiedząc, że w banku mogą wykupić polisę ubezpieczeniową, zwykle tańszą niż gdzie indziej, tam właśnie coraz częściej kierują swoje kroki. Wierzą, że otrzymają w zamian prostszą i kompleksową obsługę. Wygoda wydaje się być nie do przecenienia. Cały czas jednak przygniatającą większość polis – prawie 90 proc. – stanowią polisy, powiązane z produktem bankowym. Wydaje się, że to się nie zmieni. Na pewno nie teraz.

Uczestnicy rynku bancassurance dostrzegają wciąż szansę jego rozwoju. Tak odpowiedziało 65 proc. ankietowanych uczestników ubiegłorocznego Forum Bankowo- Ubezpieczeniowego. W ich opinii przestrzeń do działania oraz możliwości, jakie oferuje rynek w Polsce nie zostały jeszcze w pełni wykorzystane. Aby ten dalej dynamicznie parł do przodu, potrzebne są także dodatkowe uregulowania prawne. – Istnieje konieczność wyjaśnienia pewnych kwestii wraz z rozwojem rynku, tworzenia pewnych dobrych standardów, praktyk, które byłyby szybką reakcją na problemy, które się na tym rynku pojawiają – mówi Łuczyński.

Chodzi także o kwestie respektowania praw klientów…

Raporty, analizy, rekomendacje… W 2007 r. Rzecznik Ubezpieczonych opracował raport. Podstawowe problemy bancassurance w Polsce. Ów raport poruszał kilka istotnych kwestii. Przede wszystkim poddawał analizie ryzyko naruszania interesów konsumentów w kilku aspektach. Chodziło m.in. o to, czy klient otrzymuje wystarczającą informację o ochronie ubezpieczeniowej, z której korzysta, czy korzystanie z tej ochrony jest dla konsumenta dobrowolne, czy ma on wpływ na wybór ubezpieczyciela oraz w jaki sposób następuje finansowanie ochrony ubezpieczeniowej. Rzecznik przedstawił w tym raporcie zagrożenia, jakie niesie ze sobą sytuacja, kiedy to bank jest podmiotem pośredniczącym w zakupie polisy ubezpieczeniowej, sam nie będąc stroną tego kontraktu. Powstał...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: