Temat numeru: Kwalifikacje: waluta na rynku pracy

BANK 2015/07-08

Z Andrzejem Lechem, prezesem Warszawskiego Instytutu Bankowości, rozmawiał Jerzy Ochocki.

Z Andrzejem Lechem, prezesem Warszawskiego Instytutu Bankowości, rozmawiał Jerzy Ochocki.

Sektorowa Rama Kwalifikacji dla Sektora Bankowego (SRKB) jest przedsięwzięciem pionierskim w polskich warunkach. Czy możemy zaryzykować tezę, że tym przedsięwzięciem sektor bankowy wyprzedził tendencje w polskim systemie edukacyjnym?

- Może nie tyle wyprzedził, co raczej zajął miejsce w czołówce tego procesu i prezentuje wzorce, które można z pożytkiem wykorzystać w innych branżach. Jako sektor bankowy potrafiliśmy doskonale zareagować na sytuację, w której rząd polski i polski system edukacyjny zaczął się na poważnie brać za realizację zintegrowanego systemu kwalifikacji. Ten proces zaczął się w Europie sporo lat temu, powstała Europejska Rama Kwalifikacji - uniwersalny wzorzec, do którego każdy kraj ze swoim systemem zadeklarował swój sposób odniesienia się. W Polsce przez pewien czas w tej sprawie działo się niewiele, natomiast sektor bankowy zdobywał w tym czasie swoje własne doświadczenia i umiejętności, które się teraz bardzo przydały. Po pierwsze - to właśnie sektor bankowy, jako bardziej z natury rzeczy uregulowany, bardziej uporządkowany, a zarazem jako jedna z branż rozwijających się znakomicie po transformacji, zajął się budową własnych standardów kwalifikacyjnych ponad 20 lat temu. Te lata doświadczeń dziś procentują. Druga nasza przewaga wynikła z faktu, że Warszawski Instytut Bankowości uczestniczył w podobnym procesie kilka lat wcześniej w Europie. Zdobyliśmy pewne doświadczenia - więc kiedy w Polsce ruszył proces budowy zintegrowanego systemu kwalifikacji, WIB i jego przedstawiciele zostali szybko dostrzeżeni jako grupa ekspertów z doświadczeniem - i po dziś dzień odgrywamy w tym procesie bardzo istotną rolę. Jak tylko pojawiły się możliwości finansowe i formalne, żeby w ramach budowy zintegrowanego systemu kwalifikacji zająć się pilotażowym tworzeniem branżowych ram - w pierwszej kolejności z tej szansy skorzystał sektor bankowy.

Na czym polega istota korzyści, jakie SRKB daje zarówno pracodawcy, jak i kandydatom do podjęcia pracy?

>- Rama jest pewnym narzędziem, językiem komunikacji, który pozwala definiować, nazywać i opisywać kwalifikacje. Kwalifikacja z kolei - to swoista waluta, którą posługują się interesariusze na rynku pracy. Jeśli weźmiemy dowolną osobę poruszającą się na rynku pracy, to ona skupia w sobie jakiś zespół kwalifikacji: tych, które posiadła i potrafi udokumentować, ale także takich, których jej brakuje w roli zawodowej, którą pełni lub chciałaby pełnić. Rama kwalifikacji - czy to ta ogólna, uniwersalna, czy sekto rowa - służy do tego, żeby opisywać kwalifikacje i definiować je. Jeżeli dzisiaj bank potrzebuje zatrudnić dla przykładu informatyka, to kandydaci załączają mnóstwo zaświadczeń o ukończonych kursach, których poziom wiarygodności jest nierzadko trudny do oceny. W sytuacji, kiedy korzystamy z ramy kwalifikacyjnej, pracodawca określa, że potrzebuje np. kwalifikacji z zakresu bankowości ogólnej na poziomie 4 i programowania na poziomie 5. To wystarczy. Na takie ogłoszenie odpowiedzą wówczas tylko kandydaci posiadający certyfikaty potwierdzające ten poziom posiadanych kompetencji. Proszę sobie uświadomić, jak znakomicie upraszcza to choćby proces rekrutacji. Żeby tak się jednak stało, to kwalifikacja musi być opisana, wiarygodna, czytelna - i tak samo wiarygodny i transparentny powinien być proces walidacji, czyli potwierdzania kwalifikacji.

Prędzej czy później, pozostałe branże wypracują własne ramy kwalifikacji. Z jakich ram kwalifikacyjnych powinien wówczas korzystać bank, zatrudniając prawnika czy informatyka?

- Jeśli ramy kwalifikacyjne staną się narzędziem powszechnie stosowanym, wówczas pracodawca będzie mógł posługiwać się kryteriami opisanymi przez najróżniejsze ramy, z różnych branż - w zależności od tego, jak różnorodne grupy pracownicze zatrudnia. Dla przykładu, bank może stawiać pracownikom: prawnikowi, informatykowi, pracownikowi różnych innych dziedzin otoczenia bankowego wymogi kwalifikacji wynikające z Sektorowej Ramy Kwalifikacji Sektora Bankowego, ponieważ człowiek, który pracuje w banku, ewidentnie powinien posiadać kwalifikacje z tego zakresu. Może jednak dodatkowo określić wymagania kwalifikacyjne, opisane w innych branżowych ramach. Oczywiście, wybiegam tu trochę w przyszłość, operując pewnym obrazem zintegrowanego systemu kwalifikacji, który się będzie jeszcze długo budował. Uzależnione jest to choćby od tempa prac legislacyjnych nad ustawą wdrażającą do polskiego systemu prawnego Polską Ramę Kwalifikacyjną; prawdopodobnie nie uda się w tej kadencji Sejmu zamknąć procesu legislacyjnego, co było zresztą pewnym zobowiązaniem w ramach składanego przez Polskę tzw. raportu referencyjnego. Ten proces i tak się będzie toczyć - i będzie prowadził do powstania tego systemu, wolniej lub szybciej. Jednak tak naprawdę już dziś ustawa nie jest konieczna do tego, żeby z branżowej ramy korzystać. Dlatego już dziś przekonujemy banki, jakie praktyczne korzyści można osiągnąć korzystając z sektorowej ramy kwalifikacyjnej.

Idąc tym tropem, również instytucje dostarczające rozwiązań dla sektora bankowego będą mogły korzystać z SRKB - a może już dziś szkolą one pracowników w zakresie tajników bankowości?

- Z własnych doświadczeń możemy powiedzieć jedno: są instytucje - do takich można zaliczyć chociażby firmy dostarczające informatyczne rozwiązania systemowe - które specjalizują się w obsłudze sektora bankowego. Takie podmioty chcąc zdobyć silną pozycję, zaoferować sektorowi bankowemu coś bardzo adekwatnego do potrzeb, być w tym procesie atrakcyjnym i konkurencyjnym partnerem dla banków - robią bardzo dużo w tym kierunku, aby specjaliści, którzy zajmują się w szczególności produktami dla sektora bankowego, rozumieli zasady panujące w bankowości. Ich działanie w tym zakresie nie sprowadza się tylko dozamawiania u nas tzw. pigułki, czyli uproszczonych kompendiów wiedzy na temat sektora bankowego i bankowości. Zdarza się, że takie spółki kierują do nas swoich pracowników na bardzo wyspecjalizowane, zaawansowane programy certyfikujące - np. z zakresu zarządzania ryzykiem. To już jest ta wyższa szkoła bankowości - dla wielu tych ludzi, chcących prowadzić projekty dla sektora bankowego, to zarazem wiedza niezbędna.

Dzisiejsza bankowość tak naprawdę wychodzi poza mury bankowych oddziałów. Sojusze z telekomami, agencje bankowe, pośrednicy choćby w autokomisach - czy istnieje jakaś perspektywa szkolenia tych osób?

- To bardziej kwestia modelu biznesowego i odpowiedzi na pytanie, czym bankowość będzie w przyszłości, jakie będą ramy tego, co bankowością będziemy nadal nazywać i stosować odpowiednie wymogi regulacyjne i nadzorcze. Konsekwencje HR-owe są tutaj wtórne. Sprzedażą, dostarczaniem, oferowaniem produktów finansowych dziś zajmują się różni ludzie, poprzez różne kanały dystrybucyjne, pod różnymi markami, pochodzący z bardzo zróżnicowanych obszarów biznesowych, często bardzo odległych od bankowości. Często zadaję sobie pytanie i nie potrafię odpowiedzieć: czy to telekom wchodzi do bankowości, czy też bankowość wchodzi do biznesu telekomunikacyjnego? I czy ci ludzie, którzy będą oferować produkty bankowe, reprezentują telekom czy bank, czy z tego punktu widzenia obowiązują ich pewne rygory i reguły określone przez regulatora i nadzorcę - a jeśli tak, to w jakim zakresie, wreszcie - jaka jest odpowiedzialność instytucji bankowej za działanie ludzi, którzy w bardzo dalekim planie i w oderwaniu od niej są tymi osobami, które się komunikują z klientem i oferują im produkty banku. Na to pytanie powinna się szybko pojawić odpowiedź - w dużej mierze definiowana przez regulatora i nadzorcę. Dziś - nie tyle nawet z powodu procesów, o których tu mówimy, ale z potrzeby większej ochrony klienta - w wielu krajach europejskich nadzorca definiuje językiem kwalifikacji, a wymagania wobec osób zajmujących się oferowaniem produktów klientowi - posługując się opisami i poziomami ram kwalifikacji. Oczywiście, zanim wkroczy regulator, każdy bank może sobie takie wymogi zdefiniować sam i często to robi - chociażby po to, by pokazać zarówno klientowi i nadzorcy, także wobec konkurencji, że w procesie obsługi klienta dba o najwyższe standardy etyczne.

Pytanie na koniec: mamy sektorową ramę. Czy powinniśmy na to patrzeć, jak na etap finalny, czy też jest to jedynie początek pewnego procesu o charakterze ustawicznym?

- To jest dobry początek. Jako współautor i ważny uczestnik tego procesu - z czego czerpię ogromną satysfakcję zarówno ja osobiście, jak również cały WIB - pamiętam o tym, że jest to wspólne dzieło ekspertów bankowych, przy wsparciu ZBP oraz ogromnym udziale i dużej przychylności KNF. Musimy pamiętać o jednym: obecnie mamy zbiór pewnych zapisów, który - jeżeli nie znajdzie zastosowania w praktyce - pozostanie pewnym wytworem intelektualnym i sukcesem zbiorowym grupy ekspertów-bankowców. Na dobrą sprawę to dopiero punkt wyjścia, pewne narzędzie, z którego musimy robić rozsądny użytek. Ma to oczywiście wymiar formalno- ustawowy; wszyscy - pracodawcy, pracownicy, nadzór, firmy szkoleniowe - będziemy musieli prędzej czy później dostosować się do potrzeb systemu. Równie ważny jest wymiar czysto biznesowy. Podjęto ogromny trud, żeby system kwalifikacji spopularyzować. Na wiosnę br. we wszystkich dziennikach ogólnopolskich opisano pierwsze ramy kwalifikacji - tym ramę bankową. Ale nadal potrzeba bardzo dużo wysiłku popularyzatorskiego, żeby to zaczęło w sposób praktyczny funkcjonować. Gdzieś na końcu jest przysłowiowy Kowalski, który ma uświadomić sobie, że może potwierdzić swoje kompetencje zawodowe, korzystając z centralnego rejestru kwalifikacji. Może w konsekwencji stwierdzić, że posiada jakieś bardzo unikalne umiejętności, sprawdzić, w jaki sposób poddać je weryfikacji i uzyskać oficjalne potwierdzenie posiadanych kwalifikacji. Bankowcy już dziś mogą w szerokim zakresie z tego instrumentu korzystać. Z tego punktu widzenia obecny etap jest ważny - ale to bynajmniej nie jest koniec trasy. Główny cel jest cały czas przed nami.

 

Udostępnij artykuł: