Temat numeru: Oszczędzania dopiero się uczymy

BANK 2009/12

Rozmowa z prof. dr. hab. Tomaszem Pankiem

Rozmowa z prof. dr. hab. Tomaszem Pankiem

Rozmawiał Jan Osiecki

Co myśli Polak, kiedy mówi: „bank”?

Z prowadzonej przez nas „Diagnozy społecznej”, czyli badania Polaków, ich majątku oraz pewnych przyzwyczajeń, wynika, że kiedy statystyczny Kowalski chce gdzieś ulokować swoje oszczędności, to przede wszystkim myśli o banku. Takie skojarzenie z roku na rok staje się coraz powszechniejsze. Uprzedzę może przedwczesną radość niektórych menedżerów, najprawdopodobniej wynika to jednak nie z oferty banków, ale z tego, że praktycznie nie mają one żadnej konkurencji.

Są jeszcze „wyroby bankopodobne” – choćby SKOK-i.

Tyle że są to instytucje działające niemal tak samo jak banki. Nie jestem pewien, czy respondenci w ogóle je odróżniają. Dla nich jest to instytucja, która może różni się od banku pewnymi opłatami, ale pewnie sądzą, że w sumie i tak jest to bank, tyle że działający na trochę innych zasadach.

W „Diagnozie 2009” można przeczytać takie zdanie: „zmniejszeniu uległo (…) zaufanie do instytucji finansowych. Oznacza to, że Polacy uwierzyli w marcu/kwietniu, pół roku po upadku banku Lehman Brothers, że jest kryzys na poziomie instytucjonalnym”. Rzeczywiście przestajemy ufać bankom?

Nie sądzę. Jeśli spada zaufanie, to jest to efekt nie kryzysu, a raczej zagubienia części klientów.

A czym ono jest spowodowane?

Nie najlepszym wykształceniem oraz stopniem skomplikowania umów proponowanych przez banki. Są to wielostronicowe dokumenty, pisane hermetycznym językiem. Nie wszyscy zatem są w stanie przeczytać całość. A jeśli nawet im się to uda, to i tak zazwyczaj nie do końca rozumieją o co chodzi. Zresztą mam wrażenie, że nawet osoby formułujące te umowy nie zawsze wiedzą, co chciały napisać.

Pewną nieufność powodują także kruczki prawne zawarte w umowach. Jest ich naprawdę sporo i często ludzie mają przez nie problemy. Czują się oszukani, więc je nagłaśniają. A to może spowodować, że inni stracą zaufanie do banków. Ale to nie wszystko

Cóż zatem jeszcze?

Istotny jest także nawet nie tyle brak zaufania do banków, co do techniki. Wiele osób korzysta z bankowości internetowej, ale cały czas mają wątpliwości, czy zabezpieczenia stosowane przez instytucje finansowe są dostateczne. Zdaję sobie sprawę, że nasze banki stosują rozwiązania sprawdzone na całym świecie. Jednak skądinąd wiem, że te standardy są absolutnie niewystarczające.

Nie jest to więc wyłącznie problem psychologiczny, tylko realne zagrożenie?

Tak. Sam bardzo chętnie korzystam np. z możliwości płacenia kartą kredytową przez internet, ale nigdy nie zdecyduję się na prowadzenie rachunku bankowego przez sieć.

To wygląda na fobię.

Absolutnie nie. Uczestniczyłem ostatnio w obronie pracy doktorskiej, której autor był wojskowym i długo współpracował z ekspertami ze Stanów Zjednoczonych w sprawie zabezpieczeń związanych z wszelkiego rodzajami falami emitowanymi przez sprzęt elektroniczny. W swojej pracy wykazał, że mając odpowiedni sprzęt, a tego typu rozwiązania techniczne będą za rok albo dwa dostępne za tysiąc złotych, każdy student informatyki bez żadnego kłopotu ściągnie wszystkie informacje z pomieszczenia, w którym pracuje komputer. Jedynym zabezpieczeniem będzie dokładna izolacja wszystkich sal, tak żeby żadne fale nie wydostawały się z miejsc, gdzie stoją te urządzenia. Mówię o możliwości pozyskania nawet takich danych, jaki klawisz został właśnie naciśnięty. Zdobycie tego będzie możliwe na podstawie emitowanych fal elektromagnetycznych (tak zwanej ujawniającej emisji elektromagnetycznej). Dziś mało kto zdaje sobie sprawę z tego zagrożenia.

Czyli nie lubimy banków internetowych.

Nawet nie, jedynie nie mamy do nich zaufania. Ludzie jednak korzystają z tej formy i będą to robili coraz częściej. Dlatego że jest wygodna. Decydujące znaczenie mają także koszty: w okienku kasowym za każdy przelew trzeba płacić, a w internecie nie. No i czas. Nie trzeba stać w kolejce ani nawet wychodzić z domu.

Po co statystyczny Kowalski kontaktuje się z bankami? Wolimy oszczędzać czy pożyczać pieniądze?

To akurat zależy od sytuacji finansowej Kowalskiego. Zazwyczaj jednak idziemy do banku po pożyczkę lub kredyt. W marcu 2009 r. prawie 68 proc. gospodarstw domowych nie miało oszczędności!

Jest źle?

Żeby oszczędzać, trzeba mieć wolne środki, a na to stać relatywnie niewielką grupę ludzi. Należy jednak zaznaczyć, że gdy porównamy marzec 2007 i ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: