To nie prima aprilis – firmy zainwestowały w innowacje

Komentarze ekspertów

Wskaźnik PMI w marcu 2015 r. osiągnął poziom 54,8, czyli był porównywalny do poziomu ze stycznia i lutego br. - poinformował bank HSBC. Kolejny, 6 miesiąc z rzędu wzrosła produkcja w przemyśle, rosną ciągle nowe zamówienia, tak krajowe jak i eksportowe, firmy przemysłowe zwiększają zatrudnienie. Co prawda w 1. kwartale 2014 r. PMI kształtował się na podobnych poziomach, aby od kwietnia o września ubr. systematycznie się pogarszać.

Tym razem pozytywne tendencje powinny utrzymać się dłużej niż tylko w 1. kwartale. Przedsiębiorstwa przemysłowe zwiększyły bowiem w 2014 r. nakłady na inwestycje o 17,8 proc. (firmy 50+) i duża ich część miała charakter inwestycji modernizacyjnych. Firmy inwestowały także w innowacje, co dzisiaj skutkuje nową oferta produktową i dostosowanymi do niej innowacjami marketingowymi. To zatem naprawdę nie prima aprilis – przedsiębiorstwa przemysłowe zainwestowały w innowacje. A to oznacza, że wchodzą wyraźnie na ścieżkę zmian jakościowych, zaczynają w większym stopniu budować swoja pozycję konkurencyjną na rynku na jakości, a tę opierają na innowacjach produktowych. Coraz silniejsze są także w obszarze, który do tej pory nie był ich silną stroną – promocji i dystrybucji (wg badań Konfederacji Lewiatan tu firmy przez lata czuły się słabsze niż ich konkurenci na rynkach europejskich). Te jakościowe zmiany są w części odpowiedzią na pytanie o przyczyny poszukiwania nowych pracowników przez przedsiębiorstwa przemysłowe. Na polskim rynku pracy nie tylko zmniejsza się zatrudnienie (8 proc. wg BAEL), co w coraz silniejszym stopniu ograniczać będzie podaż pracy. Przede wszystkim maleje liczba pracowników o kompetencjach poszukiwanych przez przemysł. Dlatego zapewne firmy z tego sektora “przyspieszają” proces rekrutacji nowych pracowników. Będzie to miało wpływ na wzrost wynagrodzeń w części branż sektora przemysłowego.

Możemy się także spodziewać utrzymania dodatniej, wysokiej dynamiki inwestycji, bowiem już ponad rok zapasy firm ulegają zmniejszeniu i musi przyjść moment, w którym zaczną one być odbudowywane w stopniu odpowiadającym wzrostowi produkcji.

Mimo rosnącej produkcji i rosnącej ilości pozycji zakupionych nie widać zmian w cenach wyrobów gotowych – ciągle spadają. Może się to jednak zmienić, bowiem firmy sygnalizują, po kilku miesiącach spadków, wzrost kosztów produkcji (jako efekt aprecjacji dolara do złotego). Sygnał ten może mieć także znaczenie makroekonomiczne, bowiem jeśli wzrost kosztów będzie trwały, a popyt będzie rósł, to może to wpłynąć na niższy poziom deflacji niż ten, które zakłada dzisiaj większość prognoz (-0,5 proc.).

RPP zapewne nie weźmie jednak marcowych danych dotyczących przemysłu pod uwagę (co czasami lubiła robić, a przynajmniej część jej członków) i nie zacieśni polityki pieniężnej. Tym bardziej, że mimo rosnącej produkcji, rosnących zamówień oraz rosnącego zatrudnienia nie przekłada się to na presję popytową. A nawet jeśli zacznie to przed nami daleka droga do celu inflacyjnego  (2,5 proc.), którego na pewno w ani w tym ani w przyszłym roku nie osiągniemy. Daleka droga także do jego dolnej granicy (1,5 proc.).

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
główna ekonomistka
Lewiatan

Udostępnij artykuł: