Trochę winien, trochę ma – Piłka pompowana złotówkami

Artur Rolak / Blogi

Czym się różni angielska ekstraklasa piłkarska od polskiej? Powie ktoś, że poziomem rozgrywek. To oczywiste. Możliwościami finansowymi klubów – doda inny i też nikt nie zaprzeczy. Chyba warto sprawdzić, skąd bierze się to bogactwo z jednej, a bieda z drugiej strony.

Na początku sezonu pisaliśmy o „Piłce pompowanej funtami”, więc można sobie sprawdzić, kto – poza bankami i innymi firmami sektora finansowego – sponsoruje kluby Premiership. A jak to wygląda w Polsce?

Kluby mają po kilku, jeśli nie po kilkunastu sponsorów, ale – z całym szacunkiem – to jednak drobnica. Przyjrzeliśmy się więc tylko koszulkom piłkarzy, bo na nich czarno na białym (koloru liter i tła nie traktujmy ortodoksyjnie) mamy napisane, kto płaci najwięcej. Z niewielką poprawką na chwyt publicystyczny możemy stwierdzić, że pani płaci, pan płaci, społeczeństwo płaci…

Konkretnie? Piłkarze Lechii Gdańsk paradują po boiskach z reklamą Energi, w której 51 procent udziałów – jeśli nic się ostatnio nie zmieniło – ma Skarb Państwa. W każdej złotówce przelewanej przez Grupę Azoty i Zakłady Chemiczne Police na konto Pogoni Szczecin prawie 43 grosze to nasze wspólne pieniądze. Mniej dopłacamy do Zagłębia Lubin, w pewnym sensie zakładowego klubu KGHM – 31,79 proc. Wyjątkowo mało kosztują nas sukcesy i porażki piłkarzy Wisły Płock, reklamujących firmę Bud-Mat i program lojalnościowy Vitay, który – w wyniku różnych zależności właścicielskich – państwo kontroluje w ok. 27,5 proc.

Głównymi sponsorami Arki i Piasta są władze miast. Oczywiście nie tylko Gdynia i Gliwice wspierają lokalne kluby, ale robią to na tak dużą skalę, że już na pierwszy rzut oka wie o tym każdy telewidz oglądający rozgrywki ekstraklasy.

Wszędzie piłka jest okrągła, a bramki są dwie, więc musi być jakieś podobieństwo między ligą polską i angielską. I jest. W sponsorowaniu klubów firmy bukmacherskie wszędzie widzą znakomity interes, ale nie wszędzie prawo pozwala działać tak jawnie. Chyba nie ma w ekstraklasie klubu, który nie miałby oficjalnego partnera w tej branży. Jagiellonia Białystok (STS), Legia Warszawa (Fortuna), Śląsk Wrocław (forBet) i Wisła Kraków (LV Bet) czerpią z tego rynku największą część swoich przychodów sponsorskich.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na Górnik Zabrze i Lech Poznań, mające dwie cechy wspólne. Nie wiadomo, jak długo to potrwa, ale ostatnio zmieniają się na pozycji lidera ligowej tabeli. Pewnie to tylko zbieg okoliczności, ale oba kluby są związane z firmami z sektora finansów i ubezpieczeń – pierwszy z Allianz, drugi z Aforti.

Zostały jeszcze cztery, które łączy tylko to, że jako jedyne mają sponsorów głównych działających w branży produkcji materiałów i usług budowlanych (Bruk-Bet Termalica Nieciecza), IT (Cracovia i Comarch), handlu detalicznym (Korona Kielce i Lewiatan) oraz w przemyśle spożywczym (Sandecja Nowy Sącz i Szubryt).

Artur Rolak

Udostępnij artykuł: