Ujemne stopy procentowe – wielkie straty niemieckich ciułaczy

Finanse osobiste

Niemcy, Brama Brandenburska, Berlin Fot. Pixabay

Jak niemieccy ciułacze stracili 17 mld euro w pół roku - wyjaśnia Włodzimierz Korzycki w korespondencji z Berlina

#ArnoWalter prezes zarządu banku #Comdirect: Niemcy trwonią część oszczędności, zamiast je pomnażać #EBC #OprocentowanieLokat @nbppl @uknf

Niskie oprocentowanie wkładów bankowych przyprawia dziś o ból głowy oszczędzających w wielu państwach Europy. „Zerowe procenty to od dłuższego czasu nasza rzeczywistość” – ocenił dosadnie i skrótowo publicysta dziennika „Die Welt” Frank Stocker. Do tego dochodzi względnie duży wzrost cen. Ekonomiści wyliczyli, że w pierwszym półroczu tego roku każdy Niemiec utracił z tego powodu przeciętnie 205 euro.

Przede wszystkim, a dotyczy to całej strefy euro, minimalny jest procent za pieniądze trzymane na rachunku bieżącym (Tagesgeld), w Niemczech zaledwie 0,02 proc. W innych krajach nieznacznie więcej. Najwyżej w Grecji – 0,09 proc.

Ceny rosną szybciej od oprocentowania

Banki naturalnie przygotowują różne oferty dla pozyskania nowych oszczędzających. Raczej nie są one oszałamiające. Według portalu porównawczego Check24, najlepsza obecnie oferta przy „Tagesgeld” to 0,74 proc. p/a, ale przy….. 100.000 euro. Jeszcze w maju było to 0,95 proc., a wcześniej jeden procent. Tymczasem wzrost cen to ponad dwa procent. Oznacza to przy niezłej lokacie bieżącej realne straty w wysokości około półtora procent rocznie.

17 mld euro straty w pół roku

Jak to wygląda w liczbach absolutnych?  Wyliczył to bank Comdirect i firma konsultingowa Barkow Consulting. Bazując na przeciętnej stopie inflacji oraz oprocentowaniu kwot na rachunkach bieżących i lokat oszczędnościowych, eksperci doliczyli się sumy 17 miliardów euro, jaką w pierwszym półroczu tego roku niemieccy ciułacze utracili z powodu ujemnego realnego oprocentowania swoich wkładów. To właśnie daje 205 euro na jednego mieszkańca, przy czym konkretna strata zależała od tego, ile ktoś ulokował w banku, a ile trzymał w przysłowiowej pończosze.

Zamiast inwestować zanoszą pieniądze do banku

Ekonomiści z pewnym zaskoczeniem odnotowują zachowawcze postawy Niemców. Mimo malejących od lat „zysków” z lokat różnego rodzaju, od początku roku wzrosły one o kilka procent. Tym samym, jak zauważył szef Comdirect Arno Walter, „Niemcy trwonią część oszczędności, zamiast je pomnażać”. Wezwał – nie bezinteresownie, bo jego bank zarabia na operacjach giełdowych – do większego zainteresowania się papierami wartościowymi.

Europejski Bank Centralny (EBC) utrzymuje obecnie zerowe oprocentowanie, a dla banków komercyjnych, które chcą w EBC trzymać swoje aktywa, oprocentowanie wynosi minus 0,4 proc., czyli banki te muszą „dopłacać do tego interesu”. EBC ogłosił w połowie czerwca, że niskie oprocentowanie pozostawi do połowy 2019 roku.

Jeżeli więc oprocentowanie w przyszłym roku wzrośnie, to minie trochę czasu, zanim podniosą je banki komercyjne. Ciułaczom nie pozostaje zatem nic innego, niż pogodzić się ze stratami lub przemieszczać swoje „dzienne pieniądze” (Tagesgeld) od banku do banku, by uchwycić najlepszy akurat procent.

Można naturalnie ratować się lokatami terminowymi (Festgeld). Najkorzystniejsza obecnie w Niemczech to 1,33 proc. na 12 miesięcy oraz 0,95 proc. na sześć miesięcy. Taka lokata też nie równoważy wzrostu cen. Złota też ponoć kupować nie warto. Najlepiej chyba wziąć kredyt i się pobudować. Ale jak dom lub mieszkanie się już ma? Oto dramaty i dylematy posiadaczy dużych pieniędzy.

Udostępnij artykuł: