UKRAINA | Wojna a Gospodarka | Mieliśmy przetrwać dwa tygodnie

BANK 2022/04

Na wypadek wojny bank miał przetrwać dwa tygodnie, tak zapisaliśmy w naszych instrukcjach dotyczących zarządzania kryzysowego. Dziś w trzydzieści parę dni po agresji Rosji na Ukrainę bank działa w miarę normalnie, jeśli za normalne można uznać funkcjonowanie ogromnej instytucji finansowej w czasie, gdy na kraj spadają bomby – mówi Mariusz Kaczmarek, członek zarządu i wiceprezes PrivatBanku, w rozmowie z dr. Przemysławem Barbrichem.

Na wypadek wojny bank miał przetrwać dwa tygodnie, tak zapisaliśmy w naszych instrukcjach dotyczących zarządzania kryzysowego. Dziś w trzydzieści parę dni po agresji Rosji na Ukrainę bank działa w miarę normalnie, jeśli za normalne można uznać funkcjonowanie ogromnej instytucji finansowej w czasie, gdy na kraj spadają bomby – mówi Mariusz Kaczmarek, członek zarządu i wiceprezes PrivatBanku, w rozmowie z dr. Przemysławem Barbrichem.

W Polsce, ale pewnie nie tylko, gdy pojawią się trudne sytuacje kryzysowe w sektorze finansowym, to bankowcy zawsze mówią „Pieniądze klientów są bezpieczne, śpijcie spokojnie”. Mówiliśmy to naszym klientom, gdy rozpoczęła się pandemia i gdy rozpoczęła się wojna w Ukrainie, bo na początku obu wydarzeń i u nas ustawiały się kolejki przed bankomatami. Pan jest wiceprezesem największego ukraińskiego banku, czy powiedziałby pan dziś to samo swoim klientom – wasze pieniądze są u nas w banku bezpieczne?

– To jest bardzo dobre pytanie. Z perspektywy ponad trzydziestu dni wojny nie powiedziałbym TAK. Z bardzo wielu powodów. W momencie rozpoczęcia wojny mieliśmy 7500 bankomatów, 1400 oddziałów – to potężna sieć. Jesteśmy takim ukraińskim PKO BP, tylko większym. W związku z tym u nas kolejki przed bankomatami ustawiły się natychmiast, gdy ludzie poczuli zagrożenie i klienci wypłacali wszystko, co mieli. Dopiero po pewnym czasie Narodowy Bank Ukrainy wprowadził limity wypłat. Przecież wystarczyłyby dwie bomby zrzucone na centrum przetwarzania danych i banku by nie było. Zresztą 26 czy 27 marca mieliśmy strach w oczach, bo komandosi rosyjscy znaleźli się 200 metrów od naszego centrum przetwarzania danych w Dnieprze. Na szczęście nas ominęli, poszli do innego budynku. Gdyby wybrali nas, gdyby nas zbombardowali, to bez względu na to, że środki są gwarantowane, nasi klienci nie mieliby do nich dostępu.

Ciarki przechodzą po skórze po tych słowach.

– Może doprecyzujmy, co to znaczy bezpieczne pieniądze w banku? Pieniądze nie znikną, ale dostęp do nich może zostać ograniczony. Warto jednak podkreślić, że rząd Ukrainy zrobił wiele, żeby zapewnić w miarę płynny dostęp obywateli do ich środków.

Czy teraz ktoś, kto jest we Lwowie może podejść z kartą i wypłacić pieniądze?

– Tak, dokładnie. Są jedynie nałożone limity do 100 000 hrywien dziennie – to sporo. Można robić przelewy, zapłacić za zakupy internetowe czy spłacać kredyt. Nie można jedynie robić przelewów międzynarodowych bez ważnego uzasadnienia – chodzi o to, żeby nie wyprowadzać waluty z systemu. I to jest fenomen, kiedy przygotowywaliśmy się do zarządzania kryzysowego na wypadek wojny, to nie zakładaliśmy, że bank będzie działał dłużej niż dwa tygodnie.

Gdy tworzyliście państwo plany ciągłości działania na wypadek inwazji, to miał pan w głowie „jak to dobrze, że przez dwa lata pracowaliśmy zdalnie w związku z epidemią koronawirusa”?

– Gdyby nie COVID-19, to centrala banku miałaby problem, żeby przeorganizować tak błyskawicznie swój sposób działania. Do dzisiaj 70% z 8000 osób z centrali PrivatBanku pracuje z domu. Gdyby chciał ktoś dzisiaj bombardować centralę, to i tak większość osób jest rozproszonych po Ukrainie. Tak, to prawda, gdyby nie COVID-19, to przestawienie się na pracę zdalną w czasie wojny byłoby bardzo trudne. Czym innym jest utrzymanie sieci oddziałów. Pierwszego dnia wojny otwartych było ponad 600 oddziałów, natomiast wczoraj [rozmowa odbyła się 30 marca – przyp. red.] mieliśmy otwartych 1100 oddziałów. Codziennie ustalamy, w których regionach otwieramy oddziały, lub w których nie możemy otworzyć ze względu na zniszczenia. Dzisiaj jednak rozmawiamy o tym, że musimy za chwilę wrócić do normalnej działalności. To jest szokujące. Świat, który atakowany jest bombami, w którym morduje się swoich sąsiadów, a my mówimy o tym, że musimy wrócić do normalnej działalności. Czyli – obsługujcie klientów, udzielajcie kredytów rolniczych.

Co jest teraz najtrudniejsze?

– Dochodzi jeden czynnik, którego nigdy nikt nie brał pod uwagę, mianowicie stres związany z osobistym ryzykiem przekłada się wśród zarządzających na postrzeganie świata. Stres biznesowy jest rozumiany pozytywnie bądź negatywnie i można sobie jeszcze z nim jakoś radzić. Natomiast jest jeszcze jeden wymiar stresu – zagrożenie fizyczne egzystencji, pana, pana córki czy żony. I w tym momencie ludzie zaczynają inaczej myśleć, inaczej na to reagować, inaczej postrzegać świat. Mam wielki szacunek do Ukraińców, gdyż oni po 2–3 tygodniach w zasadzie dostosowują się do nowego świata.

Gdybyśmy zapytali Polaków o wojnę po tych trzydziestu kilku dniach, to oni pewnie też inaczej ją postrzegają. Na początku każdego dnia po przebudzeniu sprawdzaliśmy, czy Kijów nie został zajęty.

– Dzisiaj portale mają już w nagłówkach ot choćby to, że Polska wygrała mecz ze Szwecją i awansowała do mistrzostw świata w piłce nożnej.

Wróćmy na chwilę do pana przyjazdu do Warszawy. Jedno z pierwszych miejsc, które pan odwiedził to był KNF, chciał pan porozmawiać o tym, jak przenieść dane w bezpieczne chmurowe miejsce w bezpiecznej Unii Europejskiej.

– Tutaj dotykamy fascynującego wątku. Gdy pojawił się stan zagrożenia i odbyliśmy rozmowy z naszym regulatorem, żeby zmigrować dane, produkty bądź usługi do chmury, to długo nie mogliśmy dostać zgody. Zresztą z tym mają problem wszystkie banki w Europie. Dopiero już po rozpoczęciu działań wojennych Narodowy Bank Ukrainy zezwolił na utworzenie backupów dla wszystkich banków w chmurze. Naszemu bankowi zajęło to 6 dni szyfrowanego kopiowania 24/7. To udało się zrobić. Pozostał jednak inny problem – dwa data center, jedno w Kijowie, a drugie w Dnieprze. Oba narażone na fizyczne zniszczenie. Nigdy w swoich planach nie zakładaliśmy bombardowania. Musieliśmy podjąć decyzję, że migrujemy ze ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: