W czasie pandemii koronawirusa jeździmy mniej, więc dlaczego nie mamy tańszych polis OC?

Finanse osobiste

Kobieta za kierownicą w maseczce ochronnej
Fot. stock.adobe.com/Shopping King Louie

Nawet o jedną trzecią mniej za ubezpieczenie auta płacą kierowcy, którzy jeżdżą mniej w okresie pandemii. Firmy uzależniające cenę polisy od liczby przejeżdżanych kilometrów biją rekordy popularności. Rozwiązanie to powszechne w Wielkiej Brytanii, nie jest jednak popularne w naszym kraju. Czy Polacy nie chcą mniej płacić za swoje polisy komunikacyjne?

Powszechne wykorzystanie telematyki w Polsce pozwoliłoby na większe różnicowanie składki, tak by kierowcy, którzy faktycznie jeżdżą mniej i bezpieczniej, mogli znacznie taniej płacić za #ubezpieczenie #OC

Z danych ITS Telematics Solutions wynika, że liczba przejeżdżanych w Wielkiej Brytanii kilometrów spadła w okresie pandemii do ok. 80 procent wartości sprzed jej wybuchu. Z kolei ruch w okresie godzin szczytu zmniejszył się o jedną trzecią. Brytyjska firma ByMiles sprzedająca polisy, w których wysokość składki uzależniona jest przede wszystkim od liczby przejeżdżanych kilometrów – od początku roku zanotowała 75-procentowy wzrost sprzedaży polis. Kierowcy chętnie kupują jej ubezpieczenia, szczególnie w okresie lockdownu, gdy jeżdżą mniej.

– W Polsce brak weryfikowalnych danych o tym, ile naprawdę przejeżdża dany pojazd, tak jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii. Przede wszystkim dlatego, że urządzenia służące do takiej weryfikacji są zbyt kosztowne – mówi Wojciech Rabiej, prezes zarządu Porowneo.pl, porównywarki ubezpieczeń. – W naszym kraju kierowca, wypełniając wniosek o ubezpieczenie dla swojego auta, jedynie deklaruje liczbę rocznie przejeżdżanych kilometrów (możliwość pewnego sprawdzania tych danych w Polsce powstała dopiero w tym roku. Od 15 lutego 2020 roku – po każdej kontroli drogowej i po każdym badaniu technicznym – odnotowywany jest stan licznika pojazdu i podawany do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców) – wyjaśnia.

Czytaj także: Polisy OC i AC: na czym polscy kierowcy tracą najwięcej?

Natomiast w Wielkiej Brytanii możliwe jest stałe monitorowanie tych wartości. Dzięki zainstalowanym w pojeździe specjalnym urządzeniom telematycznym ubezpieczyciele otrzymują informacje o tym, ile i jak jeździ dany kierowca i na tej podstawie wyliczają cenę polisy stosownie do jego faktycznych zachowań na drodze oraz liczby przejechanych kilometrów. Stąd też, w związku z lockdownem i mierzalnym spadkiem pokonywanych dystansów, możliwość obniżania cen ubezpieczeń, dla tych którzy rzeczywiście jeżdżą mniej. Jest to również atrakcyjne rozwiązanie dla młodych oraz dla potencjalnie szkodowych kierowców, zaliczanych przez ubezpieczycieli do grup wysokiego ryzyka. Umożliwia ono bowiem wykazanie ubezpieczycielowi, że jest się naprawdę bezpiecznym i odpowiedzialnym kierowcą wśród innych „czarnych owiec” w swojej grupie.

Skoro również jeździmy mniej, dlaczego nie płacimy taniej za polisy komunikacyjne?

– Pandemia istotnie zmieniła dotychczasowy sposób wykorzystania przez nas pojazdów – przyznaje Adam Bąkowski, prezes Telematics Technologies. – Widzimy istotne różnice w danych o ruchu, który generują użytkownicy systemu NaviExpert. Na bieżąco przyglądaliśmy się kolejnym etapom lockdownu i począwszy od świąt wielkanocnych, gdy spadek ruchu sięgał nawet 53 procent, przez majówkę, gdy obserwowaliśmy średnią długość tras niższą o 30 procent, a skończywszy na wakacjach, w trakcie których wiele osób zrezygnowało z dalekich, zagranicznych podróży – wyjaśnia.

Czytaj także: Jak koronawirus wpłynie na autocasco?

Analiza aktualnych danych pokazuje również, że ruch w dużych miastach jest na niższym poziomie niż rok temu o tej samej porze. Szczególnie widać to dla Poznania, Krakowa, czy Katowic, gdzie średnie czasy przejazdów w godzinach popołudniowych szczytów skróciły się odpowiednio o 8, 11 i aż 26 procent.

OC
Źródło: Porówneo.pl

Jednak towarzystwa w Polsce nie stosują powszechnie narzędzi do weryfikacji, którzy kierowcy faktycznie jeżdżą mniej i bezpieczniej. Choć polisy wykorzystujące rozwiązania telematyczne oferują już Link4, PZU czy Ergo Hestia. Z kolei sami kierowcy nie są przychylni rozwiązaniom telematycznym. Z badań Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego z 2016 roku wynika, że większość z nich nie chce, by ktoś kontrolował, jak poruszają się po drodze (55 proc. badanych), nawet jeżeli w zamian mieliby taniej płacić za ubezpieczenie. Natomiast, ci którzy są skłonni zgodzić się na monitoring swojego stylu jazdy (40 procent) uważają, że w zamian cena ich polisy powinna spaść co najmniej o połowę.

– Tymczasem powszechne wykorzystanie telematyki w Polsce pozwoliłoby na większe różnicowanie składki, tak by kierowcy, którzy faktycznie jeżdżą mniej i bezpieczniej, mogli znacznie taniej  płacić za ubezpieczenie – mówi Wojciech Rabiej, prezes Porówneo. W Wielkiej Brytanii dzięki telematyce i weryfikowalnym danym rozpiętości w składce są znaczne. Dla dwóch młodych kierowców różnica w cenie za to samo ubezpieczenie może przekraczać nawet 40 procent (w Wielkiej Brytanii z telematyki korzystają przede wszystkim młodzi kierowcy. Z danych opublikowanych przez MoneySuperMarket wynika, że ponad połowa kierowców w wieku 17/ 19 lat kupuje ubezpieczenia z telematyką. Dzięki temu ich średnia składka spada z 2339 funtów do 1449 funtów). W Polsce – przy danych, które są możliwe do potwierdzenia – takich różnic nie ma.

– Jest tylko kwestią czasu, kiedy firmy ubezpieczeniowe również w Polsce będą, w standardzie, oferować ubezpieczenie oparte o to jak i ile jeździmy – przekonuje Adam Bąkowski, prezes Telematics Technologies. – Sytuacja powstała w pandemii może stać się istotnym argumentem za tym, aby dotychczas niechętni uwzględnianiu rzeczywistych danych na temat swojego stylu jazdy polscy kierowcy, zaczęli korzystać z możliwości wyliczania niższej składki za ubezpieczenie auta  – dodaje.

Źródło: Porówneo.pl
Udostępnij artykuł: