W nowy rok z garścią obaw

Finanse i gospodarka

Według wstępnych szacunków Ministerstwa Finansów relacja długu publicznego do PKB na koniec 2011 r. była poniżej 54 proc., tym samym budżet na 2013 rok nie będzie musiał być poddany rygorystycznym cięciom wydatków. Tak musiałoby się stać, gdyby wspomniana relacja przekroczyła próg ostrożnościowy 55 proc. i rząd byłby zobowiązany do zrównoważenia budżetu.

Według wstępnych szacunków Ministerstwa Finansów relacja długu publicznego do PKB na koniec 2011 r. była poniżej 54 proc., tym samym budżet na 2013 rok nie będzie musiał być poddany rygorystycznym cięciom wydatków. Tak musiałoby się stać, gdyby wspomniana relacja przekroczyła próg ostrożnościowy 55 proc. i rząd byłby zobowiązany do zrównoważenia budżetu.

Można zatem uznać, iż działania Banku Gospodarstwa Krajowego na rzecz obniżenia kursu złotego na koniec roku przyniosły sukces. Ostatnie dwa tygodnie grudnia przyniosły prawie 3-procentową aprecjację złotego do euro, czego efektem było ustalenie fixingu NBP na 30 grudnia na poziomie 4,4168 EUR/PLN. Za spadek kursu po części odpowiedzialnym był BGK, po części spekulanci próbujący zyskać, antycypując posunięcia polskich władz na rynku walutowym. Potwierdzeniem tych wniosków jest zachowanie złotego tuż po ustaleniu fixingu, kiedy polska waluta zaczęła silnie tracić na wartości w związku z zamykaniem pozycji przez inwestorów przekonanych, że w tym dniu nie uda się już nic "wycisnąć" ze złotego. Przecenę powstrzymała dopiero interwencja Narodowego Banku Polskiego, już druga na przestrzeni dwóch dni, i kurs eurozłotego ostatecznie ustabilizował się wokół 4,46.

Zamknięcie tematu ustalenia fixingu pod przeliczenie długu publicznego oznacza, że pewnego rodzaju obrona wartości złotego przez BGK nie będzie już miała miejsca, przynajmniej nie w takim stopniu jak dotychczas. Na rynki finansowe powróci podwyższona zmienność, a w kolejnych dniach ponownie głównym czynnikiem wpływającym na polską walutę będzie sytuacja w strefie euro i napięcia wokół sytuacji finansowej państw członkowskich.

Niebezpiecznie wysoki koszt finansowania Włoch (rentowności dziesięcioletnich obligacji przekraczają 7,1 proc.) budzi obawy o stabilność finansową unii walutowej, szczególnie gdy Rzym w tym roku planuje pozyskać od inwestorów ok. 450 mld euro poprzez emisję nowego długu. Nad Europą wisi także widmo masowej obniżki ratingów państw Eurolandu w wyniku rozczarowującego rezultatu grudniowego szczytu UE. Choć długotrwałe wyczekiwanie na decyzje agencji ratingowych powoduje, że częściowo obniżka jest już w cenach, to mimo wszystko nie można wykluczyć wystąpienia negatywnego szoku na rynkach finansowych. Niepewność o przyszłość strefy euro będzie miała negatywne przełożenie na notowania złotego (54 proc. krajowego eksportu trafia na rynek Eurolandu), a silne wzrosty kursów mogą być łagodzone jedynie interwencjami NBP. Najczarniejszy scenariusz (rozpad strefy euro) i jego pochodne wydaje się jednak mało realny, zatem prędzej czy później sytuacja powinna ulec uspokojeniu, ale póki to nie nastąpi, rynki czeka kontynuacja przejażdżki górską kolejką.

Pierwszy dzień handlowy nowego roku powinien być relatywnie spokojny. Dziś zamknięte są rynki w Japonii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i USA, stąd płynność będzie ograniczona. W kalendarzu na dziś widnieją jedynie publikacje indeksów aktywności wytwórczej w przemyśle w Polsce (9:00) i strefie euro (9:58). W dalszej części tygodnia z uwagą śledzone będą odczyty indeksów ISM z USA (wtorek dla przemysłu i w czwartek dla usług). Najważniejsze publikacje będą miały miejsce dopiero w piątek: z Niemiec poznamy dynamikę zamówień przemysłowych, z kolei ze Stanów Zjednoczonych napłynie raport o liczbie nowych zatrudnionych.

Konrad Białas
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: