W poszukiwaniu punktu zaczepienia

Finanse i gospodarka

Obecna sytuacja na rynkach finansowych to jedne z najtrudniejszych warunków do inwestowania. Przyznanie Grecji drugiego pakietu ratunkowego spowodowało, że temat ten na moment zszedł z pierwszych stron gazet, a bez gorącego tematu przewodniego, na którym można opierać nadzieje bądź obawy, rynek rozpaczliwie szuka punktu zaczepienia dla nadania nowego kierunku dla trendów.

Obecna sytuacja na rynkach finansowych to jedne z najtrudniejszych warunków do inwestowania. Przyznanie Grecji drugiego pakietu ratunkowego spowodowało, że temat ten na moment zszedł z pierwszych stron gazet, a bez gorącego tematu przewodniego, na którym można opierać nadzieje bądź obawy, rynek rozpaczliwie szuka punktu zaczepienia dla nadania nowego kierunku dla trendów.

 

Z jednej strony sprawa grecka nie przyniosła rozczarowania, toteż nie ma podstaw, aby rezygnować z mini-hossy, jaka panuje na rynkach od początku roku. Ale przedłużający się okres marazmu pozbawiony pozytywnych impulsów rodzi coraz większe zniecierpliwienie wśród inwestorów, którzy mogą być skłonni do realizacji zysków. Patrząc na sytuację techniczną na rynkach akcji (które potrafią być istotnym przewodnikiem do korekty dla pozostałych segmentów rynku finansowego), najważniejsze indeksy w USA i Europie zbliżyły się do zeszłorocznych maksimów, jednak ich przebicie już nie przychodzi tak łatwo.

Takie zatrzymanie rodzi ryzyko korekty rzędu 5-7 proc., ale z psychologicznego punktu widzenia o wiele trudniej jest zawrócić rynek po serii wzrostów niż doprowadzić do odbicia po spadkach. Dlatego też momenty pogorszenia się sentymentu i przeceny aktywów traktowanych jako bardziej ryzykowne (akcje, surowce, waluty rynków wschodzących, w tym złoty) są krótkotrwałe, mimo że z punktu widzenia publikowanych wskaźników gospodarczych rynkowy optymizm może wydawać się przesadzony. W takiej sytuacji o dalszym kierunku dla rynków decyduje jeden element, który przechyli szalę w jedną lub drugą stronę. W środę pierwszy sygnał dały rozczarowujące odczyty indeksów PMI z Eurolandu.

Zarówno indykator dla sektora usługowego i przemysłowego okazały się gorsze od prognoz i utrzymały poniżej poziomu 50 pkt., wskazując na kontynuację pogorszenia aktywności gospodarczej w strefie euro. Szczególnie słabo wypadły dane cząstkowe dla Niemiec - indeks dla przemysłu spadł do 50,1 pkt. z 51 pkt. przy prognozie wzrostu do 51,5 pkt., natomiast indeks dla usług spadł do 52,6 pkt. z 53,7 pkt. i prognozie 54 pkt. Z tego powodu z uwagą będzie dziś obserwowany odczytu indeksu Ifo o godz. 10:00, który mierzy nastroje wśród niemieckich przedsiębiorców. Jeśli i tutaj nie spełnią się oczekiwania poprawy wskaźnika do 108,8 pkt. z 108,3 pkt., wówczas inwestorzy otrzymają kolejny argument do realizacji zysków. Ogólnie rzecz biorąc rynkom przydałaby się korekta, jednak bez odpowiedniego katalizatora nic takiego nie nastąpi.

Polski złoty na razie dobrze odnajduje się w całej tej sytuacji. Od początku lutego notowania eurozłotego, nie licząc dwóch jednorazowych wyskoków, utrzymane są w kanale 4,16-4,21. Polska waluta pozostaje silnie uzależniona od sytuacji na rynkach zewnętrznych, toteż tamtejsza stabilizacja oznacza spokój na rynku krajowym. Przy rosnącym prawdopodobieństwie korekty na szerokim rynku, szanse na osłabienie złotego są wyraźnie większe, niż osiągnięcie nowych maksimów i w średnim terminie odbicie kursów złotowych na północ o 3-4 proc. nie jest wykluczone. Sygnał musi jednak przyjść z zachodu. Dzisiejsze raporty GUS o sprzedaży detalicznej i stopie bezrobocia (prog. odpowiednio 13,8 proc. r/r i 13,3 proc.), podobnie jak większość danych krajowych, nie będzie miała większego wpływu na zachowanie złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: