Ważą się losy odreagowania wzrostów na S&P 500, decydujące będą dane makro

Finanse i gospodarka

Główne amerykańskie i europejskie indeksy kończyły wczorajsze sesje na niewielkich plusach. Jest to wynik nadal małych wolumenów transakcyjnych na największych parkietach obrotu akcjami. Przyczyną bardzo wąskiego trendu bocznego odpowiadają przede wszystkim oczekiwania inwestorów w sprawie kolejnych wydarzeń ekonomicznych.

Jak widać po notowaniach, programy skupu obligacji zarówno w Europie jak i w Stanach Zjednoczonych zostały zdyskontowane. Wiadomo, jakie wielkości środków zostaną zaangażowane, by ratować obie gospodarki. Z tego powodu inwestorzy mogą zacząć reagować na inne napływające informacje, w tym przede wszystkim dane makroekonomiczne.

W mojej opinii bardzo ważne staną się dane określające kondycję rynku nieruchomości w USA. To tu inwestorzy mogą upatrywać się bodźca, który po korekcie może pchnąć główne indeksy na jeszcze wyższe poziomy. Już wczoraj poznaliśmy dobre dane z rynku wtórnego, które wskazały, że liczba transakcji wzrosła. Potwierdzenie wybicia z kilkumiesięcznej stagnacji może być dobrym prognostykiem dla kondycji tego sektora. Pamiętajmy, że sprzedaż nowych domów również wykazuje lepszą dynamikę. Jest to zdecydowanie pozytywny wpływ operacji Rezerwy Federalnej USA (Fed), która pomogła obniżyć stopy procentowe dla kredytów hipotecznych.

Tymczasem rynek otrzymał nad ranem obrazujące aktywność gospodarczą w Chinach dane PMI, które okazały się niewiele lepsze niż poprzedni odczyt. Inwestorów martwi wskaźnik na poziomie 47,8 pkt., który sugeruje warunki recesyjne w chińskiej gospodarce. Dziś tego obrazu dopełnią tożsame odczyty z Europy. Średnia oczekiwań wskazuje na niewielką poprawę perspektyw dla krajów Unii Europejskiej, dane mają kształtować się nadal poniżej magicznej bariery 50 pkt., oddzielającej rozwój od kurczenia się przemysłu i rynku usług.

W okolicznościach, gdy najważniejszymi doniesieniami są dane gospodarcze, nie sposób nie zwrócić uwagi na nowe zasiłki dla bezrobotnych w USA. W poprzednim tygodniu nieoczekiwanie przybyło osób pobierających pierwszy raz zasiłek. W tym tygodniu analitycy spodziewają się mniejszej liczby, bo na poziomie 373 tys. nowych wniosków. Dane wskazują na niejednoznaczne nastroje na rynku pracy, ponieważ wskaźnik krąży między odczytami na poziomie 370-388 nowych wniosków. Drugą równie ważną publikacją będzie indeks Fed z Filadelfii. Poprawa koniunktury w tym okręgu postępuje na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy bardzo powoli. Ważne jest, by dane nie wskazywały ujemnych wartości, ponieważ te świadczą o kurczeniu się przemysłu. Dane powyżej zera zdecydowanie powinny zostać przyjęte z entuzjazmem. Niestety z racji obaw przed spowolnieniem, przedsiębiorcy ograniczają wytwarzanie i starają się zachować dobre wskaźniki określające kondycję firm. Brak ekspansji na nowe rynki zbytu przekładają się na słabsze dane i gorsze perspektywy dla sektora.

W piątek nie zaplanowano istotnych wydarzeń gospodarczych, jednak sesje giełdowe mogą charakteryzować się większą zmiennością. To głównie sprawka „trzech wiedźm”, czyli momentu, gdy wygasają kontrakty terminowe i następuje zmiana serii kontraktów. Większy wolumen na rynku amerykańskim było widać już na ponad tydzień przed tym wydarzeniem, ponieważ inwestorzy powoli przechodzili z serii wrześniowej na grudniową, a także z uwagi na strategię wykorzystywania różnicy w cenach obu serii kontraktów terminowych. Niestety podstawowy wolumen pozostaje niewielki, a rynek amerykańskich akcji, obrazowany wynikami indeksu S&P 500, zdominowany jest przez systemy algorytmiczne, które automatycznie dokonują transakcji.

Patrząc na indeks S&P 500 z perspektywy analizy technicznej, po mocnych wzrostach z końca poprzedniego tygodnia, obraz rynku od poniedziałku niewiele się zmienił. Inwestorzy odreagowują potężny ruch w górę. Warto zauważyć, jak się to odbywa. Przeważnie początek odreagowania zaczyna się od realizacji zysków. Następnie inwestorzy krótkoterminowi widząc nową tendencję zaczynają silniej angażować się spychając ceny jeszcze niżej. Następuje walka między popytem a podażą. Z uwagi na silny trend wzrostowy, pojawia się spora liczba inwestorów, którzy oczekują dalszych wzrostów. Wynikiem tej walki jest określenie kierunku kontynuacji lub odwrotu. Obecnie, istotnym wsparciem, które może powstrzymać dalszą przecenę indeksu S&P 500, są okolice 1440 pkt. Jeśli byki nie zdołają obronić tych pułapów, kolejną szansę da poziom 1415 pkt. Bardzo ważne jest, jak szybko i z jaką siłą byki zareagują, gdy ceny zaczną przyspieszać w dół. Z obserwacji wynika, że powstrzymanie większego impulsu spadkowego kreuje minimum, z którego rozpoczyna się kolejna fala wzrostów. Z drugiej strony, bardzo łatwo byki mogą zostać złapane w pułapkę, gdzie po odreagowaniu spadku, następuje kolejna fala wyprzedaży.

Marcin Niedźwiecki
specjalista rynku CFD i Forex
City Index

Udostępnij artykuł: