Walka o słabe waluty trwa w najlepsze

Komentarze ekspertów

Przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego świadomi, że ostatnie wydarzenia na rynkach finansowych mogą odsunąć decyzję o podwyżce stóp procentowych w USA, a co za tym idzie dłużej umacniać euro, interweniują słownie przeciwko aprecjacji europejskiej waluty. Spekuluje się na temat wydłużenia programu łagodzenia ilościowego poza wrzesień 2016 r. Euro dzięki temu nieco straciło blasku, lecz wrześniowe posiedzenie Fed, przy braku podwyżki stóp, obniżonych prognozach i łagodnym toni wypowiedzi, ponownie zwiększy atrakcyjność wspólnej waluty.

Szybkie przesunięcie kursu EUR/USD z okolic 1,10 do powyżej 1,15 oraz zmieniony na korzyść euro obraz rynku, wywołały natychmiastową reakcję ze strony przedstawiciela Europejskiego Banku Centralnego (EBC), której to instytucji nie na rękę jest wzmocnienie waluty w kontekście utrwalenia ożywienia i przywrócenia inflacji do celu. P. Praet, główny ekonomista Banku, stwierdził wczoraj, że dalszy spadek cen surowców oraz spowolnienie w Chinach stwarzają zagrożenie niezrealizowania prognozy powrotu wskaźnika CPI do celu EBC w założonym terminie. W związku z tym, dodał, nie powinno być wątpliwości w kwestii chęci i zdolności Banku do wzmożenia działań nakierowanych na przywrócenie inflacji do celu, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wypowiedź stała się katalizatorem negatywnych dla euro zmian w środę.

Od początku tygodnia, kiedy nasiliły się tendencje deflacyjne na rynkach finansowych, wzmogły się spekulacje na temat możliwego rozszerzenia skali działań łagodzących w strefie euro. Chodzi przede wszystkim o wydłużenie, zaplanowanego pierwotnie do września 2016 r., programu skupu obligacji (QE). Biorąc pod uwagę historię tego typu programów (w Japonii, USA i Wielkiej Brytanii) europejskie QE nr 2 jest niemal pewne. Jest to nasz bazowy scenariusz. Stąd m.in. utrzymanie prognozy, że przyszły rok będzie okresem dalsze umocnienia dolara w relacji do euro.

Wracając do wypowiedzi Praeta oraz zachowania kursu w krótszej perspektywie, w przyszły czwartek odbędzie kolejne posiedzenie EBC, stąd słowa głównego ekonomisty można do pewnego stopnia odbierać jako wstęp do tego, co wydarzy się za tydzień. Obok decyzji dotyczących polityki pieniężnej (nie nastąpią najpewniej żadne zmiany) opublikowane zostaną także najnowsze projekcje makroekonomiczne. Powszechnie uważa się, że prognozy inflacji będą obniżone. W poprzedniej rundzie zakładano wskaźnik HICP w strefie euro na poziomie 1,8 proc. r/r w 2017 r. Rynek wycenia spore prawdopodobieństwo ujemnej inflacji w połowie przyszłego roku. Długookresowe, rynkowe wskaźniki wciąż “nie widzą” dynamiki cen powyżej poziomu 2 proc. i do końca dekady. Można się spodziewać, że na konferencji prasowej M. Draghi nie powie nic, co wsparłoby notowania euro. Zakładamy łagodne w tonie wypowiedzi podkreślające możliwości i gotowość EBC do zwiększenia skali oddziaływania na rynki i gospodarkę, by osiągnąć założone cele.

Po drugiej stronie oceanu, również nikt ze ramienia władz monetarnych specjalnie nie troszczy się o siłę waluty. Szef oddziału Fed w Nowym Jorku, W. Dudley, zaliczany do gołębiego skrzydła w Federalnym Komitecie Otwartego Rynku, mówił wczoraj o możliwych negatywnych dla amerykańskiej gospodarki implikacjach ostatnich zmian na rynkach i w Chinach. Zauważył, że zwiększają one ryzyka po stronie niższego wzrostu PKB w USA. Choć wypowiedź pojawiła się krótko po publikacji bardzo dobrych danych o zamówieniach na dobra trwałe w lipcu (wzrost o 2,0 proc. m/m przy prognozie spadku o 0,4 proc.), przejściowo zahamowała ona trend aprecjacji dolara do euro podczas sesji w środę. Walka o słabe waluty trwa w najlepsze. Fundamenty dolar ma jednak znacznie silniejsze niż euro i to ona w średnim i długim terminie będzie zyskiwać na wartości.

Damian Rosiński
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: