Na warszawskiej giełdzie tak źle, że może być już tylko lepiej? Odbicie możliwe jeszcze w tym roku

Gospodarka

Kolaż graficzny dotyczący giełdy
Pixabay.com

Wysoki wzrost gospodarczy w Polsce i korzystna koniunktura na amerykańskich giełdach powinny się przełożyć jeszcze w tym roku na wzrost wartości firm na warszawskim parkiecie. Pierwsza połowa roku nie była jednak dla inwestorów korzystna. Pesymizm inwestorów na GPW sięgnął już tak głębokich poziomów, że teraz sytuacja może się odwrócić tylko na dobre.

Pesymizm inwestorów na #GPW sięgnął już tak głębokich poziomów, że teraz sytuacja może się odwrócić tylko na dobre #giełda @GPW_WSExchange

– W tym roku – w przeciwieństwie do poprzedniego – na naszej giełdzie nie radzą sobie żadne segmenty rynku, ani duże spółki, ani średnie, ani małe, wszystkie indeksy spadają – mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor Departamentu Inwestycji w Investors TFI. – W zeszłym roku dzięki hossie na rynkach wschodzących przynajmniej duże spółki radziły sobie bardzo dobrze. W ostatnich tygodniach nastąpił odpływ kapitału z rynków wschodzących, w związku z tym nawet nasze większe spółki z WIG20 sobie nie radzą.

Indeksy giełdowe w dół

Od początku roku indeks największych dwudziestu spółek stracił niemal 13 proc., a od rekordowych poziomów z końca 2007 roku wciąż dzieli go ponad 1700 punktów. Średnie spółki z indeksu mWIG40 poszły w dół o ponad 13 proc., podobnie jak sWIG80. Indeks szerokiego rynku ma wartość o niemal 11,5 proc. niższą niż na początku roku.

– Mniejsze i średnie spółki stały się ofiarą sukcesu polskiej gospodarki. To już było widać w ubiegłym roku, kiedy dane finansowe wskazywały z kwartału na kwartał coraz mniejszą rentowność. Firmy nie są w stanie przerzucić wzrostu kosztów pracy i surowców na swoich klientów, nie są w stanie utrzymać marż z poprzednich lat – wyjaśnia Jarosław Niedzielewski. – Wysoki wzrost polskiego PKB nie przekłada się na zyski w tym segmencie, w którym zazwyczaj się przekładał. W każdym poprzednim cyklu spółki należące do indeksów sWIG i mWIG zachowywały się zdecydowanie lepiej niż duże spółki, rosły ze względu na to, że siła polskiej gospodarki oznaczała też siłę firm.

W pierwszym półroczu 2018 roku zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w ujęciu rocznym o 3,8 proc., natomiast średnie płace zwiększyły się o 7,3 proc. To wyraźnie więcej niż wskazywałby wskaźnik inflacji: ceny towarów i usług wzrosły w tym czasie średnio tylko o 1,6 proc., a według lipcowej projekcji inflacji NBP w całym 2018 roku ceny mają pójść w górę tylko o 1,8 proc. wobec 2 proc. w 2017 roku. Jeszcze w marcu ekonomiści oczekiwali na ten rok wzrostu cen o 2,1 proc.

– To się może zmienić, jeżeli inflacja w Polsce zacznie wracać, pobudzi możliwości zwiększenia marż i przychodów przez te firmy i pokrycia wzrastających wcześniej kosztów – ocenia dyrektor Departamentu Inwestycji w Investors TFI. – Natomiast jeżeli chodzi o całą giełdę i duże spółki, dopóki jest nadzieja na kontynuowanie trendu wzrostowego na amerykańskiej giełdzie, dopóty mamy jeszcze szanse jako polska giełda z tej słabości jakoś wyjść, bo bez hossy na Wall Street niestety za wiele nie zdziałamy.

W przeciwieństwie do warszawskiego parkietu amerykański indeks S&P 500 wciąż jest blisko rekordowych poziomów ze stycznia br., a technologiczny Nasdaq bije rekordy wszech czasów. Nieco niżej niż na początku roku znalazł się Dow Jones, jednak i on od początku lipca odnotowuje trend wzrostowy.

Polska gospodarka ma się za to świetnie

Świetnie ma się także polska gospodarka. Według najnowszych prognoz NBP polskie PKB wzrośnie w tym roku o 4,6 proc., podobnie jak w roku ubiegłym. To wzrost o 0,4 pkt proc. wobec przewidywań sprzed czterech miesięcy. Tylko w I kwartale br. gospodarka urosła o 5,2 proc. Według Jarosława Niedzielewskiego musi to w końcu spowodować wzrost cen na tyle wyraźny, by firmy zaczęły odczuwać poprawę rentowności.

– Mam nadzieję, że inflacja powróci na tyle, żeby tym mniejszym czy średnim spółkom pomóc w odbudowie marżowości. W każdym cyklu to następowało. Wydaje mi się, że powinno to w końcu nastąpić, nawet jeżeli nie na taką skalę jak zazwyczaj. Przy takim wzroście gospodarczym inflację powinno być bardziej widać nie tylko u nas, lecz także na całym świecie – mówi Niedzielewski.

Negatywne nastroje na stołecznym parkiecie odzwierciedlają także obroty: w I półroczu wyniosły one 104,9 mld zł, o ponad jedną czwartą mniej niż rok wcześniej. Najmocniej spadły one w przypadku najmniejszych spółek – o niemal jedną trzecią. Zdaniem Jarosława Niedzielewskiego pora już jednak na odwrócenie trendu.

– Wśród inwestorów pesymizm jest duży, na tyle duży, że może być już tylko lepiej. Liczę na to, że jest to kontrariański sygnał, zazwyczaj tak bywało, że indeksy zaczynały rosnąć i ten pesymizm zmieniał się w optymizm inwestorów. Mam nadzieję, że dokładnie też tak będzie jeszcze w tym roku również na naszej giełdzie – podkreśla Jarosław Niedzielewski.

Źródło: Newseria

Logo Newseria Biznes

Udostępnij artykuł: