Warto przedłużyć nowy rok szkolny

Blogi / Jan Cipiur

Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. Skutki straconego przez pandemię dla uczniów roku szkolnego 2020/2021 wpłyną ujemnie na wzrost gospodarczy, choć ujawnią się nie tak szybko.

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. Skutki straconego przez pandemię dla uczniów roku szkolnego 2020/2021 wpłyną ujemnie na wzrost gospodarczy, choć ujawnią się nie tak szybko.

Trudno je będzie pokazać palcem w komunikatach statystycznych, ponieważ mogą skryć się za innymi czynnikami i procesami zachodzącymi stale w gospodarce, ale nie ulega wątpliwości, że wpłyną na PKB jak wielki obciążnik.

Za takim wnioskiem przemawia nie tylko przytoczona mądrość ludowa, ale także wyniki badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych przez ekonomistów ze szkoły biznesu Wharton Uniwersytetu Pensylwanii w Filadelfii. Opublikowano je w pracy pt. COVID-19 School Closures: Long-run Macroeconomic effects.

Związek poziomu wiedzy społeczeństwa uzyskanej w procesie edukacji z efektywnością w gospodarce jest bezsporny. To był punkt wyjścia do badania. Jego wyniki wskazują, że „niby-nauka” szkolna w długim okresie ograniczeń pandemicznych spowoduje do 2050 roku spadek amerykańskiego PKB nawet o 3,6 proc., a płac godzinowych o 3,5 proc.

Wskaźniki nie działają na wyobraźnię tak, jak liczby bezwzględne. Dla wyobrażenia skali negatywnych skutków można posłużyć się wielkościami obrazującymi stan obecny.

„Niby-nauka” szkolna w długim okresie ograniczeń pandemicznych spowoduje do 2050 roku spadek amerykańskiego PKB nawet o 3,6 proc., a płac godzinowych o 3,5 proc.

W pandemicznym 2020 roku PKB Stanów Zjednoczonych wyniósł prawie 21 bln (21 000 mld) dolarów. Przewidywany ubytek 3,6 proc. z tej wielkości to aż 756 mld dolarów i więcej niż wyniósł rzeczywisty spadek amerykańskiego PKB w 2020 roku.

Czytaj także: Fundusz Odbudowy: wszystkie kraje członkowskie dały zielone światło

Polska nie będzie wolna od negatywnych skutków pandemii w edukacji szkolnej. Wg najnowszych szacunków nasz PKB wyniósł w 2020 roku 2 324 mld zł, a 3,6 proc. hipotetycznej utraty z tej wielkości to ok 86 mld zł, czyli mniej więcej tyle, ile wyniosły wydatki Narodowego Funduszu Zdrowia w 2018 roku.

Podane wielkości nie mają, rzecz jasna, żadnego związku z rzeczywistością ponieważ zostały skalkulowane na bazie obecnej wielkości produktów obu krajów, a w badaniu mowa jest o skutkach do 2050 roku. Jeśli zatem założyć stały wzrost gospodarczy mogą się okazać znacznie, znacznie gorsze, niż te przedstawione na bieżących wielkościach.

Polska nie będzie wolna od negatywnych skutków pandemii w edukacji szkolnej

Z drugiej strony nie ma podstaw do uznania za pewnik, że szacunki ekonomistów z Filadelfii są trafne, i że negatywne skutki w Polsce będą takie same jak w USA. Ale, że tam i tu wpłyną ostatecznie na gospodarkę, to wniosek raczej nie do obalenia.

Chyba, że komuś uda się skutecznie zaprzeczyć twierdzeniu, że bardziej wydajni, ponieważ dobrze wykształceni, pracownicy wytwarzają w jednostce czasu więcej niż pracownicy z mniejszą wiedzą i mniej wydajni.

Czytaj także: W wyniku COVID-19 (prawie) wszyscy jesteśmy dziś Włochami: obraz zadłużenia w Europie

Jest problem, trzeba szukać rozwiązania. Grupa autorów przywołanej pracy uważa zupełnie rozsądnie, że rok szkolny 2021/2022 można wydłużyć o jeden miesiąc. Szacują, że koszt takiego przedsięwzięcia wyniósłby w USA 75 mld dolarów.

Dużo, ale korzyści były znacznie większe. W efekcie spadek PKB w 2050 roku mógłby wynieść 3,1 proc. a nie 3,6 proc. jak w przypadku braku reakcji na niższy poziom wiedzy dzisiejszych dzieci.

Każdy jeden dolar wydany na nieco dłuższą naukę w jednym roku szkolnym daje zwrot w wysokości 16 dolarów.

Wskaźnik uzysku na PKB wydaje się niewielki, ale efekt kumulacji korzyści przez następnych 30 lat mógłby być olbrzymi. Do oceny opłacalności inwestycji używa się metody wartości bieżącej netto (NPV – net present value). NPV z  inwestycji polegającej na jednorazowym, jednomiesięcznym przedłużeniu w USA następnego roku szkolnego to łącznie 1,2 bln (1 200 mld) dolarów w okresie 30 kolejnych lat. W innym ujęciu, każdy jeden dolar wydany na nieco dłuższą naukę w jednym roku szkolnym daje zwrot w wysokości 16 dolarów.

Nic z tego raczej nie wyjdzie. I nie chodzi nawet o pieniądze, znajdą się miliony mamuś i tatusiów, którzy nie pozwolą „skrzywdzić” swych latorośli, zaczną protestować nauczyciele, tabloidy zajazgoczą w nagonce na pomysłodawców, w parlamentach zaczną wydziwiać nad kosztami…

Czy warto byłoby pochylić nad czymś takim w Polsce? Ze wszech miar, ale czytaj poprzedni akapit.

Jan Cipiur,

dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: