Warto wiedzieć. Pasje i Pasjonaci: Pomysł, umiejętności i zaangażowanie

BANK 2020/01

Ranita Sobańska, 4F
Zdjęcia: Archiwum prywatne

Z Ranitą Sobańską – dyrektor kreatywną i członkiem zarządu firmy 4F, główną designerką kolekcji olimpijskich, projektantką, której stroje prezentowano w brytyjskim „Vogue”, właścicielką marki RS – rozmawiał Dariusz Łukawski.

Jak się czujesz jako designer, odpowiedzialny za wizerunek polskich sportowców na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio?

– Teraz czuję dumę, ale pamiętam też początki, które były trudne, stresujące. Gdy zaczynaliśmy współpracę z Polskim Komitetem Olimpijskim, nie do końca miałam świadomość, jak duże to będzie wyzwanie. Przed Igrzyskami Olimpijskimi w Vancouver 2010 pojechaliśmy zaprezentować pierwszą kolekcję w PKOl. Na miejscu było mnóstwo kamer, mikrofonów i dziennikarzy, którzy chcieli zadać nam setki pytań.

Nie wiedziałaś, że takie kolekcje projektują najwięksi z największych?

– Wiedziałam, ale do tego momentu naszych sportowców ubierali światowi giganci i raczej rzadko mówiło się o konkretnym projektancie. Nie było aż takiego zainteresowania prezentacją strojów na igrzyska.

Od 2010 r. jesteście wśród największych projektantów i brandów sportowych.

– Faktycznie. Nagle się okazało, że taki nieopierzony projektant staje w szeregu z najlepszymi. Na igrzyskach każda reprezentacja wychodzi na inaugurację w swoim własnym stroju, każda chce wyglądać jak najlepiej. Na ostatnich Igrzyskach w PyeongChang, 4F było najbardziej widoczne – ubieraliśmy 8 komitetów, czyli najwięcej ze wszystkich marek. I cały świat to oglądał.

A teraz Tokio. 

– Niesamowite jest to, jak człowiek przyzwyczaja się do stresu. Jak zaczynałam, to były nerwy i mnóstwo nieprzespanych nocy. Teraz przygotowujemy kolekcje dla 8 reprezentacji olimpijskich i emocje są zupełnie inne. 

Doświadczenie i rutyna? 

– Wtedy robiłam to z kilkoma osobami, które były jeszcze wyciągnięte od swoich codziennych obowiązków. Teraz jest to 40 osób, które zajmują się wyłącznie projektowaniem kolekcji olimpijskich. Komfort pracy jest dużo większy. 

Trochę urośliście…

– Powiedziałabym nawet, że bardzo. Mam świetny zespół i dużo więcej spokoju. My już dziś jesteśmy przygotowani na Tokio. Oczywiście, najbliższe miesiące będą bardzo intensywne. Kolekcje olimpijskie zaczynamy projektować na dwa lata przed igrzyskami. Już teraz mamy pierwsze wzory na Pekin. Czyli zamykamy Tokio 2020 i równolegle pracujemy nad kolekcjami na Pekin 2022. To daje wyobrażenie o skali przedsięwzięcia. 

Dziś wiesz, co będzie modne za dwa lata? 

– Tak.

Czym różni się projektowanie strojów sportowych od tych na ceremonię otwarcia?

– Na szczęście to się wszystko teraz mocno miksuje. Dziś mam elegancką sukienkę, a do tego sportowe skarpety. Nie ma wyraźnych granic. Do garnituru zakładamy snikersy, do dresów szpilki. Jak zrobimy prezentację tej kolekcji, to stylizacje będą totalnie wymieszane, mix and match. Tak się teraz ludzie ubierają. 

Czy każdy z olimpijczyków przyjeżdża do was jest ważony, mierzony i wtedy szyjecie mu stroje sportowe i galowe?

– Z odzieżą sportową jest łatwiej, bo materiały mają dużą elastyczność. Natomiast faktycznie wyzwaniem są garnitury. Na szczęście komitety coraz częściej odchodzą od klasycznego garnituru, unikają sztywnych uniformów. Nam to sprzyja, bo w 4F mamy coraz więcej rzeczy casual, coraz więcej sprzedajemy lifestyle’u, streetu. Spotykamy się w połowie drogi. 

A zimą?

– Wszyscy potrzebują ciepłych kurtek. W Soczi, gdy siedziałam na trybunach w trakcie ceremonii otwarcia igrzysk, było mi naprawdę zimno. Myślałam wtedy – gdybyśmy nie zrobili puchowych płaszczy dla naszej reprezentacji, to oni by się po prostu przeziębili.

A co czułaś?

– Dumę.

Wyobrażałaś sobie kiedyś, że takie miejsce zajmiesz?

– Nie, nigdy bym sobie tego nie wymyśliła, dlatego chyba jest tak ważne brać to, co życie nam podpowiada. Pojawiając się w 4F, który był właściwie startupem, nigdy nie myślałam, że dojedziemy tak daleko. Że będziemy marką globalną. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Intuicja mi podpowiadała, że to jest dobry kierunek.

Ranita Sobańska

„Nagle się okazało, że taki nieopierzony projektant staje w szeregu z najlepszymi. Na igrzy­skach każda reprezentacja wychodzi na inaugurację w swoim własnym stroju, każda chce wyglądać jak naj­lepiej. Na ostatnich Igrzyskach w ­Py­eongChang, 4F było najbardziej wi­doczne –ubieraliśmy 8 komitetów, czyli najwięcej ze wszystkich marek. I cały świat to oglądał.”

A gdy byliście w kryzysie, co mówiła?

– Działaj. To był trudny moment, w którym firma nie była już mała, ale jeszcze nie była duża. Potrzebowaliśmy zastrzyku gotówki, dofinansowania. Inwestorzy prosili nas: pokażcie taką firmę jak wasza, która łączy casual, ski, fitness. Podajcie jakiś przykład. Nie znaleźliśmy takiej firmy. Jednak stwierdziliśmy, że my wierzymy w naszą koncepcję rozwoju. Nie będziemy jej zmieniać. Wierzyliśmy, że z marki lokalnej, małopolskiej, staniemy się marką ogólnopolską, a potem globalną.

Czy ktoś jeszcze wam uwierzył?

– Tak, w końcu zyskaliśmy inwestora, który uwierzył w naszą opowieść. Pewnie też zobaczył naszą determinację, pasję i potencjał. Grupa Sobiesława Zasady zainwestowała w naszą firmę. Pewnie do tej pory cieszą się z tej decyzji. 

Zapewne. W ilu krajach można kupić wasze produkty?

– W 42 krajach na świecie, na 4 kontynentach.

Bywasz tam, sprawdzasz, monitorujesz?

– Wreszcie nastąpił taki moment, że jako zarząd zaczynamy na to patrzeć strategicznie. Mamy poukładane struktury. Osoby wyznaczające kierunki mają szansę pojeździć, podpatrzeć, zastanowić się. Spędzić trochę czasu w Azji i pomyśleć, jak ten biznes powinien tam wyglądać. I nie tylko tam. Teraz chcemy stać się silną marką globalną. 

Przypomnij sobie dziewczynę po akademii sztuk pięknych, która trafia do tego startupu i mierzy się też z biznesem, nie tylko z kreacją.

– To były trudne momenty. Trudne i ciekawe zarazem, bo pracowaliśmy po kilkanaście godzin na dobę. Byliśmy bardzo zdeterminowani. Wtedy nie miałam rodziny, więc mogłam sobie na to pozwolić. Jak się pojawia dziecko, to taka praca już nie jest możliwa. Ale nie żałuję tego, nie żałuję, że ten czas tak wykorzystałam, bo musiałam przejść przez wszystkie etapy od początku. Na akademii sztuk pięknych nikt nie pokazuje jak wygląda Excel.

Co wtedy brało górę, chęć bycia bizneswoman, czy bycia artystką?

– Chciałam być designerką, projektantką odpowiadającą za całą kolekcję. Za cały wizerunek marki, ale zrozumiałam, że jeżeli chcę naprawdę odpowiadać za ten wizerunek, to muszę zająć się również biznesem. To z decyzji biznesowej wynika, jak ten design ma wyglądać. To jest tak nierozerwalnie związane ze sobą, że dziś wiem, że nie mogę usiąść i powiedzieć: chcę tylko wybierać kolory. 

Starasz się do wszystkiego przygotować. Do negocjacji, do komunikacji, budowy wizerunku?

– Tak. Nie ma dla mnie czegoś, co jest nie do zrobienia. Jeżeli wyznaczę sobie cel, to go osiągnę. Po drodze oczywiście napotykam na trudności, ale je pokonuję, rozwiązuję problemy i idę dalej.

Jesteś w stanie zaplanować strategicznie osiąganie celów na wiele lat?

– Tak. Robię to – tradycyjnie, ręcznie. Zapisuję. Jestem „notesowa”. Uważam, że zapisywanie rzeczy, myśli jest bardzo ważne. Uzupełniając w notesie cele na ten rok, porównywałam je z założeniami na najbliższe trzy lata. W dzisiejszych czasach powinniśmy być bardzo elastyczni i nie trzymać się kurczowo założeń, ale zarys tej wizji, celu, powinien być. Ja wiem, co chcę osiągnąć za 3 i za 5 lat. Taką wizję mam zawsze.

Strategiczne myślenie jest chyba jednym z istotniejszych elementów prowadzenia biznesu?

– Tak. Ja się z tym chyba urodziłam. Mając 6 lat, wiedziałam, że będę projektantką. Idę tam, gdzie czuję, że chcę być. 

A jak cię nie przyjęli na akademię, to miałaś chwile zawahania?

–Nie, właśnie totalnie nie. Wiedziałam, czego mam się nauczyć. Miałam na to rok i rozpisałam zadania na rok, do kolejnej rekrutacji. No i się dostałam. 

Skąd wziął się pomysł własnej marki? 

– To była potrzeba ubrania samej siebie. 

Nikt nie mógł cię ubrać? 

– W Polsce nie widziałam żadnej marki, która łączyłaby elegancję i nowoczesność, żeby to było takie fusion business. Ja jeszcze nie dorosłam do noszenia garsonek. Więc to była potrzeba stworzenia własnej garderoby, a potem wiele osób zaczęło się pytać, co masz na sobie? Teraz już nie pytają. Mam to podpisane: Ranita Sobańska. To jest skrojone dla mnie, z uwzględnieniem moich potrzeb. Jest dużo więcej kobiet, które mają podobne potrzeby.

A czy to nie jest też taka rozrywka?

– Jest. To odreagowanie komercji. W marce RS dość długo nie zważałam na żadne zasady, nie zastanawiałam się, w jakim momencie jest cykl produkcyjny całego świata. I jeżeli była zima, to sobie projektowałam rzeczy na zimę, bo akurat miałam taką ochotę. A jak było lato, to projektowałam na lato. Potem gdzieś mieszałam te projekty, odkładałam.

Czyli totalnie inaczej niż w biznesie.

– Zupełnie. W 4F mamy wszystko zaplanowane. Nie ma takiej sytuacji, że ktoś sobie projektuje to, na co ma ochotę. Tylko to, co jest potrzebne, co dostaje w briefie. Ile ma być kieszeni, jakich kieszeni, z jakimi zamkami, jakie składy materiałowe, wszystko jest przemyślane.

W RS możesz sobie pozwolić na bycie artystką?

– Tak, projektuję ręcznie. Ma to też podłoże rodzinne, bo mogę to robić ze swoją córeczką. Żeby ona nie widziała mnie ciągle przy komputerze. Gdy miała dwa lata, razem rysowałyśmy, wycinałyśmy. Teraz pyta mnie: słuchaj, a dlaczego nie zaprojektujesz czegoś dla Rihanny albo dla Lady Gagi. Dziś ma 8 lat i sugeruje mi, co z moich projektów mogłabym dopasować do tych piosenkarek.

Nie stawiasz sztucznych granic ani dziecku, ani sobie.

– Taki jest dziś świat. Kiedyś zabrałam ją do pracy. Miałam spotkanie biznesowe i jedna z pań zapytała: a czego cię mama nauczyła? Moje dziecko odpowiedziało: żeby pracować z pasją. Byłam bardzo dumna, a tego akurat sobie nie zapisałam w notesie.

Co dalej z marką RS?

– Staram się uporządkować ten projekt. Miały być dwie linie: Vision, bardziej crazy i Fusion, czyli bardziej biznes. Ale przyjaciel podpowiedział mi, żeby wykorzystać moje imię i nazwisko. Tak więc pewnie będzie linia: Ranita, bardziej crazy oraz Sobańska, dla nowoczesnych kobiet biznesu. Chcę to udostępniać online, choć zapewne powstanie jakiś showroom. Myślę też o tym, żeby pokazać swoje projekty w showroomach w Paryżu i w Mediolanie.

Jest jakieś główne przesłanie twoich autorskich kolekcji?

– Działaj. Chcę, żeby kobiety w moich ubraniach czuły energię, moc i po prostu działały.

Masz jakąś potrzebę wspierania kobiet. Przygotowałaś pilota programu „Projekt na Sukces” w TVN Style, w którym jesteś mentorką dla początkujących bizneswoman.

– Wyemitowaliśmy w święta pilota programu, w którym pomagam początkującym, przedsiębiorczym paniom w prowadzeniu własnego biznesu. Chciałabym je zostawić z pełną wiedzą: co, gdzie i jak mają zrobić, żeby odnieść sukces. Chcę dzielić się wiedzą i doświadczeniem. Dlatego oprócz spotkań na planie, przewidziałam też czas na spotkania z dziewczynami już po nagraniach, żeby zostawić je z przekonaniem, że sobie poradzą. 

A gdybyś miała w trzech słowach powiedzieć, co jest ważne w biznesie?

– Pomysł, umiejętności i zaangażowanie.

Udostępnij artykuł: