Warto Wiedzieć. Pasje i Pasjonaci: Rynek właścicieli powoli się kurczy

BANK 2020/03

Z Wojciechem Drzewieckim, założycielem, prezesem i właścicielem Instytutu Badań Rynku Samochodowego SAMAR, przygotowującego analizy i raporty rynkowe, których odbiorcami są wszystkie firmy branży motoryzacyjnej, rozmawiał Dariusz Łukawski.

Wojciech Drzewiecki
Wojciech Drzewiecki, założyciel, prezes i właściciel Instytutu Badań Rynku Samochodowego SAMAR. Fot. Archiwum prywatne

Z Wojciechem Drzewieckim, założycielem, prezesem i właścicielem Instytutu Badań Rynku Samochodowego SAMAR, przygotowującego analizy i raporty rynkowe, których odbiorcami są wszystkie firmy branży motoryzacyjnej, rozmawiał Dariusz Łukawski.

Od ilu lat analizuje pan rynek motoryzacyjny w Polsce?
– Oficjalnie 27, jako firma SAMAR, a nieoficjalnie jeszcze wcześniej prowadziłem takie analizy dla mego ówczesnego pracodawcy, Nissana. Razem…. hm, 30 lat.

Jak wyglądał początek?
– Zatrudniając się w Nissanie, myślałem o innym przebiegu kariery, ale szef, Japończyk, chciał zyskać dane statystyczne o rynku. Jako absolwent politechniki, udałem się do źródła, czyli do GUS-u. To, co otrzymałem, było niedostosowane do jakichkolwiek standardów. Niewiele i nie do wykorzystania.

To był początek lat 90. Pomyślał pan o niszy rynkowej?
– Wtedy były same nisze. Mój szef powiedział mi, żebym zdobył informacje. Na pytanie, gdzie mam ich szukać, usłyszałem, żeby iść do innych marek.

Ucieszyli się? Ujawniali informacje?
– Okazało się, że wszyscy mają ten sam problem. Nie wszyscy chętnie podawali dane, ale najpierw przekonały się firmy japońskie, potem europejskie. Nie wszystkie, bo np. BMW mocno się opierało przed ujawnianiem sprzedaży. Mimo to mogłem przygotować pierwszy raport.

Komuś się to przydało?
– Wtedy powstawało oficjalne Stowarzyszenie Importerów Samochodowych, więc odbiłem na ksero ten raport i rozdałem na spotkaniu. Zacząłem przygotowywać raporty dla całego Stowarzyszenia Importerów.

Czy to był początek własnej działalności?
– Jeszcze nie. Zgłosił się do mnie Ford, proponując do sowitej pensji służbową Sierrę 4×4, to w tamtych czasach był rewelacyjny samochód. Zacząłem pracę dla nich. Zasugerowano mi, żebym założył firmę przygotowującą analizy rynku, równolegle pracując na etacie. Nie zakładałem, że to będzie moje główne źródło utrzymania, tymczasem dziennikarze przychodzili do Forda i rozmawiali nie o ich samochodach tylko o rynku. Szefostwo powiedziało mi, żebym skoncentrował się na badaniu rynku, i to pod własnym szyldem.

Czyli już wtedy, w połowie lat 90., zmonetyzował pan informację, rozpoczynając własny biznes.
– Tak, otrzymywałem informacje od wszystkich importerów, co miesiąc przygotowując raporty rynkowe. Firma zaczęła się szybciej rozwijać, bo mogłem na 100% skoncentrować się na SAMARZE.

Jak pan planował rozwój? Liczba koncernów jest ograniczona, gazet i dziennikarzy też, czym ich zachwycić?
– Nie planowałem rozwoju firmy tylko pod kątem zwiększania dochodów. Najpierw był pomysł na produkt, a pieniądze się pojawiały później. Nie jest to standardowe podejście, ale zawsze finalnie odnosiliśmy sukces. Firmy z zagranicy często podpatrywały, co robimy. Po 6 latach produkowania standardowych analiz, chcieliśmy ­czegoś więcej, pojawiły się nowe urządzenia, technologie, życie zaczęło się cyfryzować.

Najnowszy produkt Autokatalog.pl tak powstawał. Poszedłem do banków z ideą, pomysłem i pierw­szymi projektami. Projekt ma do­starczyć wszelkiej wiedzy klientom zainteresowanym zakupem samo­chodu, poprzez skonfigurowanie, porównanie, dopasowanie finan­sowania, ba, porównanie wizualne poprzez nakładanie sformatowa­nych fotografii. Do tego kalkulatory leasingu, kredytu, wynajmu. Żaden bank nie był zainteresowany. Nie rozmawiałem o pieniądzach. Chodziło o współpracę, dostar­czenie danych, umieszczenie ich w sieci.

Podobnie jak w startupach wygląda poszukiwanie partnerów? Droga przez mękę?
– Najnowszy produkt Autokatalog.pl tak powstawał. Poszedłem do banków z ideą, pomysłem i pierwszymi projektami. Projekt ma dostarczyć wszelkiej wiedzy klientom zainteresowanym zakupem samochodu, poprzez skonfigurowanie, porównanie, dopasowanie finansowania, ba, porównanie wizualne poprzez nakładanie sformatowanych fotografii. Do tego kalkulatory leasingu, kredytu, wynajmu. Żaden bank nie był zainteresowany.

Nie chcieli inwestować?
– Nie rozmawiałem o pieniądzach. Chodziło o współpracę, dostarczenie danych, umieszczenie ich w sieci. Pieniądze miały się pojawić w przyszłości. Ten katalog już za chwilę pozwoli na zakup samochodu w sieci.

<...>

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: