Więcej przeterminowanych kredytów, mniejsza zdolność kredytowa, rosnące wykluczenie finansowe, prezes BIK o najbliższych miesiącach

Czysty zysk / Finanse osobiste

Dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu BIK
Dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu BIK. Źródło: BIK

O rosnącej liczbie kredytów przeterminowanych, zacieśnianiu przez banki polityki kredytowej, malejącej aktywności firm pożyczkowych, rozwoju rynku lombardowego i o problemach z upowszechnianiem rządowych programów Czyste Powietrze i Mój Prąd rozmawiamy z dr. Mariuszem Cholewą, prezesem Biura Informacji Kredytowej.

#MariuszCholewa: Nałożenie mapy rejonów, gdzie Polacy korzystają z pieców węglowych na mapę pokazującą ich profil ryzyka kredytowego, mogłoby [...] pokazać jak dużo osób i gdzie w Polsce wymagałoby wsparcia [...] aby skutecznie zrealizować cele #CzystePowietrze #ZBP @grupabik @NFOSiGW @PZIP_PL

Robert Lidke: Klienci banków mogą korzystać z wakacji kredytowych,  firmy są chronione tarczą finansową, tarczą antykryzysową – te działania osłonowe wkrótce się skończą. Czy można wobec tego spodziewać się, że szybko wzrośnie liczba kredytów zagrożonych?

Mariusz Cholewa: Zdecydowanie możemy się tego spodziewać. W czerwcu w każdej grupie kredytów, w indeksach jakości portfela widzimy wzrost liczby gorzej obsługiwanych zobowiązań.

Kredyty gotówkowe, które weszły w okres przeterminowania powyżej 90 dni w czerwcu 2020 osiągnęły wartość 700 mln złotych, takiej wartości nie było w ostatnich kwartałach. Wcześniej wskaźnik przeterminowanych kredytów minimalnie rósł, potem spadał. Jednak wyniki czerwca pokazały wyraźną zmianę tendencji.

A należy pamiętać, że w czerwcu widać tylko efekt dwóch tygodni lockdownu z drugiej połowy marca. To co wydarzyło się później zobaczymy dopiero w lipcu, sierpniu i kolejnych miesiącach. Jeśli ktoś przestał spłacać kredyt  w kwietniu, to opóźnienie powyżej 90 dni zobaczymy w lipcu, jeśli w maju to efekt widać odpowiednio w sierpniu.

A wiemy, że umowne zawieszenie spłaty zobowiązań, zaoferowane przez banki objęło milion kredytów. Dla ponad 300 tysięcy rachunków te tzw. wakacje się już skończyły. Nie wiadomo, ile osób spośród tych, które skorzystały z tego przywileju powróci do regularnej obsługi swoich kredytów.

Czy prawdą jest, że część firm pożyczkowych, które współpracowały z BIK, wycofuje się ze względów kosztowych z tej współpracy, co oznacza, że do bazy BIK nie trafiają już informacje klientach tych firm?

Rzeczywiście jedna z tarcz antykryzysowych wprowadziła ograniczenia w wysokości kosztów poza odsetkowych udzielanych pożyczek. To spowodowało, że rentowność firm pożyczkowych radykalnie spadła. W efekcie firmy te szukają różnych oszczędności. Jednak my nie widzimy większych ubytków w dopływie informacji od firm z tego sektora.

Wszystkie największe firmy pożyczkowe, które były w BIK nadal w nim są.  I tu obowiązuje zasada wzajemności. Jeśli dana firma pożyczkowa chce sprawdzić Kowalskiego, który ubiega się o pożyczkę, to musi nam przesyłać raporty o swoich klientach. Nie ma takiej możliwości, aby informowanie odbywało się tylko w jedną stronę.

Nawet jeśli sprzedaż firm pożyczkowych spadła, nawet jeśli te firmy koncentrują się tylko na klientach, których dobrze znają, to i tak mają obowiązek raportowania do BIK.

Gdyby się okazało, że firmy pożyczkowe nie raportują do BIK, to powstałby problem systemowy dla wszystkich uczestników rynku.

Faktycznie jest tak, że do BIK spływa mniej informacji z firm pożyczkowych, ale to wynika z faktu, że udzielają mniej pożyczek.

Czy wobec tego, że część firm pożyczkowych wycofuje się z Polski, inne zamrażają swoją działalność, a jeszcze inne pożyczają tylko tym klientom, których dobrze znają  i jednocześnie część banków zacieśnia swoją politykę kredytową nie obawia się Pan, że w Polsce pojawi się wykluczenie finansowe, klienci przesuną się do szarej strefy, że rozwinie się rynek lombardowy?

Oczywiście, że jest takie ryzyko. Nie bez powodu pojawiają się ogłoszenia o tym, że są poszukiwani pracownicy do zarządzania sieciami lombardów.

Trzeba sobie uświadomić, tarcze antykryzysowe pomagają w tej chwili przetrwać firmom najtrudniejszy okres, ale niezależnie od tego ryzyko prowadzenia działalności kredytowej znacząco rośnie.

Sektor finansowy ze względów ostrożnościowych koncentruje się na klientach, których zna, widzi ich historię kredytową. Te osoby, które mają gorszy profil ryzyka będą miały utrudniony dostęp  do finansowania.

Banki będą podwyższały wymogi udzielania kredytów, firmy pożyczkowe też będą ostrożniejsze. To jest zrozumiałe. Jeśli firmy pożyczkowe mają ograniczony przychód, to muszą bardziej odpowiedzialnie zarządzać tymi środkami, którymi dysponują. Poprzednio, kiedy miały wyższe przychody, mogły akceptować wyższe ryzyko.

Jednak to, o czym mówię składa się na „odpowiedzialne pożyczanie”. Problem ten dotyczy raczej mniejszych firm pożyczkowych, gdzie klient wysokiego ryzyka łatwo dostawał pożyczkę. To miało mało wspólnego z odpowiedzialnością, bo taka mała firma pożyczkowa często nie przejmowała się tym, że Kowalski wpada w pętlę zadłużenia.

Wynikało to z faktu, że wysokie marże z nawiązką pokrywały duże koszty ryzyka. Każdy biznes powinien zapewniać odpowiednią rentowność, ale należy zachować pewną odpowiedzialność za to co się robi, czyli pilnować tego, aby klienci nie zadłużali się ponad miarę.

Ostatnie miesiące pokazały, że z usług firm pożyczkowych korzysta 2/3 klientów, którzy już mają jakieś obciążenie w bankach. W rezultacie, ci klienci pozostają już na stałe z firmami pożyczkowymi. 

Firmy pożyczkowe miały być dla klientów, którzy potrzebują pieniędzy szybko i na krótki okres.  Branie pożyczek na dłuższy okres jest zbyt drogie. Takie finansowanie dla przeciętnego konsumenta jest nie do wytrzymania przez dłuższy czas.

Jest to sektor do finansowania krótkoterminowego, a nie długoterminowego. W takim modelu krótkoterminowego i szybkiego finansowania sektor pożyczkowy jest bardzo potrzebny w gospodarce.

Czy zdaniem Pana w sytuacji, w której spora grupa klientów straci możliwość uzyskania finansowania w bankach czy w firmach pożyczkowych, nie powinny pojawić się jakiegoś rodzaju gwarancje ze strony Skarbu Państwa np. na realizację celów, na których państwu szczególnie zależy, m.in. gwarancje dla konsumentów na kredyt służący do zainstalowania paneli fotowoltaicznych, czy na wymianę pieca węglowego na bardziej przyjazny dla środowiska? Wiadomo, że bardzo duża grupa osób, które powinny zmienić system ogrzewania może mieć problem z zaciągnięciem kredytu ze względu na brak zdolności kredytowej czy podwyższony profil ryzyka.

Zdecydowanie, jeśli państwo jest zainteresowane rozwojem zielonej energii w Polsce, to powinno stworzyć takie mechanizmy, które będą wspierały tego typu działania. 

Nie analizowaliśmy sytuacji osób, które posiadają piece węglowe, ale jest możliwe stworzenie odpowiednich map poglądowych z wykorzystaniem geolokalizacji. Np. możemy dość szczegółowo określić profil ryzyka kredytowego osób zamieszkujących dany rejon kraju, dany fragment miasta. 

Przypuszczam, że w samorządach lub w firmach ciepłowniczych można uzyskać odpowiednie informacje, które pozwoliłyby na stworzenie mapy z rejonami, gdzie mieszkańcy korzystają z pieców węglowych. Być może takich informacji mogą dostarczyć regularnie prowadzone pomiary zanieczyszczenia powietrza.

Nałożenie mapy rejonów, gdzie Polacy korzystają z pieców węglowych na mapę pokazującą ich profil ryzyka kredytowego, mogłoby unaocznić skalę problemu. Czyli pokazać jak dużo osób i gdzie w Polsce wymagałoby wsparcia w celu zmniejszenia ich ryzyka kredytowego po to, aby skutecznie zrealizować cele Programu Czyste Powietrze.

Widzimy z naszych danych, że kredyty ratalne, które są przeznaczane na określony cel są dwa razy bardziej bezpieczne od kredytów gotówkowych, a w przypadku zakupu nowego pieca mielibyśmy do czynienia właśnie z kredytem ratalnym.

Myślę także, że w Programie Czyste Powietrze sprawdziłby się leasing konsumencki. W tym przypadku właścicielem nowego systemu grzewczego jest firma leasingowa. Osoba spłacająca dany sprzęt ma tego świadomość i wie, że może go stracić, jeśli zaprzestanie spłaty.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: