Wierzę w Europę

Finanse i gospodarka

O minionym półroczu, szansach i prognozach dla rynku europejskiego opowiada Bartosz Częścik, analityk i zarządzający w Pioneer Pekao Investment Management S.A.

Jak ocenia Pan pierwsze miesiące tego roku? Czy spełniły się oczekiwania analityków?

Najlepiej podsumowują je słowa: stabilnie, ale również zmiennie. I nie ma w tym sformułowaniu sprzeczności. Przewidywalnie zachowywały się np. wiodące rynki europejskie. Znaków zapytania dostarczyły natomiast Grecja czy Rosja. Powody do zadowolenia mogą mieć m.in. inwestorzy lokujący środki na rynku polskim. Po uwzględnieniu kwietniowych wzrostów to był per saldo dobry okres dla polskich akcji. Jeszcze lepiej zachowywały się akcje małych i średnich spółek, których ceny już od ponad pół roku wykazują trend wzrostowy.

Czy wydarzenia pierwszego półrocza dają podstawę do prognozowania kolejnych miesięcy tego roku?

Na pewno nie będzie to prosta prognoza. Generalnie wierzę w Europę. Warto zwrócić uwagę, że w powszechnej opinii dominuje przekonanie, że w ostatniej dekadzie Stary Kontynent radził sobie dużo gorzej niż Stany Zjednoczone. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę trendy demograficzne (wyższy przyrost ludności w USA niż w Europie) i kurs walutowy (od kryzysu finansowego dolar był niedowartościowany w stosunku do euro), okazuje się, że produktywność obu tych gospodarek w tym okresie była bardzo zbliżona.

Czy Europa luzująca obecnie politykę monetarną ma szansę złapać wiatr w żagle?

Z punktu widzenia europejskich spółek najbardziej pozytywną konsekwencją programu Europejskiego Banku Centralnego jest osłabienie wspólnej waluty. Wśród beneficjentów – dużych eksporterów netto – są także polskie spółki. Widać to wyraźnie na GPW: wyniki firm z takich sektorów jak motoryzacja bardzo pozytywnie zaskoczyły. Przewaga, uzyskana dzięki luzowaniu ilościowemu (QE, z ang. Quantitative easing), nie będzie trwać wiecznie. Parytet EUR/USD pozostaje sprawą otwartą. Zależy z jednej strony od lokalnych czynników ryzyka, przede wszystkim rozwoju sytuacji na Ukrainie i w Grecji, ale także tego, kiedy i jak szybko Fed (amerykański bank centralny) zacznie podnosić stopy procentowe.

A co jest największym ciężarem dla Europy w długim terminie?

Niedostateczna innowacyjność. Od czasu ogłoszenia w 2000 roku Strategii Lizbońskiej, zorientowanej na podnoszenie konkurencyjności Unii Europejskiej, dystans Europy do Stanów Zjednoczonych pod tym względem tylko się zwiększył. A dziś musimy porównywać się nie tylko do USA – kolejne hity technologiczne mogą nie pochodzić już z Doliny Krzemowej, ale np. z Chin. Dlaczego Europa jest w tyle? W mojej opinii wynika to przede wszystkim z faktu, że w Unii Europejskiej zbyt wiele spraw próbuje się organizować odgórnie – dotyczy to np. tworzenia miejsc pracy dla młodych ludzi. Przerost biurokracji zawsze sprzyja nieefektywności, dlatego trzeba uwolnić oddolną energię przedsiębiorców. Mam wrażenie, że unijni decydenci też zaczynają dostrzegać ten problem.

Bartosz Częścik
analityk i zarządzający w Pioneer Pekao Investment Management S.A.

Udostępnij artykuł: