Windą w kryzys, w Chinach

Blogi / Jan Cipiur

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Chodząc po schodach groźby kryzysu gospodarczego nie oddalisz, pomyślał sobie chiński premier. Guza możesz za to nabić kryzysowi windą – uznał.

#JanCipiur: Kryzys szczerzy kły, każdy chce dać przed nim dyla, mało komu się uda. Chińczyk próbuje zwiać windą, może to właśnie jest pomysł #COVID19

Z polskiej prasy człowiek się tego nie dowie, więc nic dziwnego, że ta dogorywa. Li Keqiang – szef rządu ChRL ogłosił wiosną, że trzy miliony budynków zbudowanych w biednych czasach ma mieć windy.

Przedsięwzięcie jest jak cielę o dwóch głowach. Jedna duma nad jutrzejszym losem gospodarki nadwyrężonej przez pandemię, druga pamięta, że kraj się zestarzał, a ludziom w sile wieku trudno drapać się po schodach.

Siłę bodźca do gospodarki można z grubsza oszacować w juanach lub dolarach, wdzięczność staruszków będzie natomiast niezmierzona.

Wprawdzie w Chinach nie ma żadnych wyborów w zachodnim stylu, to poparcie ludu dla władz ma znaczenie. Nowe windy też będą zatem trójprzymiotnikowe, nie równe, powszechne i bezpośrednie, za to ekonomiczne, polityczne i społeczne.

Chiny ruszyły się w przenośni i dosłownie po śmierci głównego szefa i tyrana, przewodniczącego Mao. Modernizacja pociągnęła za sobą wielkie ruchy migracyjne.

Kevin Zhang z Illinois State University ocenił, że w ciągu dwóch ostatnich dekad XX wieku w chińskich miastach zamieszkały 222 miliony przybyszów z terenów wiejskich.

Shanghai zawsze był wielkim miastem, w 1982 r. miał niecałe 12 milionów mieszkańców, teraz jest ich tam co najmniej dwa razy więcej. Podobnie jest z Pekinem zamieszkałym obecnie przez ok. 21 mln ludzi, a w 1982 r. przez 9 milionów. Wyliczankę miast Państwa Środka napuchłych jak balony ciągnąć można bardzo długo.

Przyjezdni musieli gdzieś mieszkać, mieszkań nie było, a kraj był jeszcze bardzo biedny.

Budowano zatem bieda-domy spod sztancy, tak jak w PRL, ale gorsze, bo z zasady bez zbytkownych wygód. Miały do 10 pięter i były rzecz jasna bez windy.

Modernizacja ma objąć 3 miliony takich domów. Jeśli przyjąć ostrożnie, że w każdym mieszka średnio 100 osób, i każdy budynek otrzyma jedną windę za jakieś 100 tysięcy dolarów każda, to olbrzymią poprawę komfortu bytowania odczuje jakieś 300 milionów ludzi, czyli aż ponad jedna piąta ludności, zaś impuls inwestycyjny dla gospodarki wyniesie 300 mld dolarów.

Jak na Chiny to mało, ale koronawirus nie nabruździł tam aż tak bardzo jak na Zachodzie. W Stanach PKB spadł w II kwartale w porównaniu z zeszłym rokiem o ok. 9 proc., W Wielkiej Brytanii i Hiszpanii aż o ponad 20 proc.

Chiny cierpią na swój własny sposób – zamiast dynamicznego wzrostu cieszą się wzrostem umiarkowanym, o 3,2 proc. w II kwartale 2020 r. w porównaniu z tym samym kwartałem ubiegłego roku.

The New York Times skąd pochodzi informacja o chińskim programie windowym podkreśla, że nie jest on takim oczkiem w głowie jak całkiem niedawno budowa superszybkich kolei i największej teraz na świecie sieci autostrad.

Przywódca XI Jinping nie raczył dotychczas o nim wspomnieć, podkreślając jedynie potrzebę zaspokajania potrzeb mieszkaniowych starszego pokolenia. Z drugiej strony silne jest poparcie władz bardzo wielu metropolii.

Windom sprzyjać ma też ministerstwo finansów, które ma m.in. na uwadze, że szyby windowe budują małe firmy, co sprzyja zmniejszaniu bezrobocia obliczanego nadal na dziesiątki milionów niedawnych wieśniaków.

Kryzys szczerzy kły, każdy chce dać przed nim dyla, mało komu się uda. Chińczyk próbuje zwiać windą, może to właśnie jest pomysł.

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: