Wiosenne rozmnożenie giełdowych indeksów

Komentarze ekspertów

Zgodnie z zapowiedzią, warszawska giełda wprowadziła od 24 marca dwa nowe indeksy. Pojawił się WIG50, który będzie następcą mWIG40 oraz WIG250, który zastąpi dotychczasowe wskaźniki sWIG80 i WIG Plus. Ta kontynuacja zmian liczby i konstrukcji giełdowych wskaźników koniunktury powinna wyjść inwestorom na dobre, choć jak wskazuje przykład WIG30, nowe indeksy niełatwo zyskują popularność.

Zgodnie z zapowiedzią, warszawska giełda wprowadziła od 24 marca dwa nowe indeksy. Pojawił się WIG50, który będzie następcą mWIG40 oraz WIG250, który zastąpi dotychczasowe wskaźniki sWIG80 i WIG Plus. Ta kontynuacja zmian liczby i konstrukcji giełdowych wskaźników koniunktury powinna wyjść inwestorom na dobre, choć jak wskazuje przykład WIG30, nowe indeksy niełatwo zyskują popularność.

Zwiększająca się wciąż liczba spółek, których akcje notowane są na warszawskim parkiecie wymusza zmiany w konstrukcji indeksów, które wprowadzone zostały wiele lat temu. Z czasem przestały w sposób adekwatny pełnić swoją rolę, czyli odzwierciedlać koniunkturę w poszczególnych segmentach rynku. Indeksową rewolucję rozpoczęło wprowadzenie we wrześniu ubiegłego roku WIG30, który z czasem ma zastąpić najbardziej dotąd popularnego poprzednika, grupującego dwadzieścia największych spółek.

Marcowe zmiany są więc kontynuacją tego procesu. mWIG40, wyliczany od 1997 r., zostanie w grudniu 2015 r. zastąpiony przez WIG50, czyli rozszerzony wskaźnik średnich firm. Do tego czasu oba wskaźniki będą publikowane równolegle, podobnie, jak dzieje się to w przypadku WIG20 i WIG30. Prawdopodobnie więc do czasu ostatecznej finalizacji tej zmiany, inwestorzy wciąż będą większą uwagę zwracać na "stary" mWIG40, a nowemu przyglądać się z umiarkowanym zainteresowaniem, podobnie, jak ma to miejsce w przypadku obu wskaźników największych spółek. Z tego punktu widzenia trudno mówić o rewolucji. Jednak w przypadku mierników giełdowej koniunktury zbyt radykalnie wprowadzane zmiany nie byłyby pożądane. Szczególnie jeśli w oparciu o indeksy funkcjonują instrumenty pochodne, czyli przede wszystkim kontrakty terminowe. W takim przypadku zmiany mają nie tylko charakter ilościowy i techniczny. Ich konsekwencje dotyczą bowiem strategii inwestorów, którzy korzystają z instrumentów pochodnych. A kontrakty na WIG20 należą do najbardziej popularnych, już nie tylko wśród graczy indywidualnych, ale także instytucjonalnych, zarówno polskich, jak i zagranicznych, a więc mają znaczenie dla realizowanych przez nich strategii.

O wiele łatwiej dokonać zmian w pozostałych indeksach, które pełnią rolę wyłącznie informacyjną, choć i tu należy brać pod uwagę, że ich wskazania są wykorzystywane choćby do ustalania bazy odniesienia, czyli benchmarku dla funduszy inwestycyjnych i zarządzających aktywami. Ze zmian niemal zawsze niezadowoleni są ci inwestorzy, którzy w podejmowaniu decyzji posługują się analizą techniczną. Rozszerzenie składu indeksów z pewnością jest za to na rękę zarządom i akcjonariuszom wielu spółek, które mają szansę znaleźć się w stawce wskaźnika odpowiedniego segmentu rynku. Obecność walorów w indeksie zwiększa na ogół płynność handlu nimi oraz podnosi ich atrakcyjność wśród różnych grup inwestorów, choć oczywiście decydujący wpływ na tę drugą cechę ma efektywność działania firmy i perspektywy jej rozwoju.

140328.rozmrozenie.550x

Szczególnie interesująca jest zmiana dotycząca segmentu średnich firm. Można przypuszczać, że zwiększy ona jego popularność wśród wszystkich grup uczestników rynku. WIG50, w porównaniu do wskaźnika grupującego 30 największych spółek, ma bowiem tę zaletę, że odzwierciedla reprezentację znacznie większej liczby sektorów gospodarki oraz jest bardziej zdywersyfikowany, co oznacza, że wpływ zmian kursów przedstawicieli dominujących branż nie jest aż tak duży, jak w przypadku WIG30, czy szczególnie WIG20. Ta cecha pozwala na bardziej adekwatne odzwierciedlanie sytuacji zarówno na rynku giełdowym, jak i w gospodarce. W nowym wskaźniku wciąż dominujące znacznie mieć będą banki, jednak ich udział spadnie w porównaniu do mWIG40 z niemal 26 proc. do niespełna 20 proc. Znaczny, przekraczający 9 proc. wpływ na wartość wskaźnika mieć będą spółki branży elektromaszynowej. Wolna za to będzie on od silnych koniunkturalnych wahań notowań firm surowcowych, które przez wiele miesięcy ciążyły indeksowi blue chips. Niemal dwukrotnie większy niż w mWIG40, będzie udział energetyki. Sięgnie on 8,5 proc., mimo że nie wzrośnie liczba przedstawicieli tej branży. Miejsce Enei zajmie większa Energa, której towarzyszyć  ZE PAK. Sporą, około 7 proc. reprezentację będzie mieć handel, choć zmniejszy się on z 16,5 proc. w porównaniu do mWIG40, z uwagi na awans LPP do grona największych. Wzrośnie za to liczba firm handlowych w nowym wskaźniku.

W przypadku debiutujących indeksów inwestorom przyjdzie więc powoli oswajać się z nimi i porównywać ich zachowanie z równolegle publikowanymi starymi wskaźnikami oraz czekać na pełne ujednolicenie indeksowego zestawu. Patrząc na wykresy mWIG40 i wyliczonych przez warszawską giełdę historycznych wartość WIG50, widać, że oba wskaźniki co do tendencji zachowują się identycznie. Jednak większą, sięgającą 33 proc. dynamiką, licząc od początku 2013 r., charakteryzuje się mWIG40. Teoretycznie wyliczony WIG50 zwiększył w tym czasie swoją wartość o 24 proc.

Roman Przasnyski
Open Finance

Udostępnij artykuł: