Wiosną powiało z USA

Komentarze ekspertów

Inwestorzy obawiali się słabych danych z amerykańskiego rynku pracy. Tymczasem te okazały się lepsze od prognoz. Zyskał dolar, a ucierpiały giełdy.

W lutym zatrudnienie w amerykańskim sektorze pozarolniczym wzrosło o 175 tys., po tym jak miesiąc wcześniej wzrost ten sięgnął 129 tys., a w grudniu było to 84 tys. Dane okazały się lepsze od prognoz. Rynkowy konsensus kształtował się na poziomie 150 tys. Chociaż spora cześć uczestników rynku i te prognozy uważała za zawyżone. Na plus przemawia też rewizja w górę danych o zatrudnieniu z ostatnich dwóch miesięcy o łącznie 25 tys.

Dane o zatrudnieniu, których pozytywnej wymowy nie przysłonił wzrost stopy bezrobocia do 6,7% z 6,6%, zostały odczytane jako sygnał powrotu gospodarki amerykańskiej do normalnej aktywności po zadyszce spowodowanej bardzo mroźną zimą. Rynek już teraz spekuluje, że marcowy raport może przynieść wzrost zatrudnienia powyżej 200 tys. W tej sytuacji nie może być mowy o jakimkolwiek wyhamowaniu przez Fed procesu ograniczania miesięcznych zakupów obligacji w ramach programu QE3. Wręcz przeciwnie. Zwraca się uwagę, że w lutym płaca godzinowa podskoczyła w górę o 9 centów, co jest najwyższym wzrostem od czerwca 2013 roku. Miesięczny wzrost płac sięgnął 0,4% i był dwukrotnie wyższy od prognoz. W relacji rocznej był to natomiast wzrost o 2,2%. Wzrost płac skłania do oczekiwania, że w przyszłości Fed nawet mógłby zwiększyć skalę ograniczania QE3.

Dane z rynku pracy przyćmiły inny raport z USA jaki został dziś opublikowany. Mianowicie styczniowe dane nt. bilansu handlowego. One też były dobre. Deficyt sięgnął 39,1 mld USD i był nieco wyższy od prognoz. Dobrą informacją jest jednak to, że styczeń przyniósł zarówno wzrost eksportu, jak i importu.

Lutowa poprawa na rynku pracy pozwala wierzyć, że spowodowana atakiem mroźnej zimy zadyszka amerykańskiej gospodarki była jedynie chwilowa i wiosna przyniesie ożywienie. W tej sytuacji nie dziwi wzrost rynkowych stóp procentowych. Co ciekawe, dziś spread pomiędzy 10-letnimi obligacjami USA i Niemiec rozszerzył się najmocniej od połowy 2006 roku. To mocny prodolarowy sygnał.

Oczekiwana poprawa koniunktury w USA i perspektywa dalszych cięć QE3 wsparła notowania dolara. I tak kurs EUR/USD, który w oczekiwaniu na słabe dane wzrósł do 1,3915, poziomu nieoglądanego od października 2011 roku, spadł do 1,3860 dolara. Spadek ten nie neguje jeszcze wygenerowanych w czwartek sygnałów kupna (efekt braku poluzowania polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny) i nie zamyka wspólnej walucie drogi do psychologicznego poziomu 1,40 dolara. Takim sygnałem będzie dopiero powrót poniżej 1,38 dolara.

Rynek akcji spojrzał na dane z USA nie na jako sygnał powrotu ożywienia w gospodarce, ale na jako sygnał do szybszego ograniczania QE3. Ta interpretacja pociągnęła w dół giełdowe indeksy.

Pogorszenie klimatu inwestycyjnego na giełdach i umocnienie dolara odbiło się negatywnym echem w notowaniach złotego. Polska waluta osłabiła się. O godzinie 17:40 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2035 zł, USD/PLN 3,0310 zł, a CHF/PLN 3,4485 zł.

W przyszłym tygodniu nie ma tak ważnych publikacji jak dzisiejsze dane z amerykańskiego rynku pracy, wczorajsze posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii. Nie powinno być też drugiego tam mocnego wydarzenia, jakim była Ukraina i Krym. Jednak potencjalnych impulsów nie będzie brakowało. Uwaga inwestorów będzie się koncentrowała na serii danych z Chin, danych o produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii i strefie euro, czy sprzedaży detalicznej i inflacji PPI w USA.

Inną ważną zmianą będzie weekendowa zmiana czasu z zimowego na letni w USA i Kanadzie, przez co sesje w tych krajach będą rozpoczynać się o godzinę wcześniej. Wcześniej niż zwykle będą też publikowane dane makroekonomiczne.

Marcin Kiepas,
Admiral Markets

Udostępnij artykuł: