Wojna handlowa: Trump ma trochę racji

Wydarzenia

Donald Trump
Fot. Pixabay.com

Prezydent USA z pewnością jest w błędzie, gdy twierdzi, że ogromny deficyt w handlu zagranicznym USA wynika z nieuczciwych praktyk partnerów handlowych. Trudno jednak nie przyznać mu racji, że różne kraje stosują ukryte lub jawne subsydia, taryfy celne i bariery pozataryfowe, które utrudniają handel międzynarodowy

#WitoldGadomski: #Wojna handlowa, którą wypowiedział #Trump może być dobrą okazją do kolejnej rundy negocjacji i ustalenia bardziej uczciwych zasad światowego handlu. Może jednak również doprowadzić do fali protekcjonizmu, ze szkodą dla światowej gospodarki #WTO

Wypowiedzieli się na ten temat dwaj niemieccy eksperci w dziedzinie handlu międzynarodowego, związani z monachijskim think tankem Ifo Institute Martin Braml i Gabriel Felbermayr. W tekście „Wojna handlowa i jej konsekwencje. Czy koniec WTO” ostrzegli, że od reakcji Unii Europejskiej na cła, narzucone przez Trumpa  zależeć może przyszłość Światowej Organizacji Handlu (WTO). Jeżeli UE zamiast arbitrażu, przewidzianego przepisami WTO podejmie działania odwetowe, może to doprowadzić do rozpadu WTO, a przynajmniej do obniżenia znaczenia tej organizacji.

Czy WTO przetrwa?

Głównym zadaniem Światowej Organizacji Handlu, powstałej w 1995 roku jako kontynuacja Układu Ogólnego w Sprawie Taryf Celnych i Handlu (GATT),  jest liberalizacja międzynarodowego handlu dobrami i usługami. Kolejne rundy rokowań doprowadziły do znacznej redukcji ceł. Członkowie WTO udzielają sobie nawzajem klauzuli największego uprzywilejowania, czyli zobowiązują się do niedyskryminowania towarów z innych krajów członkowskich. Godzą się na rozstrzyganie sporów przed arbitrażem, przestrzegania praw własności intelektualnej, nie stosowania jawnego lub ukrytego dumpingu.

W sprawie protekcjonizmu – nikt nie jest bez winy

Średnie stawki celne są  takie same w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Unii Europejskiej, co oznacza, że ​​większość towarów napływających do tych krajów jest obciążona niskim cłem, poniżej 5 %, a wiele w ogóle nie jest obciążonych. Ale Trump ma rację, że niektóre grupy towarów  napotykają na wysokie bariery wejścia.

Unia Europejska prowadzi politykę rolną niezgodną z zasadami WTO. Jak piszą niemieccy ekonomiści „rezultatem jest 70-procentowe cło przywozowe na wołowinę i 26-procentowe cło na wieprzowinę. Europejscy konsumenci płacą za ten protekcjonizm rachunek w postaci cen żywności o 17 % wyższych niż na rynkach światowych”.

Z kolei Kanada nakłada 270-procentowe cło na amerykańskie mleko, co wypomniał amerykański prezydent na Twitterze. Przez wiele lat amerykańscy farmerzy omijali tę barierę, sprzedając mleko podwójnie filtrowane, które nie podlegało restrykcjom, ale przed kilku miesiącami rząd Kanady zmienił przepisy, hamując dopływ mleka z USA.

Amerykanie mają też słuszne powody, by narzekać na handel z Chinami, które łamią przepisy, dotyczące własności intelektualnej, a w dodatku utrzymywały przez wiele lat sztucznie zaniżony kurs swojej waluty, co było rodzajem dumpingu.

Wiele krajów europejskich dotuje energię odnawialną, z kolei w USA stosowane są mniej restrykcyjne przepisy, dotyczące emisji CO2, co obniża koszty.

Wojna handlowa, wypowiedziana przez Trumpa może być dobrą okazją do kolejnej rundy negocjacji  i ustalenia bardziej uczciwych zasad światowego handlu. Może jednak również doprowadzić do fali protekcjonizmu, ze szkodą dla światowej gospodarki.

Udostępnij artykuł: