Wojny walutowe

Polecamy

Wywiad z Johnem J. Hardy’m, dyrektorem ds. strategii rynków walutowych w Saxo Bank.

Wywiad z Johnem J. Hardy’m, dyrektorem ds. strategii rynków walutowych w Saxo Bank.

Czy może Pan krótko wyjaśnić, jak zaczęła się wojna walutowa?

Nie jest to wojna "wypowiedziana" jako taka - grzeczną wersją tego terminu jest "konkurencyjna dewaluacja", ale sformułowanie "wojna walutowa" przyjęło się odkąd w 2010 roku użył go brazylijski minister finansów. W wojnie walutowej chodzi o zdewaluowanie własnej waluty, tak by uzyskać korzyść ekonomiczną w stosunku do sąsiadów, ponieważ koszty produkcji i pracy stają się na rynku globalnym bardziej konkurencyjne. Ryzyko jest takie, że inflacja również rośnie. Wielu postrzega lata 30. ubiegłego wieku jako okres nieco podobny do chwili obecnej, gdyż historycy gospodarki zauważyli, że kraje, które zdewaluowały swoją walutę jako pierwsze, uniknęły najgorszych skutków wielkiego kryzysu - szczególnie Wielka Brytania i Japonia.

Jak Pan sądzi, dokąd zmierzamy w wojnie walutowej?

Z oświadczenia grupy G20 jasno wynika, że w chwili obecnej wspólnota międzynarodowa bardziej obawia się wpływu wrogiej retoryki poszczególnych krajów na zaufanie rynku: uznaje się, że gdy raz kraj zaangażuje się w retoryczne batalie wojny walutowej, może zaistnieć ryzyko jej przeobrażenia w coś gorszego, jak np. protekcjonizm handlowy i realny konflikt gospodarczy, albo i gorzej. Jednak agresywność Japonii może zainspirować inne kraje do podjęcia podobnych kroków lub do obrony samych siebie przed skutkami polityki japońskiej - zwłaszcza jeśli gospodarka Japonii odnotuje znaczną poprawę, a popyt globalny pozostanie stosunkowo słaby. W przypadku Azji jest to najciekawsza rzecz, którą trzeba obserwować. Co do innych głównych rozwiniętych gospodarek, to Wielka Brytania jest zadowolona, że jej polityka sprzyja słabości funta, natomiast USA od lat są głównym zwycięzcą w grze w konkurencyjną dewaluację, bezpośrednio dzięki polityce Fedu. Europa zostaje w tyle, ponieważ jądro UE (głównie Niemcy) obstaje przy twardym pieniądzu, a EBC nie potrafi działać tak, jak to czynią BoE, BoJ i amerykańska Rezerwa Federalna. Tak więc Europa w tej chwili z pewnością przegrywa w grze dewaluacyjnej ze względu na silne euro, co wkrótce, jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, może przynieść bolesne skutki.

USA, UE i Japonia w najlepsze drukują pieniądze - jak Pan sądzi, jak może to wpłynąć na inne kraje, które tego nie robią?

To bardzo dobre pytanie, ponieważ drukujący pieniądze w rzeczywistości nie przejmują się tak bardzo sobą nawzajem, dopóki dewaluacja walut przebiega stosunkowo "grzecznie"; ale gospodarki rynków wschodzących przechodzą trudny okres, ponieważ mimo woli muszą do pewnego stopnia importować politykę głównych rozwiniętych gospodarek - inaczej ryzykują poważne umocnienie się ich walut; trudno im jest też kontrolować własną politykę pieniężną wobec napływu kapitału do ich krajów, przyciąganego korzystnymi, wysokimi stopami procentowymi.

Czy sądzi Pan, że kraje niezaangażowane w wojny walutowe spotkają się z trudnościami eksportowymi, gdy kurs waluty pójdzie w górę w stosunku do innych głównych walut?

Tak, dla gospodarek wschodzących jest to zasadniczo sytuacja, w której każda opcja przegrywa: jeśli waluta pozostanie silna, zaszkodzi konkurencyjności, a z kolei eksport może być słaby zarówno ze względu na słaby popyt, jak i wycenę w słabnącej obcej walucie. Z drugiej strony gospodarki rynków wschodzących są narażone na ryzyko z powodu wojen walutowych, ponieważ w warunkach słabego globalnego apetytu na ryzyko uczestnictwo staje się dla nich trudne - zwłaszcza dla tych krajów, które mają znaczny deficyt na rachunku bieżącym, jeśli od tego momentu globalna gospodarka będzie słabnąć. Ponieważ w takim przypadku waluty mogą nieco słabnąć, niekoniecznie stanie się to z powodu akomodacyjnej polityki pieniężnej, ale raczej z powodu wycofywania się kapitału zagranicznego z tego kraju, co oznacza, że banki centralne być może będą musiały utrzymywać dosyć rygorystyczną politykę, aby zapobiec ryzyku inflacji lub kryzysu walutowego. Dostajemy więc słabą walutę bez jakichkolwiek płynących z tego korzyści.

Czy sądzi Pan, że istnieje jakieś lekarstwo lub środek zaradczy, albo jakiś inny rodzaj działania, które można by podjąć wobec niekończących się wojen walutowych w najbliższej przyszłości?

Ta kwestia ma trzy aspekty, trochę ze sobą powiązane: po pierwsze, musielibyśmy położyć kres globalnym brakom równowagi (Azja musi przestawić się na większą konsumpcję i mniejszą zależność od eksportu, natomiast USA powinny postąpić odwrotnie). To się w pewnym stopniu dzieje, ale przed nami jeszcze długa droga. Po drugie, musimy na skalę masową zredukować ogromne pokłady globalnego długu państwowego, a nawet prywatnego. W tej kwestii nawet jeszcze nie zaczęliśmy nic robić, choć są miejsca, w których dług sektora prywatnego zmalał znacząco (Japonia) lub trochę (USA). Dopóki będziemy mieć ten problem z długiem, jednym z narzędzi, po które decydenci polityczni będą stale sięgać, będzie dewaluacja. Wreszcie mamy gospodarkę globalną, która jest słaba po stronie popytowej - częściowo z powodu kosztów całego długu wynikłego z supercyklu kredytowego, który zaczął się kończyć w 2008 r.

Szefowa MFW C. Lagarde określiła niedawno kwestię wojny walutowej jako "przesadnie rozdmuchaną" - czy zgadza się Pan z tym?

Absolutnie nie - jest to ogromne zagrożenie. Z pewnością tak długo, jak będziemy świadkami jedynie "konkurencyjnej dewaluacji", która nie przejdzie na następny poziom, będzie to powodować jedynie większy dyskomfort tu i ówdzie; trzeba jednak obserwować, czy w którymś momencie wojna walutowa nie przeradza się w wojnę handlową - ponieważ w dalszej kolejności czekają nas znaczne szkody dla gospodarki, a nawet w ostateczności prawdziwa wojna.

John J. Hardy, dyrektor ds. strategii rynków walutowych

John Hardy urodził się w Teksasie i skończył University of Texas at Austin z wyróżnieniem. W Saxo Bank pracuje od 2002 r.; zajmował różne stanowiska w działach FX Strategy i Asset Management. Obecnie pracuje z biura w Londynie jako dyrektor ds. strategii rynków walutowych.

Jego popularna i często cytowana codzienna rubryka FX Update ma wielu stałych czytelników; dociera ona do klientów Saxo Bank, prasy i traderów. John jest regularnym gościem i komentatorem w sieciach telewizyjnych takich jak CNBC, CNBC Arabia i Bloomberg.

Oprócz prowadzenia własnej rubryki i wystąpień w mediach, John regularnie pisze także okolicznościowe komentarze dotyczące głównych walut, polityki banków centralnych, trendów makroekonomicznych i innych wydarzeń.

John Hardy może komentować sprawy związane z rynkiem walutowym i głównymi klasami aktywów z perspektywy makro.

Udostępnij artykuł: