Wybory w Niemczech: trzęsienia ziemi na rynkach nie będzie, dobre perspektywy dla branży IT i energii odnawialnej

Gospodarka

Wybory w Niemczech 26 września nie powinny zachwiać rynkami, a ewentualne spadki na giełdach będą krótkotrwałe – wskazują analitycy. W ich ocenie, niezależnie od wyników wyborów, najbardziej zyskają takie sektory jak produkcja półprzewodników i energii odnawialnej.

Niemcy na mapie
Fot. PAP / Lech Muszyński

Wybory w Niemczech 26 września nie powinny zachwiać rynkami, a ewentualne spadki na giełdach będą krótkotrwałe – wskazują analitycy. W ich ocenie, niezależnie od wyników wyborów, najbardziej zyskają takie sektory jak produkcja półprzewodników i energii odnawialnej.

W wyścigu wyborczym o zwycięstwo w wyborach 26 września liczy się sześć największych partii: chadecki sojusz CDU/CSU, socjaldemokratyczna SPD, Zieloni, liberalna FDP, skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) i Lewica (Die Linke). Przy tworzeniu powyborczych scenariuszy branych pod uwagę jest tylko pięć partii, bowiem wszystkie największe partie wykluczyły możliwość uformowania rządu z udziałem AfD.

Socjaldemokraci są obecnie częścią rządu koalicyjnego kierowanego przez kanclerz Angelę Merkel, która odchodzi z urzędu po 16 latach kierowania największą gospodarką Europy. Centrolewicowa SPD od sierpnia odnotowuje największy wzrost popularności w sondażach.

Rządu większościowego nie będzie?

Sondaże przedwyborcze wskazują jedynie, że zwycięzca wyborów nie będzie w stanie utworzyć rządu większościowego, ale znacznie mniej pewne jest to, które partie stworzą koalicję. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest powołanie rządu składającego się z trzech ugrupowań.

Czytaj także: Wybory w Niemczech: jak mogą wpłynąć na gospodarkę Polski i świata?

Według opublikowanych w czwartek wyników sondażu dla magazynu „Focus" przeprowadzonego przez pracownię Kantar, prowadząca SPD traci w porównaniu z poprzednim tygodniem 1 pp. i ma 25 proc. poparcia, a goniąca ją Unia CDU/CSU zyskuje 1 pp. i osiąga wynik 21 proc. Również partia Zielonych traci 1 pp. i ma teraz 16 proc. Skrajnie prawicowa AfD także spada o 1 pp., do 11 proc. Liberalna FDP pozostaje na poziomie 11 proc., a Lewica poprawia swój wynik o 1 pp. do 7 proc.

W badaniu poparcia dla kandydatów na kanclerza Olaf Scholz z SPD wyraźnie wyprzedza swoich konkurentów. Według sondażu telewizji ZDF, 48 proc. wyborców chciałoby, aby to on został kanclerzem. Za kandydaturą Armina Lascheta z CDU/CSU opowiada się 22 proc., a za Annaleną Baerbock z Partii Zielonych 15 proc.

Wpływ wyborów na rynki

Analitycy nie sądzą, aby niedzielne głosowanie poważnie wpłynęło na rynki finansowe. Koalicja skłaniająca się ku lewicy może jednak lekko podnieść rentowność bundów i zaciążyć na wycenach akcji ze względu na perspektywę wyższych podatków i płacy minimalnej, a także surowsze przepisy środowiskowe dla korporacji.

W ocenie analityków JPMorgan, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest uformowanie centrowej koalicji po wyborach, co nie powinno mieć znaczącego wpływu na rynki.

Ryzyko negatywnego obrotu spraw dla rynków akcji strefy euro po wyborach jest niewielkie.

"W przypadku dojścia do władzy lewicy, wyceny na giełdach nie powinny zostać nadszarpnięte, a ewentualne spadki można wykorzystać w celu zakupów. Lewicowa koalicja będzie miała silnie proeuropejskie nastawienie i będzie chciała zwiększyć wydatki budżetowe” – napisano w raporcie.

Według JPMorgan, skupienie się na polityce klimatycznej może być pozytywne dla sektora użyteczności publicznej, a negatywne dla linii lotniczych, przemysłu stalowego i chemicznego.

Podobnego zdania są analitycy Societe Generale.

Wybory w Niemczech mogą być katalizatorem dla firm przewodzących transformacji energetycznej.

"Prawdopodobnie będziemy mieli rząd z silnym mandatem dla ochrony środowiska i klimatu” - powiedział Roland Kaloyan, szef europejskiej strategii kapitałowej w Societe Generale SA.

Analitycy UBS Global Wealth Management wskazywali, że sektory, które odniosą najwięcej korzyści po wyborach to produkcja energii odnawialnej, firmy motoryzacyjne skłaniające się ku pojazdom elektrycznym i branża półprzewodników (np. takie firmy jak Infineon czy RWE).

Wśród obserwatorów niemieckiej polityki panuje opinia, jeśli powstanie koalicja, która jest bardziej skłonna pogłębić europejską integrację fiskalną, może to pomóc w zmniejszeniu fragmentacji rynku obligacji strefy euro między Niemcami a krajami takimi jak Włochy i Hiszpania. Prawicowy rząd może być postrzegany przez inwestorów jako bardziej przyjazny rynkowi, co może prowadzić do wyższych wycen aktywów.

„Wybory mają ogromne znaczenie. Musimy mieć znaczną stabilność w rządzie niemieckim, aby Unia Europejska się nadal rozwijała. Plan odbudowy UE po kryzysie pojawił się bardzo szybko i obejmuje szeroki zakres czynników. Wszyscy mogli zdać sobie sprawę z siły Europy i Komisji Europejskiej, pomimo wielu biurokratycznych trudności, które pozostały do rozwiązania” - powiedział Valerio De Molli, dyrektor generalny European House Ambrosetti Forum.

Propozycje gospodarcze poszczególnych partii

Konsensus analityków przewiduje, że polityka fiskalna Niemiec może być bardziej ekspansywna, ale nie należy się spodziewać ogromnych zmian. Tak zwany hamulec zadłużenia, który ogranicza federalny deficyt budżetowy do 0,35 proc. PKB, prawdopodobnie pozostanie zawieszony w przyszłym roku, aby pomóc krajowi wyjść z kryzysu Covid. Może jednak zostać przywrócony od 2023 roku.

Jedynie partia Zielonych i Lewica zasygnalizowały chęć zreformowania lub zniesienia zasady hamulca zadłużenia, aby umożliwić zwiększenie inwestycji publicznych i wydatków socjalnych. Zmiana zasady wymagałaby większości dwóch trzecich głosów w parlamencie, dlatego jej wprowadzenie wydaje się obecnie mało prawdopodobne. Mechanizm został w 2009 roku wpisany do konstytucji.

Czytaj także: Przed wyborami w Niemczech, jakie są programy gospodarcze głównych partii politycznych?

Olaf Scholz, kandydat SPD na kanclerza i obecny minister finansów, powiedział, że przywróci hamulec zadłużenia w 2023 r., a nie w 2022 r., jak pierwotnie planowano, ale odrzucił wezwania do całkowitego jego zlikwidowania. Lider FDP Christian Lindner zapowiedział, że będzie żądał wysokiej ceny za przystąpienie do koalicji z SPD – może to obejmować objęcie stanowiska ministra finansów i przywrócenia hamulca zadłużenia.

W ocenie analityków Bloomberg Economics, kryzys pandemiczny przełamał niektóre tabu związane ze ścisłą kontrolą finansów publicznych w Niemczech i reformami podatkowymi.

„Niezależnie od tego, kto wygra wybory, spodziewamy się, że polityka fiskalna pozostanie luźniejsza niż w ostatniej dekadzie, zwłaszcza przy wyższych nakładach inwestycyjnych. Jest jednak prawdopodobne, że zawieszony od 2020 roku konstytucyjny limit zadłużenia zostanie w dużej mierze przywrócony od 2023 roku” – napisano w komentarzu.

Istnieją znaczne różnice między głównymi partiami w sprawie propozycji podatkowych.

SPD, Zieloni i Lewica zaproponowały podwyżki podatków skierowane do gospodarstw domowych i firm o wysokich dochodach, a także nowy podatek majątkowy. Opowiadają się też za ustaleniem minimalnej stawki godzinowej na poziomie 12-13 euro za godzinę (obecnie 9,60 euro) i kontrolą nad wysokością czynszów w wynajmowanych mieszkaniach. Z kolei CDU/CSU i FDP zobowiązały się do wprowadzenia obniżek podatków dla gospodarstw domowych i firm o wyższych dochodach.

Po latach niskich nakładów na inwestycje w infrastrukturę publiczną, wśród wszystkich partii politycznych panuje powszechna zgoda, że w nadchodzącej dekadzie potrzeba będzie przeznaczyć więcej środków na ten cel. W szczególności Zieloni stwierdzili, że aby zmodernizować Niemcy i uczynić je neutralnymi pod względem emisji dwutlenku węgla w ciągu 20 lat, inwestycje publiczne muszą wzrosnąć o 50 mld euro rocznie w ciągu następnej dekady.

Według ekonomistów UBS Global Wealth Management, należy się spodziewać bardziej ekspansywnej, opartej na inwestycjach polityki fiskalnej w Niemczech po wyborach „w prawie każdej arytmetycznie i politycznie możliwej koalicji”.

„Tendencja do luzowania polityki fiskalnej zostanie złagodzona przez włączenie przynajmniej jednej z partii centroprawicowych do którejkolwiek z najbardziej prawdopodobnych formacji koalicyjnych. Najważniejszą sprawą po wyborach na rynkach finansowych będzie prawdopodobnie większy nacisk regulacyjny, fiskalny i polityczny na uczynienie Niemiec bardziej ekologicznymi i bardziej cyfrowymi, idąc w ślad za priorytetami już określonymi przez UE” - ocenili ekonomiści UBS.

Wynik wyborów w Niemczech może mieć również konsekwencje dla strefy euro, ponieważ blok ponownie rozważa swoje własne reguły fiskalne, zawieszone podczas pandemii. Zasady zawarte w Pakcie stabilności i rozwoju UE ograniczają dług publiczny do 60 proc. PKB, a deficyt budżetowy do 3 proc. Prawicowe partie chcą przywrócenia działania mechanizmu, natomiast lewicowe mogą być skłonne do przedłużenia zawieszenia reguł lub ich modyfikacji.

Rozkład sił po wyborach

Według analityków Eurasia Group, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest stworzenie koalicji „sygnalizacji ulicznej” (SPD, Zieloni, FDP) – taka ewentualność jest szacowana na 45 proc. Na 30 proc. Eurasia Group szacuje na koalicję „Jamajka” (CDU/CSU, Zielonych i FDP), a na 10 proc. wielką koalicję (CDU/CSU, SPD i Zielonych). W Bundestagu będzie do podziału 796 mandatów – o 87 więcej, niż w 2017 roku. ze względu na mandaty wyrównawcze.

Niemiecki Instytut Ifo i gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przeprowadziły ankietę wśród 153 ekonomistów z niemieckich uniwersytetów, pytając ich, jak różne formacje koalicyjne mogą wpłynąć na niemiecki wzrost gospodarczy, bezrobocie, dług publiczny i nierówności dochodowe.

W przypadku każdego z tych działań zapytano respondentów, w jakiej koalicji można się spodziewać najwyższego i najniższego poziomu danego wskaźnika pod koniec kolejnej kadencji.

Wyniki sondażu, opublikowane we wtorek, wykazały, że 83 proc. ankietowanych ekonomistów oceniło, że najniższe tempo wzrostu gospodarczego będzie wynikiem tak zwanej koalicji czerwono-czerwono-zielonej (lub w skrócie R2G), składającej się z SPD, Lewicy (Die Linke) i Zielonych. Jednak 55 proc. ekonomistów uważa również, że taki lewicowy sojusz osiągnąłby największą redukcję netto nierówności w dochodach.

Najbardziej pożądanym rezultatem pod względem wzrostu PKB byłaby, według ekonomistów, koalicja CDU/CSU i liberalnej FDP – tak uważa 44 proc. ekonomistów. Jednakże, biorąc pod uwagę obecne sondaże, szanse na stworzenie takiego sojuszu są bardzo niewielkie. Taka koalicja mogłaby również skutkować największym wzrostem nierówności dochodowych w ocenie 70 proc. ekonomistów.

Według ankietowanych ex aequo na drugim miejscu pod względem pozytywnego wpływu na wzrost PKB byłaby koalicja SPD, Zielonych i FDP (tzw. koalicja „sygnalizacji ulicznej”, od barw każdego z ugrupowań), a także rząd CDU/CSU, Zielonych i FDP (tzw. koalicja „Jamajka”).

Innymi możliwymi sojuszami po wyborach mogą być np. tzw. „koalicja Myszki Miki”, złożona z socjaldemokratycznej SPD, chadeckiej CDU/CSU i liberalnej FDP. Kolejną możliwością jest wielka koalicja SDP, CDU/CSU i Zielonych (tzw. „sojusz kenijski”).

„Utworzenie koalicji może zająć trochę czasu. Przed wyborami SPD nadal prowadzi w sondażach. Wygląda jednak na to, że chadecy odzyskują wigor. Nawet wygrana SPD nie musi oznaczać, że kolejnym kanclerzem zostanie minister Scholz. Kandydat CDU/CSU Armin Laschet mógłby nadal próbować wymanewrować Scholza, próbując na przykład utworzyć alternatywny rząd z Zielonymi i konserwatywnymi liberałami z FDP” – ocenili analitycy z Teneo Intelligence w raporcie.

„W ostatnich tygodniach próby przewidzenia tego, kto poprowadzi kraj po wyborach były trudne. FDP naprawdę chce być w rządzie koalicyjnym, ale mają wiele różnic do zniwelowania z socjaldemokratami – są daleko od siebie pod względem polityki podatkowej, polityki społecznej itp. Mamy też kilka innych opcji koalicyjnych, które prawdopodobnie wrócą na stół po wyborach w niedzielę” – powiedziała Gerlinde Groitl, adiunkt ds. polityki międzynarodowej i stosunków transatlantyckich na Uniwersytecie w Ratyzbonie.

Udostępnij artykuł: