Wydarzenia: Ostatnie słowo należeć będzie do człowieka

BANK 2018/05

Cyfrowa transformacja sektora biznesu będzie coraz silniej determinowana przez internet rzeczy (IoT), technologie blockchainowe czy sztuczną inteligencję (AI).

Cyfrowa transformacja sektora biznesu będzie coraz silniej determinowana przez internet rzeczy (IoT), technologie blockchainowe czy sztuczną inteligencję (AI).

Jerzy Majka

Dla obecnych i przyszłych przedsiębiorstw zmiany te oznaczają rosnącą presję czasową, zwłaszcza w obszarze wprowadzania na rynek nowych produktów i usług. – Niekiedy warto nawet wypuścić na rynek ofertę nie do końca perfekcyjną, aby tylko znaleźć się przed konkurencją – podkreślił Maciej Zajączkowski, dyrektor zarządzający w Hewlett-Packard Enterprise Poland.

Wpływ innowacji na funkcjonowanie przedsiębiorstw na przestrzeni nadchodzącej dekady, tworzenie odpowiedniego klimatu dla nowatorskich przedsięwzięć i dobór właściwych zasobów ludzkich w tym celu stanowiły główne wątki Reimagine 2018 – drugiej już edycji organizowanego przez HPE wydarzenia, poświęconego optymalnemu wykorzystaniu technologii telein formatycznych w cyfrowej transformacji współczesnej gospodarki. Słowo „gospodarka” nie padło tutaj przypadkowo – przemiany, które będziemy obserwować w najbliższych latach dotyczyć będą nie tyle poszczególnych przedsiębiorstw czy nawet branż, ile funkcjonowania całego rynku, a w pewnym stopniu również i administracji publicznej.

Maszyny przejmą codzienne płatności

Trendem, wobec którego żaden sektor nie pozostanie obojętny, jest bez wątpienia internet rzeczy. – Wykorzystanie tego rodzaju narzędzi nie tylko pozwoli na znaczące uproszczenie i automatyzację drobnych i uciążliwych procesów, np. codziennych płatności, ale również umożliwi funkcjonowanie nowych modeli cywilizacyjnych w rodzaju smart city – podkreślił Maciej Zajączkowski. Inteligentne urządzenia mogą być np. wykorzystywane do całkowicie bezobsługowego pobierania opłat za usługi publiczne, w rodzaju parkowania pojazdów czy komunikacji miejskiej. – Już obecnie niektóre miasta oferują aplikacje, dzięki którym można precyzyjnie odmierzyć czas postoju auta w strefie płatnego parkowania. W przyszłości zapewne aplikacje te staną się zbyteczne, gdyż umieszczony na miejscu postojowym czujnik automatycznie rozpocznie naliczanie opłat z chwilą zajęcia stanowiska. Już teraz technologia pozwala na stworzenie takich systemów – zauważył przedstawiciel HPE.Kluczowym wyzwaniem w tej sytuacji pozostaje zatem integracja procesów pomiędzy podmiotami należącymi do różnych sektorów – instytucją płatniczą, operatorem danej usługi publicznej (np. przewoźnikiem autobusowym bądź zarządcą miejskich parkingów) i jednostką samorządu terytorialnego, która na podstawie danych pozyskanych z systemu kreować będzie politykę transportową.

Sztuczna inteligencja, czyli system uczy się na błędach

 Pojawia się pytanie, w jakim stopniu konsumenci zaakceptują scedowanie decyzji płatnościowych na najbardziej nawet inteligentne urządzenia, uwzględniając w szczególności alarmujące doniesienia na temat aktywności cyberprzestępców. Maciej Zajączkowski przypomniał jednak, iż współczesne technologie bezpieczeństwa stosowane w tego rodzaju modelach biznesowych pozwalają na znaczące ograniczenie zagrożenia atakiem hakerskim. Kluczowe znaczenie mają tzw. systemy bezpiecznego zarządzania brzegiem sieci, które analizują funkcjonowanie poszczególnych elementów systemu, poczynając od umieszczonych w urządzeniach podpiętych do internetu rzeczy czujników odpowiedzialnych za zbieranie i przekazywanie danych. Do tego dochodzą narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji, które wykorzystując zaawansowane algorytmy uczenia maszynowego, są w stanie – na podstawie czynników behawioralnych – rozpoznać zdecydowaną większość aktywności podejmowanych przez sieciowych złodziei.– Współczesne technologie pozwalają na skuteczną obróbkę gigantycznych zbiorów danych w odpowiednim czasie. Oznacza to przełamanie ostatniej bariery, dzielącej ludzkość od powszechnego wykorzystania algorytmów samouczących czy sieci neuronowych w praktyce – zauważył dyrektor zarządzający w HPE. Instrumenty tego rodzaju mogą okazać się przydatne dla sektora finansowego nie tylko do obsługi płatności. Wykorzystując samouczące algorytmy, można np. budować zautomatyzowane moduły oceny zdolności kredytowej. – Nietrudno wyobrazić sobie system, który na podstawie dotychczasowych negatywnych doświadczeń z kredytobiorcami będzie wykrywać podobne uwarunkowania w składanych wnioskach kredytowych i wskazywać przypadki wątpliwe. Konsekwencją takiej klasyfikacji wniosku mogłoby być choćby jego odrzucenie albo skierowanie do dodatkowej analizy przez doradcę kredytowego – dodał Maciej Zajączkowski.
Chociaż przyszłość obrotu gospodarczego w coraz większym stopniu zależeć będzie od maszyn, to jednak kierunki transformacji w dalszym ciągu wyznaczane będą przez zatrudniony w przedsiębiorstwach „kapitał ludzki”. Rola architektów innowacyjności nie przypadnie jednak w udziale przyzwyczajonym do korporacyjnej rutyny członkom władz dużych spółek ani dyrektorom zarządzającym.

I ty zostaniesz... innowatorem

Chociaż przyszłość obrotu gospodarczego w coraz większym stopniu zależeć będzie od maszyn, to jednak kierunki transformacji w dalszym ciągu wyznaczane będą przez zatrudniony w przedsiębiorstwach „kapitał ludzki”. Rola architektów innowacyjności nie przypadnie jednak w udziale przyzwyczajonym do korporacyjnej rutyny członkom władz dużych spółek ani dyrektorom zarządzającym. – Niezbędnym warunkiem innowacyjności firmy jest wiedza o kompetencjach poszczególnych pracowników oraz ich właściwe wykorzystanie – podkreślił Tomasz Matuła, dyrektor infrastruktury Orange Polska. To właśnie niekonwencjonalne podejście pracujących dla tego operatora telekomunikacyjnego tzw. białych hakerów poskutkowało stworzeniem Cybertarczy Orange, czyli kompleksowego systemu chroniącego abonentów przez cyberatakami.Impulsem do wdrożenia była jedna z największych kampanii hakerskich w Polsce, jaka miała miejsce w 2014 r. Przestępcy przechwycili wówczas kontrolę nad przeszło milionem modemów i routerów znajdujących się w polskich domach, przy czym zdecydowana większość tych urządzeń nie pochodziła z oficjalnej dystrybucji operatorów telekomunikacyjnych.W przypadku Orange przestępcza aktywność dotknęła blisko 100 tys. klientów – zaznaczył Tomasz Matuła. Zhakowane urządzenia zostały następnie zainfekowane złośliwym  kodem, który w przypadku próby wejścia do serwisu transakcyjnego banku przekierowywał niczego nieświadomego użytkownika na identyczną stronę spreparowaną przez oszustów. – Podjęliśmy błyskawicznie decyzję o wsparciu klientów, nawet jeżeli nie korzystali oni ze sprzętu dostarczonego przez Orange – podkreślił reprezentant operatora. Wówczas to pracujący dla spółki specjaliści od spraw bezpieczeństwa, zwani białymi hakerami, zaproponowali koncepcję cybertarczy. – Instrument ten analizuje ruch sieciowy, chroniąc tym samym użytkownika bez jego wiedzy. Jeżeli dojdzie do zainfekowania urządzenia, po jego podłączeniu do sieci pojawia się informacja o wykryciu zagrożenia w rodzaju malware czy ransomware wraz z instrukcją, co trzeba zrobić, by usunąć infekcję. System podaje również wskazówki, jak na przyszłość zabezpieczyć się przed tego rodzaju problemami – nadmienił Tomasz Matuła.
Startupy nie są jedynym źródłem innowacji w największym polskim banku: wiele śmiałych projektów stanowi wynik zaangażowania własnego kapitału ludzkiego. Do takich rozwiązań należy m.in. aplikacja IKO, która całkiem niedawno uznana została za globalnego lidera w tym segmencie rynku. Jej funkcjonalności mogą zaskoczyć nawet zblazowanego cyfrowymi nowinkami millenialsa.

Win-win, czyli sojusz mikrusa z gigantem

 Alternatywnym modelem pozyskiwania innowacji jest szeroko rozumiane współdziałanie korporacji ze startupami. – Trend ten rozpoczął się kilka lat temu, kiedy duże podmioty miały problem z time to market. Wsparciem okazały się wówczas małe, zwinne przedsiębiorstwa, koncentrujące się na danym, dość wąskim obszarze – zauważył Grzegorz Pawlicki, dyrektor Biura Innowacji w PKO Banku Polskim. Lider polskiego rynku bankowego już  od ponad dekady kooperuje ze startupami, stworzył nawet akcelerator dla tego rodzaju przedsięwzięć. – Obecnie trwa trzeci rok naboru do naszego programu, dotychczas skorzystało z niego już 26 startupów – przypomniał Grzegorz Pawlicki. To właśnie niewielka firma technologiczna, w którą w 2007 r. zainwestował PKO Bank Polski, przyniosła gigantowi wartość dodaną w postaci unikatowego programu lojalnościowego wykorzystującego kartę płatniczą klienta jako podstawowy nośnik. – To produkt zupełnie niebankowy, przeznaczony zasadniczo dla sprzedawców detalicznych będących klientami naszego banku. Dzięki temu rozwiązaniu nie będzie konieczności wydawania dodatkowych kart lojalnościowych – ocenił reprezentant banku.Startupy nie są jedynym źródłem innowacji w największym polskim banku: wiele śmiałych projektów stanowi wynik zaangażowania własnego kapitału ludzkiego. Do takich rozwiązań należy m.in. aplikacja IKO, która całkiem niedawno uznana została za globalnego lidera w tym segmencie rynku. Faktycznie, pewne jej funkcjonalności mogą zaskoczyć nawet zblazowanego cyfrowymi nowinkami millenialsa. – Kilka dni temu wypuściliśmy kolejną wersję aplikacji na system iOS. Absolutną nowość stanowi w niej inteligentne skanowanie faktur, nie potrzeba kodów QR, system sam rozpoznaje poszczególne pozycje na rachunku i co najważniejsze – kwotę do zapłaty – powiedział Grzegorz Pawlicki.Niezależnie od przyjętego w danej firmie modelu wspierania innowacji, jedno wydaje się pewne: twórcy niekonwencjonalnych rozwiązań muszą funkcjonować niejako poza korporacyjnymi strukturami. Skłonność do improwizacji i podwyższony poziom akceptacji ryzyka, charakterystyczny dla startupów, wydaje się być nie do przyjęcia w rządzącej się twardym rachunkiem ekonomicznym korporacji. Przedstawiciel HPE jest jednak przekonany, iż model ten również z czasem odejdzie do historii, a asekuranckie podejście do projektów stanie się większym zagrożeniem dla firm aniżeli świadomie podjęte ryzyko. – Czas dużych projektów, których planowanie i realizacja trwa dwa lata, a na koniec dostaje się nie do końca to, co zostało zaplanowane, się skończył. Działamy w innym, bardziej zwinnym modelu, w którym liczy się time to market – przypomniał Maciej Zajączkowski. (współpraca SBW)
Udostpnij artyku: