Wykształcenie niczym ubranie

Andrzej Lazarowicz / Blogi

Onegdaj, gdy byłem jeszcze na tyle młody, że obejmował mnie obowiązek szkolny, co i rusz słyszałem słowa: ucz się dziecko, ucz; bo nauka to potęgi klucz.

I pewnie czyniłbym tak, choćby i dla świętego spokoju, by nikt już więcej ich nie powtarzał, atoli razu pewnego usłyszałem, jak ktoś na takie dictum odpowiedział: a jak uzbierasz dużo kluczy, to zostaniesz woźnym. Zacząłem się tedy usilnie zastanawiać, czy chcę owym woźnym zostać. I doszedłem do wniosku, że raczej nie. No bo zawód to nie najlepszy – trzeba przychodzić przed innymi, żeby drzwi otworzyć, potem sprawdzać czy wszystko w gmachu, który otworzyliśmy jest w porządku, potem zamykać. I tak w kółko ad mortem defaecatam lub do emerytury – zależy co pierwsze człowieka dopadnie.

Wypełniałem zatem obowiązek szkolny, a potem wylądowałem na uniwersytecie. I tam dowiedziałem się, że niejaki Heraklit z Efezu, w końcu znany i uznany filozof, stwierdził: „nie wystarczy dużo wiedzieć, ażeby być mądrym”. A że mama moja starała się we mnie wpoić, iż starszych słuchać wypada, posłuchałem tego jednego z jońskich filozofów przyrody i starałem się wiedzieć tyle, by było w sam raz. I dobrze zapewne zrobiłem, bo – jak zauważył Andrzej Niewinny Dobrowolski, tłumacz literacki, dziennikarz i felietonista, „wykształcenie, podobnie do ubrania, powinno być starannie dopasowane do osoby. Zbyt małe uwiera, za obszerne śmieszy”. A choć jestem człowiekiem dość obfitym, to co jakiś czas powtarzam sobie słowa Jerzego Dobrowolskiego, satyryka, dramaturga, reżysera i aktora: „nie ma nic gorszego niż człowiek wykształcony ponad własną inteligencję”…

Udostępnij artykuł: