Wystarczy być bezczelnym

Andrzej Lazarowicz

Zmieniły się czasy, zmieniły reguły, zmieniły normy, w końcu zmieniły się wzorce. Dziś, aby zaistnieć nie trzeba mieć ani stosownego wykształcenia, ani obycia, ani ogłady. Nie trzeba wiedzieć, jak się zachować. Wystarczy być bezczelnym.

Człek bezczelny nie musi się zastanawiać nad tym, co wypada a co nie. Nie musi mieć dylematów, czy wypada zrzucić swe obowiązki na barki innych. Dla niego inni to frajerzy, bo przecież też mogliby jak on postąpić. A tymczasem mają jakieś obiekcje i opory przed obarczaniem czymkolwiek innych.

Czasami to myślę, że bezczelni to ludzie nieco cofnięci w rozwoju. Dlaczego? Ano z prostej przyczyny. Dawniej szczytem mody, a raczej snobizmu, było wzorowanie się na Francji i Francuzach. I chęć zaimponowania im. A jako rzekł Emil Cioran (rumuński filozof, teoretyk nihilizmu i eseista piszący przede wszystkim w języku francuskim): We Francji wystarczy być bezczelnym, by zdobyć reputację człowieka inteligentnego i dowcipnego. We Francji bezczelność zastępuje inteligencję i dowcip.

Człek bezczelny, gdy jeszcze jakiegoś wykształcenia liznął, często staje się – głównie w swych oczach – jedynym odważnym i mądrym w okolicy. Czego zresztą nie omieszkuje ogłaszać wszem i wobec i każdemu z osobna, przy każdej nadarzającej się okazji. I nawet nie zauważa, jak wtłaczając się na szczyty geniuszu traci powoli i szacunek, i przyjaciół, i kolegów. A przecież, co stwierdził Aleksander Świętochowski (pisarz, publicysta, filozof i historyk, aforysta, krytyk, publicysta polityczny, działacz społeczny): Nawet geniusz potrzebuje towarzystwa.

Bo w samotności często geniusz w szaleństwo zamienić się potrafi. A i odwaga już taka cenna nie jest. Zresztą, co zauważył Artur Sandauer (krytyk literacki, eseista, tłumacz, profesor Uniwersytetu Warszawskiego): Odwaga staniała, rozum podrożał. Pewnie dlatego próżno go u bezczelnych szukać.

Udostępnij artykuł: