Wzrost gospodarki nie pogrąży złota

Komentarze ekspertów

Notowania złota wciąż nie mogą przerwać złej passy. Większość prognoz również nie jest dla nich korzystna. Do argumentów za dalszymi spadkami, doszedł i ten, że sprzyjać im będzie poprawa sytuacji w globalnej gospodarce. Historia ostatniej złotej hossy świadczy jednak o tym, że wzrost gospodarczy nie musi być czynnikiem, który jeszcze bardziej pogrąży notowania kruszcu.

Cena złota znajduje się w silnym trendzie spadkowym od września 2011 r., czyli od 2,5 roku. W tym czasie obniżyła się z rekordowych 1920 dolarów za uncję, do 1187 dolarów w połowie grudnia 2013 r., czyli o 38 proc. Sięgająca 6 proc. obecna zwyżka z pewnością nie zwiastuje jeszcze przełomu. Przeciwnie, jej dynamika świadczy o tym, że do przełamania negatywnej tendencji jeszcze daleka droga, szczególnie jeśli zwrócić uwagę, że miała ona miejsce w okresie poważnych napięć na emerging markets i obaw przed kryzysem w tej grupie krajów. Złoto nie było więc beneficjentem ucieczki od ryzyka i inwestorzy nadal nie są przekonani, że jest ono w stanie wrócić do roli bezpiecznej przystani dla kapitału. Trudno jednak przewidzieć, czy będą tak twierdzić nadal, gdyby rzeczywiście doszło do wybuchu kolejnego kryzysu walutowego i jego przełożenia na rynki finansowe.

140213.wzrost.01.550x318

Większość prognoz wciąż przestrzega przed dalszym znaczącym spadkiem notowań kruszcu. Analitycy Goldman Sachs szacują, że może on w tym roku sięgnąć 15 proc. W momencie sporządzania tych przewidywań, notowania kruszcu wynosiły około 1250 dolarów, podobnie jak obecnie, więc cenę docelową można by wyznaczyć na około 1060 dolarów za uncję. Eksperci z UBS, którzy pod koniec 2013 r. zredukowali prognozę cen złota z 1325 do 1200 dolarów za uncję, uznają, że spadek notowań do 1050 dolarów stanowiłby dobrą okazję inwestycyjną. Morgan Stanley ocenia, że w tym roku średnia cena złota wyniesie 1160 dolarów, a w 2015 r. sięgnie 1138 dolarów za uncję. Spadkową tendencję łączą także z perspektywą nabierania rozpędu przez globalną gospodarkę.

Jeśli jednak spojrzeć na to, co działo się w latach 2003-2008, łatwo dostrzec, że boom gospodarczy, zakończony pęknięciem bańki na rynku nieruchomości, wcale nie przeszkodził zwyżce cen złota. Trwający 11 lat rynek byka rozpoczął się w 2002 r., a więc w czasie, gdy amerykańska gospodarka tąpnęła, tuż po pęknięciu bańki internetowej. W trzecim kwartale 2003 r. dynamika PKB sięgnęła już niemal rekordowego poziomu 7,5 proc., a notowania złota wzrosły o prawie 50 proc. W ciągu kolejnych trzech lat gospodarka Stanów Zjednoczonych rozwijała się w bardzo zmiennym, lecz dość wysokim tempie od 2 do 5,6 proc. w poszczególnych kwartałach, a boom zakończył się jesienią 2007 r. W tym czasie cena kruszcu nieprzerwanie szła w górę, zwyżkując od dołka z początku 2001 r. o niemal 190 proc. Po krótkiej przerwie, związanej z globalnym kryzysem finansowym, hossa na rynku złota weszła w drugą, równie dynamiczną fazę. Nie przeszkodził w tym jednoczesny wzrost amerykańskiego PKB do 5 proc. pod koniec 2009 r., choć oczywiście w tym czasie kurs kruszcu niesiony był przede wszystkim strachem, związanych głównie z tym, co działo się w strefie euro oraz nadzwyczajnymi działaniami Fed. Niemniej jednak nie można jednoznacznie stwierdzić, że poprawiająca się sytuacja w gospodarce zaszkodziła kursowi złota. Jego załamanie z pewnością można wiązać z wycofywaniem się rezerwy federalnej z ilościowego luzowania polityki pieniężnej, choć rozpoczęło się ono sporo wcześniej, zanim Fed zaczął faktycznie ograniczać skup obligacji. Przedwczesne jednak chyba byłoby twierdzenie, że istotną przyczyną i załamania i przedłużającej się słabości notowań złota jest perspektywa ożywienia amerykańskiej i globalnej gospodarki. Ożywienie widoczne jest na razie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale dynamika wzrostu PKB osiągnięta w dwóch ostatnich kwartałach 2013 r. (odpowiednio 4,1 proc. i 3,2 proc.) jest w nie do utrzymania w najbliższych latach. Biorąc pod uwagę bardzo umiarkowane prognozy Fed, trudno mówić o początku boomu gospodarczego, który miałby być zabójczy dla cen złota. Nie mówiąc już o tym, że o ożywieniu w strefie euro i na emerging markets do ożywienia jeszcze daleka droga.

Jedynym czynnikiem, który bezsprzecznie przemawia za słabością rynku złota i równie słabymi jego perspektywami, jest niska inflacja. Patrząc na dane historyczne, rzeczywiście widać wyraźną korelację między zachowaniem notowań złota a tempem wzrostu cen. Na przestrzeni ostatnich 40 lat każdej hossie i każdemu szczytowi na rynku kruszcu towarzyszyły analogiczne tendencje inflacyjne. Działo się tak w latach 70-tych, od 2002 do 2005 r. oraz w okresie 2007-2008, także 2010-2011. Najdłuższa bessa na rynku złota, trwająca od końca 1980 do początku 2001 r., przypadła na lata trwale spadającej inflacji. Podobne zjawisko można obserwować obecnie. Rekordowy poziom notowań złota pokrywał się niemal idealnie z ostatnim szczytem poziomu inflacji w Stanach Zjednoczonych. Od tego czasu, czyli od trzeciego kwartału 2011 r. tempo wzrostu cen obniżyło się z 3,9 do 1,2 proc., czyli o ponad dwie trzecie, a cena złota poszła w dół o ponad jedną trzecią. Największy krach na rynku złota, gdy notowania spadły o 67 proc., miał miejsce od początku 1980 do połowy 1983 r., a więc w czasie, w którym inflacja w USA obniżyła się z rekordowych 15 do 2,6 proc.

Wracając do prognoz, jak zwykle można znaleźć poglądy zupełnie przeciwstawne, do wcześniej przytoczonych. Znany inwestor Peter Shiff twierdzi, że w ciągu kilku lat notowania złota osiągną około 5000 dolarów za uncję. Jeszcze bardziej odważne SA przewidywania James’a Rickarda, który poziom docelowy lokuje na 7000-9000 dolarów. Dla obu czynnikiem, który doprowadzi do kolejnej złotej hossy będzie pojawienie się inflacji oraz spadek wartości i wiarygodności amerykańskiej waluty. Choć spełnienie tych wizji jest mało prawdopodobne, a w każdym razie mocno oddalone w czasie, chętnych do kupowania złota nie brakuje. Na razie korzystają z przeceny kruszcu, traktując ją jako wyjątkową okazję. Jak wynika z przytoczonych obserwacji, w swych kalkulacjach powinni jednak przede wszystkim brać pod uwagę tendencje inflacyjne. Prędzej czy później, w ślad za rosnącą gospodarką, w górę pójdą ceny, a wraz z nimi notowania złota.

Roman Przasnyski
Open Finance

Udostępnij artykuł: